Krocząc ciemnymi już ulicami Montrealu, wciąż wracały do
mnie wspomnienia. Każde miejsce, każda ławka, każde drzewo miało w sobie coś,
co mi się z nim kojarzyło. Sama nie wiem, kiedy w moich oczach pojawiły się
łzy. Zatęskniłam. Po raz pierwszy prawdziwie za nim zatęskniłam, za jego
dotykiem, za jego dowcipami. Pragnęłam, by zjawił się tuż obok. Już . teraz. I
żałowałam. Żałowałam, że nie umiałam mu wybaczyć. Straciłam 5 lat z życia.
Wszystko przez mój durny honor i dumę. A przecież to wszystko mogło jakoś się
ułożyć. Gdybym teraz miała szansę go przeprosić...
Nic się tu nie zmieniło. Jedynie klatki schodowe były
jeszcze gęściej wysmarowane przez spray’e. Biegłam ku górze, ledwo dysząc ze
zmęczenia. Blade światło chyba miało na celu pomoc, ale lampy nie czyszczono od
wieków i jej blask ledwo docierał do podłogi. Mimo wszystko poradziłam sobie i
choć droga zajęła mi pół godziny dłużej niż powinna, dotarłam cała i zdrowa.
Przez kilka minut stałam przed drzwiami z uniesioną pięścią.
Coś mnie powstrzymywało przed zapukaniem. Być może to, że nie widziałyśmy się
długo i bałam się ją ujrzeć. A być może znowu przestraszyłam się wspomnień. Bo
dzisiejszej nocy wystarczająco się nacierpiałam.
Po części wbrew samej sobie zbliżyłam pięść do drzwi i
trzykrotnie zapukałam. Z mocno bijącym sercem czekałam, aż ktoś mi otworzy.
Spodziewałam się ujrzeć twarz mojej mamy, zmieniona tylko przez kilka
zmarszczek. A otworzył mi mężczyzna. Chyba był moim widokiem zaskoczony tak
samo, jak ja jego. Stał na boso, w szlafroku. Wyglądał na trochę ponad
trzydziestkę, mógłby być spokojnie moim chłopakiem. Wpatrywał się we mnie
swoimi błękitnymi oczyma, drapiąc się po swoich blond włosach. Jeszcze przez
krótka chwilę się uśmiechał, a potem uśmiech zszedł z jego twarzy.
-Kim ty jesteś? – zapytał, lustrując mnie od stóp do głów
i usiłując przypomnieć sobie, czy mnie zna. Ja nie mogłam nic powiedzieć,
stałam i gapiłam się na niego szeroko otwartymi oczyma.
-P... Przepraszam, to chyba pomyłka – wydukałam, robiąc
się momentalnie czerwona na twarzy.
-K... Kate? – usłyszałam gdzieś z głębi mieszkania tak
dobrze mi znany głos, głos, którego tak bardzo mi brakowało. Wciąż młodo
wyglądająca blondynka wynurzyła się z głębi mieszkania. Gdy ujrzała moją twarz,
zaczęła skakać z radości. Nawet nie zdążyłam się jej dokładnie przyjrzeć – ona
rzuciła się na mnie, nie dając szansy na wymamrotanie jakiegokolwiek słowa.
Dopiero po kilku minutach całusów i uścisków pozwoliła mi pooddychać i zawaliła
mnie milionem pytań, nie pozwalając odpowiedzieć na którekolwiek z nich.
-Mamo! – krzyknęłam przerywając jej tę paplaninę. Kobieta
urwała w pół słowa, wpatrując się we mnie z otwartymi ustami – Mamo, chciałam
się u ciebie zatrzymać na kilka dni, ale widzę, że masz gościa... – spojrzałam
na owego mężczyznę, opierającego się o framugę drzwi i wyraźnie
zdezorientowanego – Nie będę przeszkadzać, odwiedzę cię jutro...
-Jaki tam gość, Kate! – machnęła dłonią moja mama – to
Alex, mój narzeczony!
-N... Narzeczony? – powtórzyłam jak echo, nie do końca
pewna, czy dobrze usłyszałam.
-Tak, narzeczony – blondynka uwiesiła się na ramieniu
Alexa – Od kilku dni narzeczony. Alex, to jest Kate, moja córka – po raz drugi
poraziliśmy siebie czujnymi spojrzeniami, nie czując ani krzty sympatii. Żadne
z nas nie wyciągnęło dłoni.
-dobra, nie będę przeszkadzać, przenocuję u kumpla...
-Przestań! – sprzeciwiła się moja matka – Nie będziesz mi
się szlajać po jakichś domach, masz swój! Twój pokój nadal jest wolny, niczego
w nim nie ruszałam od czasu twojego wyjazdu.
Wahając się jeszcze, weszłam za parą do mieszkania. Nie
czułam się jakoś wspaniale z wiedzą, że zwalam się na głowie mamie bez
uprzedniego informowania jej o odwiedzinach.
Meble wciąż jeszcze nie zmieniły swojego położenia,
chociaż już pięć lat temu moja mama zapowiadała, że trzeba zrobić remont.
Najwyraźniej jej plany się zmieniły, bo wszystko stało na swoim miejscu.
-Chyba pamiętasz jeszcze drogę do swojego pokoju, co?
Potwierdziłam to żwawym ruchem głowy i ruszyłam ku
drzwiom prowadzącym do mojego pokoju, które pamiętałam jeszcze z dzieciństwa.
Oparłam dłoń o klamkę, trochę się jednak wahając. Wiedziałam, że dopiero teraz
zaatakują mnie wspomnienia. Każda rzecz z tego pomieszczenia będzie mi
przypominać przeszłość. A jednak. Mimo wszystko moja ciekawość zwyciężyła.
Nacisnęłam na klamkę. Już od progu powitał mnie unoszący się kurz. Rozejrzałam
się. Rzeczywiście nic nie zmieniono od mojego wyjazdu. Pajęczyny oplatały całe
ściany, a pościel leżała tak samo rozwalona, jak ją zostawiłam. Nawet plakaty,
które od zawsze denerwowały moją mamę, pozostały na swoim miejscu. Czułam się,
jakby cofnęła się w czasie. Podeszłam do biurka, leżało na nim zdjęcie.
Chwyciłam je i przetarłam dłonią, pragnąc usunąć z niej kurz. Przedstawiało on
mnie, Dave’a, Seb’a, Chuck’a i Pierre’a przed szkołą, tuż po maturach.
Czochrałam blondyna po włosach, a ten usiłował umknąć przed moją dłonią i nie
połamać banana. Chuck i Seb śmiali się z nas, co było całkiem zrozumiałe. Z
lekkim uśmiechem odłożyłam ramkę na miejsce. Odwróciłam się i podeszłam do
komody. Kiedyś gromadziłam tam różne porcelanowe figurki. Każdą rozpoznałam, bo
każda przypominała jakieś wydarzenie z przeszłości. I tylko o jednej nie
pamiętałam. Nigdy wcześniej jej nie zauważyłam, zapewne dlatego, że w ogóle im
się nie przyglądałam w ciągu ostatnich dni pobytu w domu. A teraz widziałam ją,
mało tego, nawet domyślałam się, skąd się wzięła. Tylko jedna osoba byłaby w
stanie podarować mi porcelanowe serce o kolorze krwistoczerwonym z napisem
„dziękuję”. Najwyraźniej bał się przekazać mi ją osobiście, więc po prostu
któregoś dnia położył je wśród innych figurek z nadzieją, że sama je zauważę. I
zauważyłam. Po pięciu latach.
Bałam się wziąć je do ręki. Bałam się, że je potłukę,
zniszczę, porysuje czy uszkodzę w jakikolwiek sposób. A znaczyło dla mnie
naprawdę wiele. Dobrze wiedziałam, że Dave umieścił w niej fragment własnego
serca. W moich oczach znowu pojawiły się łzy. I to cholerne pytanie: Jak ja
mogłam być tak bardzo ślepa?
-Proszę bardzo – głos mojej mamy obudził mnie z zamyślenia.
Otarłam szybko łzy z oczu, by ona nic nie zauważyła i powoli się odwróciłam –
Lepiej zmień te poszewki. Mogą mieć niemiły zapaszek – zachichotała cicho z
własnego dowcipu – Teraz idź spać, jutro sobie poplotkujemy – Drzwi zamknęły
się, a ja zaczęłam poszukiwania poduszki, wciąż ukradkiem zerkając na to serce.
Potem grzebałam w komodzie w poszukiwaniu jakiejś piżamy. Znalazłam ją bez
problemu – większość ubrań zostawiłam tutaj, w domu, przysięgając sobie, że po
nie wrócę. Prawda była taka, że nie zamierzałam wracać.
Wskoczyłam pod ciepłą kołdrę. Słyszałam ciche jęki mojej
mamy i od razu wyobraziłam sobie, co musi się dziać w sypialni. Próbowałam tego
nie słuchać, ale po prostu się nie dało. Nie mogłam zasnąć, a chciałam, bo
dobrze wiedziałam, że jutro musze być wypoczęta. Ciągle myślałam o Dave’ie i
całej reszcie SP. No i o Alexie. Miałam złe przeczucia co do jego osoby. W
ogóle nie pasował do naszej bajki, jakby zwyczajnie pomylił historie. Ale tę
sprawę postanowiłam zbadać później. Na razie musiałam znaleźć Dave’a i
przekonać się, że nic mu nie jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz