sobota, 3 listopada 2012

CZĘŚĆ IV PART V


Zerwałem się i rzuciłem biegiem na dół. Przecież nie mogłem pozwolić, by to, o co walczyłem przez całe życie, tak nagle zniknęło. Nie poddam się. Nie dam się tak łatwo zwyciężyć.
-Kate!  - krzyknąłem na wszelki wypadek, na chybił trafił biegnąć do kuchni.
-Nie wrzeszcz tak! – burknęła niemiło, mieszając coś w jakiejś misce. Podszedłem bliżej i mocno ją przytuliłem. Przez moment zastygła w bezruchu, najwyraźniej bardzo zaskoczona.
-skarbie – wykorzystałem tę chwilę, by powiedzieć parę słów – Skarbie, proszę cię, nie kłóćmy się już więcej. Ja już nie chcę, żebyśmy na siebie wrzeszczeli. Chciałbym, żeby było tak jak kiedyś. Przecież możemy do tego wrócić.
-Możemy – wyszeptała czule Kate – No jasne, że możemy. Nawet musimy.
Odłożyła łyżkę, odwróciła się i pocałowała mnie, chociaż wyczułem wahanie w tym jej pocałunku. Nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz tak mnie pocałowała. Udowodniła mi, że naprawdę mnie kocha, chociaż ja w to nie wątpiłem. Wiedziałem, że może nam się udać, jeśli tylko oboje będziemy się starać. I ja na pewno będę się starał, wszystko zależy od niej.
***
Kiedy następnego dnia wpadłem do domu z pokaźnym bukietem róż, ona akurat wrzeszczała na Chrisa tak bardzo głośno, że młody miał aż łzy w oczach. Nie wiedzieć czemu ona nigdy nie przepadała za chłopcem. Może nie „nie przepadała”, ale wyraźnie faworyzowała dziewczynki.  A zdawała sobie z tego sprawę, że tego nie lubię. Dlatego gdy tylko przekroczyłem próg domu, uśmiech natychmiast zniknął z mojej twarzy. Od razu rzuciłem się w stronę kuchni.
-Przestań na niego krzyczeć – odezwałem się, patrząc na Kate żelaznym wzrokiem – Krzyk w niczym ci nie pomoże.
-A co ty możesz wiedzieć o tym, jaki wpływ może mieć krzyk na wychowanie dziecka?! – prychnęła kobieta – Zresztą to ja je wychowuję i ja będę je karać, jak zechcę!
-Chris, idź do swojego pokoju – rozkazałem swojemu synowi, zauważywszy, że chłopiec nie ma pojęcia, co robić – Z tobą później sobie porozmawiam.
Malec spojrzał na mnie niepewnie, ale nie słysząc sprzeciwu ze strony matki, szybko pobiegł schodami na górę. My staliśmy, nadal wpatrując się w siebie zażarcie. W tym momencie przestałem myśleć już o ratowaniu naszego związku. Myślałem o tym, jak ona traktowała mojego syna. I krew mnie zalewała, kiedy widziałem, jak malec się jej bał. Własnej matki.
-Co to miało być? – zapytałem cicho, zaciskając pięści – Rozmawialiśmy już o Chrisie.
-Usiłuję wychować go na porządnego mężczyznę – tłumaczyła się obojętnie, odwracając się do garów i mieszając w jednym z nich.
-Wrzaskiem? – warknąłem – Próbujesz wychować go wrzaskiem? On za kilka lat będzie bał się odezwać do własnej matki!
-Więc myślisz, że on może sobie robić co chce?! – wymamrotała pod nosem Kate – Czyli on może sobie tutaj rządzić, tak?
-Nie, oczywiście, że nie, ale krzyk tu nie pomoże, wręcz przeciwnie...
-No to słucham, co wzorowy tatuś Desrosiers zrobi! – wyczułem w jej głosie dużo ironii, co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. Budziła się Kate, której wręcz nienawidziłem, Kate, która ostatnio budziła się bardzo często.
-Może byś się odsunęła na chwilę od tych garów i łaskawie na mnie spojrzała kiedy mówię?!
-Naprawdę bardzo mi przykro, ale przecież nikt za mnie nie ugotuje obiadu! Nie zauważyłeś czasem, że tutaj wszystko jest na głowie kobiety? No tak, jasne, że nie... Ty masz to gdzieś. Tak jak wszyscy inni! Nawet nie starasz się dostrzec, co ja zrobiłam w ciągu dnia! Ale wiesz co, ja już się do tego przyzwyczaiłam, że na ciebie nie mogę liczyć!
-Dobrze wiesz, że teraz nagrywamy nową płytę i nie mogę być w domu tak często jakbym chciał. Zresztą dla mnie to żadna przyjemność!
-Tak, a potem znowu wyjedziecie w trasę i gówno będzie ciebie obchodziło, co tutaj się dzieje!
-Takie jest życie basisty słynnego zespołu! Chyba powinnaś już o tym wiedzieć, prawda?!
-I ty twierdzisz, że umiesz wychować dzieci!? Dzieci, które przez trzy czwarte życia nie widzą własnego ojca!
-Na pewno lepiej niż ty!
Cała nasza kłótnia była naprawdę długa, koniec końców zaczęły boleć mnie nogi od stania. W pewnym momencie dotarło do mnie, że my wciąż błądzimy w kółko, wciąż drążymy te same tematy. I zupełnie nic z tego nie wynika. Nie powiedziałem tego na głos, w ogóle nie odzywałem się więcej, tylko wyszedłem z domu. Przez dłuższy czas szlajałem się po osiedlach Montrealu, zastanawiając się, co ja jeszcze mogę zrobić, żeby ocalić swoje życie. Chyba już nic. Chyba jest już tak zniszczone, że nie będę w stanie tego naprawić. A przynajmniej bez jej pomocy. A ona niestety nie pali się, żeby mi pomóc. Najwyraźniej nie chce już ratować mojego małżeństwa.
Wróciłem późnym wieczorem. Na stole leżała już kolacja, którą pałaszowały dzieci. Zastanawiałem się, czy Kate jest nadal na mnie obrażona.
-O, już jesteś – burknęła na mój widok, a ja poznałem odpowiedź na moje pytanie. Jeszcze – Siadaj, bo ci jedzenie wystygnie, a nie mam zamiaru po raz setny odgrzewać.
W ogóle się nie odzywając zająłem swoje miejsce naprzeciwko niej przy stole. Chris od razu zaczął mi opowiadać o tym, jak nauczył się zagrać jakąś piosenkę na perkusji. Oczywiście zaraz przekrzyczała go Jane, która musiała pochwalić się, że mama pozwoliła jej pójść na noc do koleżanki. Uśmiechnąłem się chyba bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego. Naprawdę chciałbym wrócić do dzieciństwa. Zacząłem dziobać widelcem po talerzu. Jakoś nie miałem ochoty na jedzenie. W ogóle na nic nie miałem ochoty.
-Przepraszam,, David – dotarł do mnie jej głos w pewnym momencie. Uniosłem głowę do góry znad talerza, zastanawiając się, czy ja czasem się nie przesłyszałem. Nie, bo ona po chwili to powtórzyła – Przepraszam za popołudnie.
-Nie szkodzi – uśmiechnąłem się, a potem nieśmiało ścisnąłem jej dłoń. I dla niej i dla mnie ten gest wiele znaczył. Uwierzyłem, ze ona też chce to naprawić, że ona nadal wierzy, ze nam się uda. Ten dotyk dodał nam jeszcze więcej siły i nadziei. 

1 komentarz:

  1. Już się bałam, że na dobre się pokłócili.
    Ale jak będą się nawzajem wspierać to na pewno wyjdą z tego kryzysu. :D

    Part genialny, jak zawsze ;)

    OdpowiedzUsuń