Słońce już wstawało, budząc się ze snu, a przy okazji
promieniami przypominając o swoim istnieniu. Ja siedziałem na stołku przyniesionym
przez uprzejmą pielęgniarkę. Wciąż wpatrywałem się w niemowlę, które
niespokojnie oddychało przez sen. Miałem w głowie tyle myśli, że omal mi nie
pękła od ich nadmiaru. Powieki mi opadały, zmuszając mnie, bym w końcu usnął.
Ale ja uparcie podnosiłem je do góry, by widzieć, co się z nim dzieje. Piłem
już trzecią z kolei kawę, jej smak przyprawiał mnie o mdłości.
Poczułem, jak ktoś delikatnie kładzie mi dłoń na
ramieniu. Odwróciłem się półprzytomnie. Pierre także nie wyglądał na
wypoczętego. Wiedziałem, że musiał przez całą noc się uśmiechać i rozmawiać z
ludźmi o jakichś głupotach. To też musiało być męczące.
-To on? – zapytał cicho, wpatrując się w moje dziecko.
Potwierdziłem głową – Śliczny – westchnął – Ma długie palce, będzie dobrym
gitarzystą.
-Jeśli przeżyje – wyszeptałem. Pierre zacisnął pięści z
niemocą.
-Najgorsze jest to czekanie – przerwał ciszę – Najgorsze
jest to, że nie możesz nic zrobić. Ale, Dave, to minie. Zobaczysz, niedługo
będziesz go woził w wózku po Montrealu.
Nie odpowiedziałem nic, modląc się, by on miał rację. Bo
tylko to mi pozostało. Wiara i nadzieja. Pierre odszedł gdzieś na chwilę.
Wrócił z krzesełkiem, na którym usiadł. Wpatrywał się we mnie, chcąc coś
zapewne powiedzieć, ale chyba nie bardzo wiedział, jak zacząć.
-Wróciłeś – stwierdził jakby dopiero to zauważył. Znowu
nie odpowiedziałem nic, nie miałem pomysłu na odpowiedź – I co teraz, znowu
zamierzasz zniknąć?
-Nie mam pojęcia – wzruszyłem ramionami – Nie wiem. Teraz
wszystko zależy od Kate.
Brunet spojrzał za siebie, ale po chwili jego wzrok
ponownie spoczął na dziecku. Moje oczy wciąż wpatrywały się w tylko jeden
punkt. Maleństwo zaciskało piąstki jakby chciało pokazać, że ono się nie podda.
-Kochasz Kate? – dotarło do mnie jego pytanie. I teraz
właśnie czekało na mnie podsumowanie tych ostatnich miesięcy, w ciągu których
miałem to wszystko przemyśleć, w ciągu których siedziałem zamknięty w pokoju i
wszystko wciąż od nowa analizowałem. Teraz.
-Tak, Pierre – odparłem z zaskakującą pewnością siebie –
Kocham ją. Kocham Kate.
Brunet przez moment na mnie patrzył jakby uśmiechając się
lekko, potem wstał. W tym samym czasie poczułem, jak znowu ktoś opiera dłoń o
moje ramię. Przez moje ciało przepłynął prąd ciepła. Wiedziałem, kto.
Wiedziałem, że to musi być ona. Brakowało mi jej dotyku.
-Kate – wyszeptałem z troską – Powinnaś odpoczywać.
-Musiałam przecież zobaczyć moich chłopaków – odparła,
siadając na przyniesionym przez Pierre’a krzesełku. Była naprawdę słaba. Bałem
się, że lada chwila zemdleje. Wolałem, by wróciła do swojej Sali. Tylko
dlaczego? Dlatego, że martwiłem się o jej zdrowie czy dlatego, że nie
wiedziałem, jak się do niej odezwać? Prawdopodobnie i jedno, i drugie. Wlepiłem
wzrok w dziecko.
-Ma ręce gitarzysty – powiedziałem cicho, przerywając tak
okrutną dla nas ciszę. Ona delikatnie chwyciła moją dłoń i odparła:
-Raczej po tatusiu.
Spojrzałem na nasze splecione palce. Zauważyłem, że on
wciąż miała ten pierścionek. Pierścionek zaręczynowy, który jej podarowałem. Na
moim ciele pojawiły się dreszcze, nie mam pojęcia, skąd.
-David... Już nie odejdziesz, prawda? – zapytała
nieśmiało, z nutką błagania w głosie – Zostaniesz z nami?
W pomieszczeniu znowu zapadła cisza. Chwilę później jakiś
niemowlak się rozpłakał, a potem jeszcze jeden. Ani ja, ani Kate nie zwróciliśmy
na to uwagi. Delikatnie przyciągnąłem dziewczynę do siebie i przytuliłem mocno,
chcąc ją przeprosić, za wszystko, co przeżywała, gdy mnie nie było.
-Zostanę – przyrzekłem, czując, jak moje serce wypełnia
się miłością – Zostanę i nie opuszczą was aż do śmierci.
Gdy te słowa wyślizgnęły się z mojego gardła, blokada,
która mnie ściskała, pękła. Czułem, że pragnę z nią być, że pragnę z nią
siedzieć tak do końca życia. Już wiedziałem, czego brakuje mi do szczęścia.
Tylko i wyłącznie jej. Tęskniłem. Cholernie tęskniłem za jej głosem,
dotykiem, miłością. Delikatnie
pogłaskałem dziewczynę po policzku. Ona uśmiechnęła się niepewnie i wtuliła
swoją głowę w moją pierś. Przez dłuższy czas oboje wpatrywaliśmy się w naszego
malutkiego synka. Nie potrzebowaliśmy słów, porozumiewaliśmy się samymi
uczuciami, samą miłością. Nawet nie powiedzieliśmy sobie, że się kochamy. Nie
musieliśmy. Wiedzieliśmy. Kilka minut później ona zasnęła w moich objęciach. Głaskałem
ją po głowie delikatnie, zrozumiawszy, że to ona jest całym moim światem.
***
Dalsze życie David’a i Kate przypominało nieco bajkę.
Mały Chris, ku ogromnej radości wszystkich, wyzdrowiał bardzo szybko i rósł jak
na drożdżach, ucząc się grać coraz to trudniejsze piosenki na gitarze. Kate
jeszcze dwa razy zaszła w ciążę i urodziła dwie zdrowe dziewczynki. David
wrócił do simple plan, by z powrotem grać na basie. Mimo częstych nieobecności w domu był ze
swoją rodziną zżyty i połączony więzią miłości. Wymarzone życie? Happy end? Być
może na pierwszy rzut oka tak się wydaje. Każda bajka ma swoje zakończenie.
Życie często stawia przed ludźmi przeszkody. Przez jakiś czas rodzina
Desrosiersów wspólnie potrafiła je pokonać. W końcu jednak jedno z nich się
potknęło. David? A może Kate? Czy... Oboje?
oh, taka piękna Davidowa rodzinka <3 :D
OdpowiedzUsuńTylko co oni znowu wymyślą...
Mam nadzieje, że David nie zdradzi Kate.