wtorek, 5 czerwca 2012

CZĘŚĆ I PART XIV


-Już jestem! – blondyn z szerokim uśmiechem wparował z powrotem do pokoju – Mam go, tak jak myślałem, leżał na stole – wcisnął mi zeszyt do ręki, nawet nie zauważając szoku, w jakim byłam – Chciałem wziąć do szkoły, no ale... – zamilkł, widząc mój wyraz twarzy. Uniosłam kartkę do góry, usiłując uświadomić mu, dlaczego się nie odzywam. A ponieważ nadal nie rozumiał, o co mi chodzi, wymamrotałam:
-Założyłeś się z kimś, że... – zerknęłam na kartkę - ... że uda ci się mnie przelecieć w noc balu maturalnego. Tłumacz się – rzuciłam mu ostre spojrzenie. Dave zastygł w bezruchu z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Tu  po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co ma powiedzieć. Otwierał i zamykał usta, ale z jego buzi nic nie wypłynęło.
-To nie tak... – odezwał się wreszcie, ale ja już nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Albo wiesz co? Milcz. Po prostu nie odzywaj się – wstałam, podpierając się łóżkiem i ruszyłam ku drzwiom, omijając go szerokim łóżkiem. On był tak bardzo przestraszony i zaszokowany, że nawet nie wiedział, jak się zachować. Czułam się oszukana. Moje serce pragnęło jak najszybciej się stamtąd wyrwać i zapomnieć o wszystkim. Teraz już wiem, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym balu. Bo męska duma nie pozwalała mu przegrać tego głupiego zakładu. Przełknęłam ślinę. W moich oczach pojawiły się łzy. Nie chciałam płakać. Nie chciałam, żeby on widział, jak wiele to dla mnie znaczyło. Ale to i tak było silniejsze ode mnie. Szybko stamtąd wyskoczyłam. Przez jakiś czas szłam, a nawet biegłam, usiłując poukładać sobie to wszystko w głowie. Nie potrafiłam. To wydawało mi się jakimś koszmarem.
W końcu przysiadłam na jakiejś ławce i schowałam twarz w dłoniach. To nie mieściło mi się w głowie. Ja ciągle żyłam w nieświadomości, a on ciągle mnie wyśmiewał za plecami. Jak oni mogli? Jak mogli w taki sposób mnie niszczyć? Jak mogli się o mnie założyć? Jeszcze gdyby mi o tym sam powiedział, przyznałby się, to właściwie roześmiałabym się i nic wielkiego by się nie stało. Ale on mnie oszukiwał, chociaż tak wiele mówiłam o szczerości. Olał to.
-Kate... – zerwałam się, ocierając łzy z oczu. Jak on śmie...? – To nie tak...
-Odejdź ode mnie! – warknęłam – Nie zbliżaj się! Nie chcę ciebie znać! Nie chcę, rozumiesz?!
-Poroz...
-Nie! Nie będę ciebie słuchać! Nie zbliżaj się! Nie chcę ciebie znać, nie rozumiesz, co mówię?! – odwróciłam, się i znowu zaczęłam biec, nawet nie wiedziałam, gdzie. Przez jakiś czas jeszcze słyszałam jego kroki, ale musiał pójść po rozum do głowy, bo po pewnym czasie po prostu się zatrzymał. Zapewne zrozumiał, że jego obecność nie ma żadnego sensu, skoro nie chcę rozmawiać. Właśnie to w nim lubiłam. Nigdy nie naciskał. I być może nie powinnam tego zaliczać do zalet, ale również bardzo łatwo się poddawał. Tak jak tym razem.
***
-No chyba sobie żarty stroisz! – wrzasnęła jak zwykle bojowo nastawiona moja matka – W takim razie na pewno tam pójdziesz i pokażesz mu, że umiesz bawić się równie dobrze bez niego!
Tak, mamo. Tylko szkoda, że nie potrafię.
-Ale... – próbowałam dojść do słowa, jednak ona mi nie dała szansy.
-Nie, Kate. Nie po to kupowałyśmy tę sukienkę, by teraz leżała w szafie. Ubieraj się, zaraz popracujemy nad twoją fryzurą.
Westchnęłam cicho. Odkąd opowiedziałam mamie zmyśloną historię o tym, jak Dave mnie wystawił z balem, całkowicie zmieniła stosunek do blondyna. Łaziła w tę i z powrotem ze ścierką w dłoni, mamrocząc wciąż te same słowa. Wcześniej wręcz przepadała za Desrosiersem, czasami kilka razy dziennie powtarzałam jej, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. A i tak wpatrując się w blondyna, powtarzała rozmarzonym głosem, że chciałaby mieć takiego zięcia, co wprawiało go w niemałe zakłopotanie.
On już kilkakrotnie próbował ze mną porozmawiać, ale ja specjalnie go unikałam. Wychodziłam z domu o wiele szybciej niż wcześniej, bo wiedziałam, że nadal będzie po mnie przychodził. Na korytarzu omijałam go szerokim łukiem, a w klasach przesiadałam się najdalej jak mogłam. Raz dostałam od niego karteczkę z prośbą o przyjście na bal. Zgniotłam ją ostentacyjnie i wyrzuciłam do kosza, specjalnie, bo on to zauważył. Od tamtej pory już naprawdę się poddał. Łaził ze spuszczoną głową po korytarzu. Zastanawiałam się ciągle, czy to kolejny zakład, czy naprawdę żałuje. Wciąż nie mogłam pozbyć się myśli, że prawdziwa jest wersja nr 1.
Tak czy inaczej, dwie godziny później, w błękitnej sukience i czarnych butach na pięciocentymetrowych obcasach, wyskoczyłam z maminego samochodu przed wejściem do mojej szkoły. Tak, moja rodzicielka postanowiła mnie przypilnować. Chyba domyśliła się, że sama bym tu nigdy nie dotarła. Odwróciłam się niepewnie, patrząc w jej wesołe oczy.
-I nie wracaj mi przed rugą do domu! Chyba że z facetem! – puściła mi oczko. Uśmiechnęłam się ironicznie i zamknęłam drzwi samochodu, a ona, nie czekając ani chwili dłużej ruszyła z piskiem opon. Bez większego entuzjazmu przekroczyłam próg szkoły. Błysk świateł oślepił mnie tak bardzo, że przez moment nic nie widziałam. Musiałam przywyknąć do tego. Zabawa zdążyła już objąć nawet nauczycieli. Zniechęcona widokiem tańczącej matematyczki ruszyłam dalej, w głąb Sali gimnastycznej. –A teraz zagramy coś dla osieroconych przez los! – omal nie poślizgnęłam się na swoich szpilkach, kiedy usłyszałam jego głos. Głos Pierre’a. Z szaleńczo bijącym serduchem rzuciłam się w wir biegu ku Scenie. Ludzie coś wrzeszczeli, warczeli na mnie, ale miałam to gdzieś. Próbowałam jakoś się dopchać, co było naprawdę trudne, by przekonać się, czy to rzeczywiście oni, czy ja czasem nie postradałam zmysłów.
 I to byli oni. Pierre, Jeff, Seb, Chuck i Dave. Tam, na scenie. Zastygłam w bezruchu wpatrując się w swoich przyjaciół. Oni... Oni to kochali, byli sobą. W muzykę wkładali całe swoje serce, a nawet więcej. I wcale się nie zmieniali, powiem nawet więcej, oni jeszcze bardziej pokazywali siebie. I to mi się w nich podobało. Nie próbowali się ukrywać, nie zakładali jakichś masek. Oni mogli osiągnąć naprawdę wiele właśnie przez tę swoją naturalność. A grali znakomicie. Potrafili zespolić się duszami, co dawało naprawdę niesamowity efekt. Teraz już wiedziałam, dlaczego wiąże ich tak wielka przyjaźń. To wszystko sklejała muzyka i pasja do gry. W ich grupie liczyła się przede wszystkim jedność.
Wszystko wydarzyło się podczas najpiękniejszego momentu piosenki, kiedy Pierre wyśpiewał swym cudownym wokalem wers: I’m sorry, I can’t be perfect. Wtedy on mnie zauważył. Zamarł. Zamarł przed mikrofonem. Bouvier spojrzał na niego pytająco. Zapewne w tym momencie miały być jakieś chórki. Ale blondyn już dawno przestał kontaktować. Widziałam tylko, jak ściąga ze swoich ramion bas. Domyśliłam się, że to przeze mnie, dlatego odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Te słowa ciągle dźwięczały mi w uszach: I’m sorry, I can’t be perfect, I’m sorry... I być może dotarł do mnie sens tego krótkiego zdania, ale nie umiałam się zatrzymać. Biegłam dalej w tych swoich szpilach i właściwie on nie mógł mnie nie dogonić.
-Kate, proszę, porozmawiajmy! – błagał, zatrzymując mnie swoją dłonią. Przystanęłam, choć mogłam biec dalej – Spójrz na mnie.
Mechanicznie uniosłam wzrok ku górze i natrafiłam na jego piwne tęczówki. I stało się coś naprawdę dziwnego: nie mogłam oderwać od niego wzroku. Patrzyłam i patrzyłam, w ogóle nie docierały do mnie jego słowa. Znowu między nami zawiązała się swego rodzaju więź. Tylko jeszcze głębsza. Nie wiedziałam, co to oznaczało. Wtedy. Teraz już wiem. I gdybym mogła cofnąć czas, nie zawahałabym się nawet przez sekundę. Ale wtedy byłam głupia, podjęłam tę złą decyzję. I choć wiedziałam, że słowo „kocham” było szczere, nie doceniłam tego. Uciekłam. Znowu. On już nawet nie próbował mnie gonić. Najwyraźniej domyślił się, że to nie ma żadnego sensu. Nie umiałam tego zobaczyć. A być może umiałam, ale się bałam. Nie wiem. Nie potrafiłam wtedy racjonalnie myśleć. Nie posłuchałam serca i to był największy błąd mojego życia. Dotychczasowego życia. 

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

1 komentarz:

  1. No nie wierzę, że tak zakończyłaś ten rozdział. I can't believe! Ale mnie początek zaintrygował, zaprosił ją i tak mu zależało, tylko dlatego, aby ją przelecieć? No co za cham! Powinna dać mu po ryju! Dobrze jednak, że się nie poddała i bardzo dobrze. Rozdzial tradycyjnie - świetny i czekam na nowy. Pozdrawiam.
    ForeverGirlxD

    OdpowiedzUsuń