wtorek, 13 listopada 2012

CZĘŚĆ IV PART VII


-David? David, co ty tu robisz? – zaskoczona Kate wyciągnęła głowę z kuchni. Pociągnąłem nosem. W całym domu pachniało plackami ziemniaczanymi – Coś mówiłeś, że mieliście zrobić jakiś chat czy coś...
Jęknąłem w duchu. Chat. Zapomnieliśmy wyłączyć kamerkę. Cały świat widział naszą kłótnię, wszyscy fani widzieli rozpad Simple Plan. Aż odechciało mi się zaglądać na twittera. Musiał być bombardowany.
Zanim zdążyłem wytłumaczyć się przed Kate, usłyszałem pisk Chrisa i zobaczyłem, jak zbiega schodami.
-Taaatoooo! – Nauczyłem się zagrać „Crazy”! Calusieńkie! Umiem nawet solówkę! – chwalił się, skacząc wokół mnie chłopiec.
-To świetnie! – krzyknąłem z udawanym entuzjazmem, klepiąc syna po plecach - Idź na górę, poćwicz jeszcze, a ja za chwilę przyjdę cię przesłuchać! A jak stwierdzę, że grasz ładnie, to może razem zagramy!
-Okej – podniecony malec wleciał z powrotem na schody, zapewne z zamiarem wysłuchania mojej prośby. I bardzo dobrze, chciałem porozmawiać o tym z Kate w cztery oczy.
-Odszedłem z Simple Plan – westchnąłem ciężko, siadając przy stole. Usłyszałem cichy wrzask kobiety świadczący o tym, że zapewne się poparzyła.
-Co zrobiłeś!? – warknęła, biegnąc w kierunku kranu. Po chwili jej dłoń moczyła się pod strumieniem zimnej wody.
-Odszedłem z Simple Plan – powtórzyłem cierpliwie – Miałem już dość... – oboje usłyszeliśmy refren starej green day’owskiej piosenki. Z kieszeni wyciągnąłem komórkę, spojrzałem na jej wyświetlacz, odrzuciłem połączenie i wyciszyłem, a potem położyłem ją na stole.
-Nie odbierzesz? – zapytała podejrzliwie, gapiąc się na wibrujące urządzenie.
-Nie – odparłem – Pewnie jacyś dziennikarze. Teraz nie będą chcieli dać mi spokoju.
-Jak ty mogłeś... – Kate usiadła obok mnie, całkowicie zapominając o plackach – Jak mogłeś odejść od chłopaków? David, czy ty w ogóle to przemyślałeś?! Pomyślałeś o tym, co teraz? Przecież z czegoś musimy żyć! Pieniądze niedługo nam się skończą! Na pewno o tym nie pomyślałeś, bo rzadko ktokolwiek o tym myśli. No, Dave, słucham, jaki jest twój plan B – kobieta skrzyżowała ramiona na piersiach i spojrzała na mnie wyczekująco.
Planu B nie miałem. Nie zastanawiałem się, co teraz zrobię, nie myślałem o tak odległej przyszłości. Kate miała rację, kasa nie rośnie na drzewach. Nie wyczaruję jej. Ale póki co trochę jej mam i o to nie muszę się martwić. A potem? Potem nie wiem, co zrobię. Coś będę musiał znaleźć, byle tylko związanego z muzyką. Być może jakiś zespół szuka basisty czy perkusisty? Wtedy mógłbym spróbować. Technik jakiejś kapeli też by mi pasował. Ewentualnie robota w sklepie muzycznym. Też chętnie bym się podjął.
-Placki – powiedziałem cicho. Kate przez chwilę się we mnie wpatrywała, nie bardzo wiedząc, o czym ja tak właściwie do niej mówię. Chwilę później zerwała się i pobiegła w stronę kuchni. Mimo jej starań spód placków przypominał węgiel, a zapach niemiło drapał w nos. Otworzyłem dwa okna i drzwi, żeby trochę się wywietrzyło.
-Nie wiem, Kate, co będzie dalej, ale na razie chcę odpocząć – oznajmiłem, z powrotem siadając z powrotem na krześle – Kate, proponuję, żebyśmy wyjechali.
Moja żona upuściła drewnianą łyżkę, a potem pisnęła cicho. Tłuszcz musiał prysnąć jej prosto w poparzoną dłoń.
-Teraz? Teraz wyjechać? Zwariowałeś do reszty? – pytała, usiłując podnieść feralną łyżkę zachlapaną rozżarzonym olejem – Czy ty wiesz, ile ja mam teraz roboty w ogródku!? Wiosna jest, porządki trzeba robić, żywopłot przycinać. Zresztą dzieciaki mają szkołę, nie mogą sobie ot tak wyjechać...
-Nie mówię tu o dzieciach – przerwałem jej – Mówię o tobie i o mnie. Oboje zasługujemy na odpoczynek.
-Nie ma mowy – odpowiedziała – I niby co zrobilibyśmy z Chrisem, Nicole i Jane? Przecież nie zostawimy ich samych!
-Dobrze wiesz, że moja siostra chętnie przyjechałaby tu na jakiś czas!
-Nie ma mowy – powtórzyła, nawet na mnie nie patrząc. Zastanawiałem się, dlaczego, dlaczego ona nie może spojrzeć mi prosto w oczy. Lub nie chce.
-Kate, między nami ostatnio nie układa się zbyt dobrze. Myślę... Myślę, że ten wyjazd chyba by nam pomógł. Musimy ratować nasz związek, bo w nim coś zniknęło. Wiem, że ty też to widzisz. Wiem, że boisz się wyjechać, boisz się zostać sam na sam ze mną. Ale to może być nasz jedyna szansa. Proszę cię, zgódź się!
Ona nie odpowiedziała nic, tylko dalej smażyła te placki. Wiatr zagościł w naszym domu, zmuszając firanki do lekkiego falowania. Czekałem na choć jedno słowo z jej ust. Nie usłyszałem nic, co trochę mnie wkurzyło. Ale wciąż czekałem, trzymając buzię na kłódkę. Powinna się zgodzić, jeśli choć trochę jeszcze mnie kocha...
-Dobrze – usłyszałem w pewnym momencie ciche westchnięcie – Wyjedźmy. Dla nas.
***  
Grecja jak zwykle powitała nas swoimi słonecznymi promieniami. Lotnisko w Atenach pękało w szwach od 30 stopni temperatury. Pchałem przed sobą wózek pełen walizek, usiłując przypomnieć sobie, gdzie tu było wyjście. Obok mnie szła Kate, nerwowo ściskając swoją torebkę i rozglądając się wokół. Nie mogłem nie zauważyć, że jej się nie podoba tutaj. Westchnąłem głośnio i po raz pierwszy zwątpiłem. Zwątpiłem w to, że nasz plan może się udać. Ale to się okaże po dwóch tygodniach. Póki co oboje musimy cieszyć się życiem i korzystać z luksusów.
Złapaliśmy jakąś taksówkę, której kierowca mówił fatalnie po angielsku i ruszyliśmy w stronę hotelu. Z chłopakami z Simple Plan już kilka razy się w  nim zatrzymywaliśmy, mimo wszystko on jednak zawsze zaskakiwał nas czymś nowym. Kate milczała, nie mam pojęcia, dlaczego. Zastanawiałem się, czy czasem nie obraziłem jej czymś w samolocie. Ale chyba niczego głupiego nie powiedziałem. No tak, tylko że ja i ona ostatnio mamy różne zdania na temat głupich słów.
-Cholera – To był pierwszy wyraz, który usłyszałem z jej ust. A stało się to, gdy wysiedliśmy z taksówki. Ona zatrzymała się w pół kroku i wytrzeszczonymi oczyma patrzyła na ogromny śnieżnobiały, bogato ozdobiony na zewnątrz budynek. Już sam ten widok sprawiał, że człowiek czuł się dziwnie mały.
-Zobaczysz, jak będzie w środku – wysapałem, wyciągając wraz z kierowcą nasze walizki i torby. Potem zapłaciłem mu, doliczając słony napiwek.
-David... To musiało kosztować fortunę – wymamrotała trochę zamyślona Kate. Objąłem ją w pasie.
-Teraz już nie myśl o tym – wyszeptałem cicho – Teraz masz tylko się cieszyć tym wszystkim.

1 komentarz:

  1. I bardzo dobrze :) Zasłużyli na te wakacje.
    Mam nadzieję, że teraz wszystko się między nimi ułoży :D

    OdpowiedzUsuń