wtorek, 20 listopada 2012

CZĘŚĆ IV PART IX


Pusta butelka po tanim winie turlała się po stole, wyraźnie wahając się, czy upaść na podłogę, czy może jednak zaoszczędzić kolejnego kłopotu. Niebezpiecznie zbliżała się do końca stołu, jakby chciała zagrozić, że jednak się rozbije. Ale on i tak nic by nie zauważył. Leżał rozłożony na kanapie, z pustym już kieliszkiem w dłoni, wpatrując się w sufit i zastanawiając się, co on osiągnął w życiu. Nie ma już Simple Plan, nie ma już Kate. Właściwie to co on tutaj wciąż robi? Niby wciąż żyje, niby jego serce wciąż bije, ale nie ma na świecie osoby, dla której ono wciąż to robi. Czegoś mu brakowało, ale nie mógł wykombinować, czego. Na pewno dzieci, ale... To nie to. Dlaczego on nie może poradzić sobie z własną głową i własnymi myślami? Dlaczego on nie może sobie ładnie wszystkiego poukładać? Nie umie posprzątać bałaganu, który sam wyprodukował. Czegoś mu brakuje. Do jasnej cholery, czego?!
***
Nie miała pojęcia, dlaczego w dłoniach wciąż ściskała swój telefon. Przecież on nie zadzwoni. A nawet jeśli, to na pewno nie będzie ta osoba, która robi to w jej wyobraźni. Po co ta głupia nadzieja? Rozstaliście się. On nie wróci. Dlaczego wciąż na niego czekasz? Głupota... Gdybyś wtedy nie pozwoliła mu odejść, być może by został. A tak... Nie, nie udawaj już, że go kochasz. Dobrze wiesz, czym to zejście mogłoby się skończyć. Poprawka, na pewno by się skończyło. Kate, ty go już nie kochasz. To nie ma sensu. W takim razie dlaczego wciąż o nim myślisz? Dlaczego nie możesz pozbyć się go z głowy? Co się z tobą dzieje? Wariujesz, Kate. Uważaj, żebyś nie zrobiła złego kroku. Nie możesz teraz popełnić błędu. Przecież żyje ci się dobrze. Przecież wszystko masz. Czego ci potrzeba?
Tylko tego cholernego telefonu.
Idiotka... On naprawdę cię kochał! Starał się to wszystko jakoś naprawić, skleić, a ty to wszystko zwyczajnie ignorowałaś. Debilka! Gdybyś chociaż raz doceniła... Gdybyś ty wysiliła się powiedzieć jakiś komplement, nawet nieprawdziwy... To gdybanie! Przeszłości nie zmienisz. Możesz jedynie ostrzec dzieci przed swoimi błędami.
Serce omal jej nie pękło, gdy zadźwięczała jej komórka. Bała się spojrzeć na wyświetlacz, ale jakoś się przemogła. Niechcący telefon wyślizgnął się z jej dłoni i upadł. Ona nie miała pojęcia, co robić, czy się cieszyć czy płakać. Tak długo czekała, a teraz nie miała odwagi, by odebrać...
***
Jechał powoli montrealskimi drogami, przesadnie denerwując się na korki. Nie wiedział, czy o to chodziło, nie wiedział, czy tego mu brakowało. Ale spróbować musiał. Na pewno. Siedząc przez te kilka dni w samotności zrozumiał, że brakuje mu jej zrzędzenia, narzekania. Chciał wrócić, zrozumiał, że życie bez Kate nie ma najmniejszego sensu, zrozumiał, że naprawdę ją kocha. A ona jego, mimo że tego nie pokazywała. Przeżyli razem tak wiele, że kolejne czterdzieści lat też uda im się przetrwać. Tylko oby ona się zgodziła.. Oby zgodziła się na jego powrót. Oby i ona zdołała zrozumieć, że go kocha. Oby zrozumiała, że miłość jest wieczna...
Pragnęła jak najszybciej go zobaczyć, pragnęła go pocałować. Tęskniła za jego głosem i dotykiem. Ten telefon dał jej tak wiele nadziei, tak wiele sił, by uwierzyć, że wszystko dobrze się skończy. Musiało się dobrze skończyć, przecież bajki nie mają złych zakończeń. Powtarzała sobie, że się zmieni. Powtarzała sobie, ze nie wytrzyma już tej samotności, że on musi wrócić, że ona zrobi wszystko, byle tylko on zdołał z powrotem ją pokochać. Stworzą wreszcie prawdziwą rodzinę, rodzinę, którą byli kiedyś, wtedy, gdy Dave częściej koncertował i nie miał zbyt wiele czasu dla siebie. Dlaczego wtedy umieli docenić magię miłości, a teraz nie potrafią? Dlaczego to wszystko zaczęło się psuć? Dlaczego ona nie umiała docenić jego starań? Dlaczego musiało dojść do rozłąki, by ona mogła zrozumieć, że bez niego nie wytrzyma, że zwariuje? To uczucie z młodości wciąż w niej było, ale po prostu zostało zakopane przez szarą codzienność. W końcu nadjechała koparka i to odkopała. Miłość wciąż się w niej kotłowała.
Wiedziała, że ma jeszcze dużo czasu, ale mimo wszystko śpieszyła się. Chciała być wcześniej, chciała pokazać, że jej zależy, że pragnie drugiej szansy. Krople deszczu zaczęły z cichym stukiem rozbijać się o jej szyby. Na początku były tylko pojedyncze, powoli jednak zagęszczały się. Kate przełknęła ślinę. Miała złe przeczucia, ale odpychała je od siebie. Przecież pogoda nie może zniszczyć jej optymizmu. Nic nie mogło zniszczyć jej pozytywnego myślenia. Ścisnęła mocniej kierownicę. Miała ochotę zatrąbić na przedni samochód, żeby już ruszył, chociaż światło mieniło się kolorem czerwonym. Denerwowała się, chociaż naprawdę nie miała do tego żadnych powodów. Wszystko jak na razie szło zgodnie z planem. Ale ona już pragnęła tam być, siedzieć, czekać. Nacisnęła na pedał gazu i ruszyła. Wyprzedziła jakieś czerwone auto, chociaż wiedziała, że to niezgodne z przepisami. Znacznie przekroczyła dozwoloną prędkość, ale nie zwróciła na to uwagi. Miała szczęście, z daleka widziała, że świeci się zielone światło. Znowu przyśpieszyła. Chciała zdążyć przejechać. Nie zauważyła nagłej zmiany na czerwone. Nie włączyła kierunkowskazu. Wina leżała po jej stronie. A jednak, gdy zakręciła ostro, a w tył jej samochodu wbiło się inne auto, jej nie stała się krzywda. Niewiele pamiętała z tego wypadku. Jedynie potężny huk i szarpnięcie. A potem cisza. Cisza, która była dla niej największym szokiem niż krzyki, które potem usłyszała. Miliardy myśli gnieździły się w jej głowie. Bała się odwrócić, bała się zobaczyć, co się wydarzyło, co ona zrobiła. Siedziała z zamkniętymi oczami. Nie, nie uniosła powiek do góry. Głowa ją koszmarnie bolała, czuła spływającą krew, ale dzięki temu wiedziała, że nadal żyje. Wzięła głęboki wdech. Płuca ją zapiekły. Coś musiała uszkodzić, ale teraz to nie było ważne.
Nagle poczuła zimno, niepokojący chłód. Ktoś potrząsnął jej ramieniem, otworzyła oczy. Ktoś o coś się jej pytał, nie odpowiedziała, deszcz ciągle padał, ktoś krzyczał, karetka już przyjechała, włosy mokre, ciemne chmury kwitnące nad światem brudnego Montrealu, przerażenie, ból, ciało, krew. Wszystkie te obrazy tak szybko przeskakiwały, że Kate nie mogła nadążyć. Potem jej wzrok spoczął na tłumie ludzi. On tam, stał. Uśmiechał się smutno, jakby chciał przekonać ją, że nic się nie stało. Wyczytała z jego ust „I’m sorry, I can’t be perfect”. Zamrugała powiekami, ale wtedy on się rozmazał. Odszedł. Uświadomił jej, co zrobiła. W jej oczach pojawiły się łzy. Zerwała się i nie zważając na krzyki i ból w klatce piersiowej rzuciła się w stronę ludzi zgromadzonych przy nieprzytomnym ciele człowieka, który także brał udział w wypadku. Już wiedziała, ale i tak musiała się upewnić. I nawet gdy ujrzała jego twarz, zwyczajnie nie wierzyła własnym oczom, nie wierzyła w to, co widziała. Modliła się, by to nie była prawda, by to był koszmar, zły sen. W końcu to do niej dotarło. Zabiła. Zabiła własnego męża, zabiła mężczyznę swojego życia. Upadła na kolana. Schowała twarz w jego kurtce. Czuła jak jej serce pęka, nie wytrzymuje tego wszystkiego. Próbowała go wybudzić, próbowała wskrzesić go do życia, krzyczała, błagała, przepraszała, robiła wszystko, co mogła. Na nic. To wszystko nie było potrzebne. On nie żył. Każdy jej powtarzał, że on nie żyje. Nie wierzyła. Nie wierzyła nikomu. Wciąż ściskała jego zimną bladą dłoń i czekała. Czekała na cud, który nigdy się nie wydarzył.
-Pamiętasz? – wyszeptała, łkając – Pamiętasz, co mi zawsze śpiewałeś? Perfect... David... Dlaczego ja nigdy nie zaśpiewałam tego tobie? Dlaczego ja nigdy nie potrafiłam tego z siebie wydobyć?  Dlaczego...? – pociągnęła nosem, a potem cichutko zaśpiewała – I’m sorry, I can’t be... Per.... – nie dokończyła. Reszta jej słów zaginęła w głośnym ryku. Krople deszczu mieszały się jej z łzami. Tak jak miłość mieszała się ze śmiercią. Tak jak słowa mieszały się z ciszą. Ale w tych mieszaninach zawsze było coś silniejszego. Łzy , miłość i cisza zwyciężyły. Właśnie  te wartości dostrzegł wpatrujący się w obrazek David. Ona go nie widziała. Nikt go nie widział. A on nie chciał patrzeć na jej cierpienie. Zamknął oczy i rozpłynął się w nicości światła, wiedząc, że już nigdy nie dotknie jej policzka. Odszedł do świata, w którym nie będzie miłości. Chciał zapomnieć. Ale czy mu się uda? Czas pokaże. W jej sercu pozostanie na zawsze. 

THE END

1 komentarz:

  1. SZOK... Oj tak, zaskoczyłaś i to nieźle...
    Aż płakać się chce ;(
    Jak już przyspieszała, to wiedziałam że to sie dobrze nie skończy... Ale żeby David.... ;(
    To straszne!!!!

    Ale jest też drugi powód dla którego chce się płakać...
    Nieeeeeee!!To opowiadanie miało być pisane wiecznie!!!!

    Mam nadzieje, że już zabrałaś się za pisanie kolejnego :P

    OdpowiedzUsuń