wtorek, 30 października 2012

CZĘŚĆ IV PART IV


-Cholera! – jęknąłem głośno, wlepiając wzrok w zegarek – Nie no, on znowu nas olał! Jeśli za pięć minut się nie zjawi, to ja naprawdę spadam.
-Właściwie to po co my się tu kisimy? – warknął buntowniczo Jeff – On by sobie przyszedł, nagrał ten zasrany wokal, a nam by głowy nie zawracał! Już mi się rzygać chce od siedzenia tutaj!
-Mi też – dodał nieśmiało Chuck, znowu zaczynając walić pałeczkami w co popadnie. Ukradłem mu je, cholernie wściekły. Doskonale wiedział, że jego zachowanie doprowadzało mnie do szału.
-No oni wszyscy chyba powariowali – wymamrotał po raz pierwszy od jakichś trzydziestu minut Seb, z wlepionym wzrokiem w ekran swojego Black Barry – Wszyscy nasi fani z twittera domagają się, żebyśmy nagrali vloga albo czat, bo dawno się nie pokazywaliśmy..
-Jasne – wysyczał Jeff – Oni myślą, że my mamy czas na takie głupoty. Do mnie też ciągle o tym piszą. Mam ich po dziurki w nosie.
-Jutro ma ktoś przyjść, przeprowadzić z nami wywiad o płycie – przypomniałem sobie, patrząc na tablicę, na której mieliśmy rozpiskę zajęć. Oczywiście większość i tak się do niej nie dostosowywała – Kto ich bierze?
Oczywiście odpowiedziała mi cisza, co jakoś specjalnie mnie nie zaskoczyło.
-Ostatnio był Jeff...
-Teraz kolej na Pierre’a!
-Na Pierre’a nie liczcie – odezwał się po raz drugi Seb – Napisał właśnie, że dzisiaj go nie będzie i jutro prawdopodobnie też nie.
-Aha – zerwałem się wściekły – Czyli tak właśnie mu zależy, żebyśmy szybko skończyli nagrywać to gówno. Nie wiem, jak wy, ale ja nie zamierzam tutaj dłużej siedzieć.
Bez zastanowienia ruszyłem w kierunku drzwi. Kątem oka zauważyłem, że oni także wstają. Byłem na bruneta tak wkurzony, że miałem ochotę pojechać do niego i przytargać go za uszy do tego studia. Bez niego mieliśmy już kilkudniowe opóźnienie i nic nie zapowiadało, byśmy szybko je nadrobili.
-Dave! – usłyszałem jeszcze głos Seb’a, zanim zdążyłem wyjść – Dave, po Pierre’rze wypada twoja kolej...
-Okej – uciąłem krótko, nie chcąc przedłużać – O której będą?
-o pierwszej.
-Dobra, przyjdę wpół do. Ale wy też się zjawcie. Głupio tak samemu siedzieć podczas nagrywania.
-Okej, to do jutra.
Wymamrotałem pod nosem jakieś pożegnanie i wyszedłem ze studia. Wskoczyłem do samochodu, przekręciłem kluczyk w stacyjce i ruszyłem w stronę domu. Przez jakiś czas stałem w korkach, zastanawiając się, gdzie może podziewać się Pierre, i co przed nami ukrywa. Bo że coś ukrywa, to podejrzewaliśmy od dawna. Tylko nie mogliśmy z niego wyciągnąć, o co tu chodzi i czemu nie chce nam o tym powiedzieć.
Wjeżdżając na zadbane osiedle, sam postanowiłem, że nie będę myślał o tym  w domu, skoro to moja praca. Niech Bouvier robi, co chce. Ja na pewno nie zamierzam się tym zadręczać. Skręciłem i zaparkowałem przed śnieżnobiałą willą. Zgasiłem silnik i wyskoczyłem z samochodu. Nim zdążyłem chociażby zamknąć bramę, już widziałem, jak przez otwarte drzwi wybiegają trzy małe brzdące, dziesięcioletni Chris, siedmioletnia, Jane i czteroletnia Nicole. Uśmiechnąłem się lekko na ich widok.
-TAAAATOOOO! – pisk dwóch małych dziewczynek omal nie zniszczył moich uszu – Chris zablokował nam grę na laptopie i nie możemy z tym nic zrobić...
-Chris – jęknąłem przykucając przed chłopcem – Ile razy ci mówiłem, że masz nie dokuczać dziewczynkom?
-Nie wiem – odparł chłopiec, wzruszając ramionami – Ale na pewno dużo. One mogły nie włazić do mojego pokoju i nie rozstrajać mojego akustyka!
-Jane, Nicole – odwróciłem się do dziewczyn – Ruszałyście gitarę brata?
One spojrzały po sobie i nie powiedziały nic, ale ja wiedziałem, o co chodzi. Westchnąłem ciężko. Z dziewczynami naprawdę trudno jest się dogadać, z Chrisem zawsze miałem lepszy kontakt. Im tłumaczę coś tysiąc razy, a i tak tego nie rozumieją.
-Kochane – zacząłem od nowa cierpliwie – Czy tatuś nie mówił wam, że cudzych rzeczy się nie dotyka? Czy tatuś nie mówił wam, że nie wolno dotykać gitary brata? Nie mówił? Więc dlaczego to robicie? – zamilkłem na chwilę, patrząc w oczy jednej, a zaraz potem drugiej. Nie doczekałem się odpowiedzi, ale szybko sam sobie jej udzieliłem – Chciałyście dokuczyć bratu, prawda? Więc on wam się odpłacił. I co, warto było dokuczać?  - dziewczyny zaprzeczyły głowami – To co, przestaniecie zaczepiać brata? – zapytałam.
-Tak – po raz pierwszy odpowiedziała mi Jane – Już nie będziemy.
-To dobrze – westchnąłem głośno, wiedząc, że na niewiele się to zda – i tak za godzinę wybuchnie jakiś konflikt. Wyprostowałem się i odwróciłem do syna – A ty się nie martw. Zaraz ci nastroimy i będziesz mógł grać.
W towarzystwie dzieciaków ruszyłem w kierunku domu, które opowiadały mi o tym, jak zbierały ślimaki do słoika. Słuchając ich przypomniałem sobie o własnym dzieciństwie. I docierało do mnie, że ono już nie wróci nigdy. I chociaż było spieprzone, to tęskniłem za tą beztroską i głupotą.
- cześć, Kate! – krzyknąłem, ściągając buty w progu.
-Cześć, skarbie, już jesteś? – zapytała, nie wiadomo, czy z radości, czy z zaskoczenia – Kupiłeś benzynę do kosiarki?
-Cholera – jęknąłem, łapiąc się za głowę – Zapomniałem! Jutro pojadę, obiecuję!
-David, wiesz, że mi na tym zależało. Popatrz, jak u nas trawa zarosła! – krzyczała z kuchni moja żona z żalem w głosie.
-Jutro na pewno to zrobię – powiedziałem, zjawiając się w kuchni. Chwyciłem butelkę wody i odkręciłem ją.
-Ty wiesz, że to jutro ciągnie się już od tygodnia - gderała, kiedy ja sączyłem napój – Znowu masz gdzieś moją prośbę.
-Wcale nie mam gdzieś twojej prośby – odparłem, odklejając się od plastiku – Tylko po prostu ciągle o tym zapominam... – przez Pierre’a, dodałem szybko w myślach, za co chwilę później siebie przekląłem.
-To oznacza, że dla ciebie to nie ma żadnego znaczenia – burknęłam obrażona kobieta. Chciałem coś odpowiedzieć, ale zdążyłem ugryźć się w język. Już i tak nie chciałem pogrążać się jeszcze bardziej. Wyszedłem stamtąd, nie mogłem dłużej kontynuować tej przygłupiej kłótni. Kolejnej kłótni. I to zazwyczaj ja gryzłem się w język.
-David! – usłyszałem jeszcze za sobą krzyk – Mówiłam ci, że masz pić wodę ze szklanki!
-Kiedyś ci to nie przeszkadzało – wymamrotałem, ale ona na szczęście tego nie usłyszała. Ruszyłem chodami na górę, do pokoju mojego syna. Chłopaka tu nie było, ale właściwie to go nie potrzebowałem. Od razu zauważyłem na łóżku rzuconego starego akustyka z czasów... oj dawnych. Usiadłem na łóżku i dotknąłem go. Nikt nawet nie umiał sobie wyobrazić, jak ogromną wartość miał dla mnie. On przeżył ze mną wszystko, od trudnego dzieciństwa przez głupie dojrzewanie aż do poważnej dorosłości. Powoli go nastrajałem, ciesząc się każdym niewinnym brzdękiem struny, zarówno tym fałszywym, jak i tym prawdziwym. Dopiero teraz przypomniałem sobie, czym tak naprawdę jest muzyka. Muzyka to melodia uczuć. Prawdziwych, a nie jakichś pozmyślanych. Kiedy Simple Plan przestało tworzyć muzykę? Już dawno. Nawet nie zauważyłem, kiedy granie przestało nas bawić i interesować, jakoś tak samo z nas to wyparowało. Tak jak miłość moja i Kate. Tego już nie było. Zniknęła. Zniknęła, a nasze małżeństwo z każdym kolejnym dniem się rozpadało po kawałku. A ja, ślepy, przez cały czas miałem klapki na oczach. Nawet nie dostrzegałem tego, co się działo pod moim dachem. Graliśmy jedynie przed dzieciakami , że wszystko jest w porządku. Robiliśmy to dla ich dobra. A także ukrywaliśmy to przed sobą. Okłamywaliśmy się wszyscy. A miłości tu już od dawna nie było. Tej miłości, przez którą tyle lat cierpiałem. Rozpadła się.
-Cholera – otarłem łzę z oczu. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że znowu spieprzyłem. Spieprzyłem całe swoje życie. Zamiast spróbować coś z tym zrobić, siedziałem na tyłku i oglądałem film o tytule mój świat. Teraz nie mogę nic. Jak już zdałem sobie sprawę z tego, co się stało, to okazuje się, że już jest za późno. To gówno, nie życie. Gówno, które po pewnym czasie daje o sobie znać zapachem. David, gdzie się podziała twoja  siła walki? Gdzie się podział twój duch, który zawsze dawał ci kopa w dupę i kazał ci ruszać. Też go zgubiłeś po drodze życia. Chwyciłem się za głowę. Co się ze mną stało? Powinienem uratować swoje małżeństwo, powinienem ratować zespół. Powinienem walczyć i nie poddawać się. Powinienem... A ja oczywiście co? Siedzę i przymykam na to wszystko oczy. Na ten brud, który wytworzył się w mojej głowie. 

1 komentarz:

  1. Part megaaaaa. Nie wiem co Ci się tu nie podoba :P
    Co ten Pierre kombinuje?
    oh... Ale David jest troskliwym tatusiem <3
    Nieeeee David i Kate powinni być razem 4ever

    "siedziałem na tyłku i oglądałem film o tytule mój świat" czasami mam wrażenie, że właśnie to robie...

    OdpowiedzUsuń