Pusta butelka po tanim winie turlała się po stole,
wyraźnie wahając się, czy upaść na podłogę, czy może jednak zaoszczędzić
kolejnego kłopotu. Niebezpiecznie zbliżała się do końca stołu, jakby chciała
zagrozić, że jednak się rozbije. Ale on i tak nic by nie zauważył. Leżał
rozłożony na kanapie, z pustym już kieliszkiem w dłoni, wpatrując się w sufit i
zastanawiając się, co on osiągnął w życiu. Nie ma już Simple Plan, nie ma już
Kate. Właściwie to co on tutaj wciąż robi? Niby wciąż żyje, niby jego serce
wciąż bije, ale nie ma na świecie osoby, dla której ono wciąż to robi. Czegoś
mu brakowało, ale nie mógł wykombinować, czego. Na pewno dzieci, ale... To nie
to. Dlaczego on nie może poradzić sobie z własną głową i własnymi myślami?
Dlaczego on nie może sobie ładnie wszystkiego poukładać? Nie umie posprzątać
bałaganu, który sam wyprodukował. Czegoś mu brakuje. Do jasnej cholery, czego?!
***
Nie miała pojęcia, dlaczego w dłoniach wciąż ściskała
swój telefon. Przecież on nie zadzwoni. A nawet jeśli, to na pewno nie będzie
ta osoba, która robi to w jej wyobraźni. Po co ta głupia nadzieja? Rozstaliście
się. On nie wróci. Dlaczego wciąż na niego czekasz? Głupota... Gdybyś wtedy nie
pozwoliła mu odejść, być może by został. A tak... Nie, nie udawaj już, że go
kochasz. Dobrze wiesz, czym to zejście mogłoby się skończyć. Poprawka, na pewno
by się skończyło. Kate, ty go już nie kochasz. To nie ma sensu. W takim razie dlaczego
wciąż o nim myślisz? Dlaczego nie możesz pozbyć się go z głowy? Co się z tobą
dzieje? Wariujesz, Kate. Uważaj, żebyś nie zrobiła złego kroku. Nie możesz
teraz popełnić błędu. Przecież żyje ci się dobrze. Przecież wszystko masz.
Czego ci potrzeba?
Tylko tego cholernego telefonu.
Idiotka... On naprawdę cię kochał! Starał się to wszystko
jakoś naprawić, skleić, a ty to wszystko zwyczajnie ignorowałaś. Debilka!
Gdybyś chociaż raz doceniła... Gdybyś ty wysiliła się powiedzieć jakiś
komplement, nawet nieprawdziwy... To gdybanie! Przeszłości nie zmienisz. Możesz
jedynie ostrzec dzieci przed swoimi błędami.
Serce omal jej nie pękło, gdy zadźwięczała jej komórka.
Bała się spojrzeć na wyświetlacz, ale jakoś się przemogła. Niechcący telefon
wyślizgnął się z jej dłoni i upadł. Ona nie miała pojęcia, co robić, czy się
cieszyć czy płakać. Tak długo czekała, a teraz nie miała odwagi, by odebrać...
***
Jechał powoli montrealskimi drogami, przesadnie
denerwując się na korki. Nie wiedział, czy o to chodziło, nie wiedział, czy
tego mu brakowało. Ale spróbować musiał. Na pewno. Siedząc przez te kilka dni w
samotności zrozumiał, że brakuje mu jej zrzędzenia, narzekania. Chciał wrócić,
zrozumiał, że życie bez Kate nie ma najmniejszego sensu, zrozumiał, że naprawdę
ją kocha. A ona jego, mimo że tego nie pokazywała. Przeżyli razem tak wiele, że
kolejne czterdzieści lat też uda im się przetrwać. Tylko oby ona się zgodziła..
Oby zgodziła się na jego powrót. Oby i ona zdołała zrozumieć, że go kocha. Oby
zrozumiała, że miłość jest wieczna...
Pragnęła jak najszybciej go zobaczyć, pragnęła go
pocałować. Tęskniła za jego głosem i dotykiem. Ten telefon dał jej tak wiele
nadziei, tak wiele sił, by uwierzyć, że wszystko dobrze się skończy. Musiało
się dobrze skończyć, przecież bajki nie mają złych zakończeń. Powtarzała sobie,
że się zmieni. Powtarzała sobie, ze nie wytrzyma już tej samotności, że on musi
wrócić, że ona zrobi wszystko, byle tylko on zdołał z powrotem ją pokochać.
Stworzą wreszcie prawdziwą rodzinę, rodzinę, którą byli kiedyś, wtedy, gdy Dave
częściej koncertował i nie miał zbyt wiele czasu dla siebie. Dlaczego wtedy
umieli docenić magię miłości, a teraz nie potrafią? Dlaczego to wszystko
zaczęło się psuć? Dlaczego ona nie umiała docenić jego starań? Dlaczego musiało
dojść do rozłąki, by ona mogła zrozumieć, że bez niego nie wytrzyma, że zwariuje?
To uczucie z młodości wciąż w niej było, ale po prostu zostało zakopane przez
szarą codzienność. W końcu nadjechała koparka i to odkopała. Miłość wciąż się w
niej kotłowała.
Wiedziała, że ma jeszcze dużo czasu, ale mimo wszystko
śpieszyła się. Chciała być wcześniej, chciała pokazać, że jej zależy, że
pragnie drugiej szansy. Krople deszczu zaczęły z cichym stukiem rozbijać się o
jej szyby. Na początku były tylko pojedyncze, powoli jednak zagęszczały się.
Kate przełknęła ślinę. Miała złe przeczucia, ale odpychała je od siebie.
Przecież pogoda nie może zniszczyć jej optymizmu. Nic nie mogło zniszczyć jej
pozytywnego myślenia. Ścisnęła mocniej kierownicę. Miała ochotę zatrąbić na przedni
samochód, żeby już ruszył, chociaż światło mieniło się kolorem czerwonym.
Denerwowała się, chociaż naprawdę nie miała do tego żadnych powodów. Wszystko
jak na razie szło zgodnie z planem. Ale ona już pragnęła tam być, siedzieć,
czekać. Nacisnęła na pedał gazu i ruszyła. Wyprzedziła jakieś czerwone auto,
chociaż wiedziała, że to niezgodne z przepisami. Znacznie przekroczyła
dozwoloną prędkość, ale nie zwróciła na to uwagi. Miała szczęście, z daleka
widziała, że świeci się zielone światło. Znowu przyśpieszyła. Chciała zdążyć
przejechać. Nie zauważyła nagłej zmiany na czerwone. Nie włączyła
kierunkowskazu. Wina leżała po jej stronie. A jednak, gdy zakręciła ostro, a w
tył jej samochodu wbiło się inne auto, jej nie stała się krzywda. Niewiele
pamiętała z tego wypadku. Jedynie potężny huk i szarpnięcie. A potem cisza.
Cisza, która była dla niej największym szokiem niż krzyki, które potem
usłyszała. Miliardy myśli gnieździły się w jej głowie. Bała się odwrócić, bała
się zobaczyć, co się wydarzyło, co ona zrobiła. Siedziała z zamkniętymi oczami.
Nie, nie uniosła powiek do góry. Głowa ją koszmarnie bolała, czuła spływającą
krew, ale dzięki temu wiedziała, że nadal żyje. Wzięła głęboki wdech. Płuca ją
zapiekły. Coś musiała uszkodzić, ale teraz to nie było ważne.
Nagle poczuła zimno, niepokojący chłód. Ktoś potrząsnął
jej ramieniem, otworzyła oczy. Ktoś o coś się jej pytał, nie odpowiedziała,
deszcz ciągle padał, ktoś krzyczał, karetka już przyjechała, włosy mokre,
ciemne chmury kwitnące nad światem brudnego Montrealu, przerażenie, ból, ciało,
krew. Wszystkie te obrazy tak szybko przeskakiwały, że Kate nie mogła nadążyć. Potem
jej wzrok spoczął na tłumie ludzi. On tam, stał. Uśmiechał się smutno, jakby
chciał przekonać ją, że nic się nie stało. Wyczytała z jego ust „I’m sorry, I
can’t be perfect”. Zamrugała powiekami, ale wtedy on się rozmazał. Odszedł.
Uświadomił jej, co zrobiła. W jej oczach pojawiły się łzy. Zerwała się i nie
zważając na krzyki i ból w klatce piersiowej rzuciła się w stronę ludzi zgromadzonych
przy nieprzytomnym ciele człowieka, który także brał udział w wypadku. Już
wiedziała, ale i tak musiała się upewnić. I nawet gdy ujrzała jego twarz,
zwyczajnie nie wierzyła własnym oczom, nie wierzyła w to, co widziała. Modliła
się, by to nie była prawda, by to był koszmar, zły sen. W końcu to do niej
dotarło. Zabiła. Zabiła własnego męża, zabiła mężczyznę swojego życia. Upadła
na kolana. Schowała twarz w jego kurtce. Czuła jak jej serce pęka, nie wytrzymuje
tego wszystkiego. Próbowała go wybudzić, próbowała wskrzesić go do życia,
krzyczała, błagała, przepraszała, robiła wszystko, co mogła. Na nic. To
wszystko nie było potrzebne. On nie żył. Każdy jej powtarzał, że on nie żyje.
Nie wierzyła. Nie wierzyła nikomu. Wciąż ściskała jego zimną bladą dłoń i
czekała. Czekała na cud, który nigdy się nie wydarzył.
-Pamiętasz? – wyszeptała, łkając – Pamiętasz, co mi
zawsze śpiewałeś? Perfect... David... Dlaczego ja nigdy nie zaśpiewałam tego
tobie? Dlaczego ja nigdy nie potrafiłam tego z siebie wydobyć? Dlaczego...? – pociągnęła nosem, a potem
cichutko zaśpiewała – I’m sorry, I can’t be... Per.... – nie dokończyła. Reszta
jej słów zaginęła w głośnym ryku. Krople deszczu mieszały się jej z łzami. Tak
jak miłość mieszała się ze śmiercią. Tak jak słowa mieszały się z ciszą. Ale w
tych mieszaninach zawsze było coś silniejszego. Łzy , miłość i cisza
zwyciężyły. Właśnie te wartości
dostrzegł wpatrujący się w obrazek David. Ona go nie widziała. Nikt go nie
widział. A on nie chciał patrzeć na jej cierpienie. Zamknął oczy i rozpłynął
się w nicości światła, wiedząc, że już nigdy nie dotknie jej policzka. Odszedł
do świata, w którym nie będzie miłości. Chciał zapomnieć. Ale czy mu się uda?
Czas pokaże. W jej sercu pozostanie na zawsze.
THE END