czwartek, 21 czerwca 2012

CZĘŚĆ II PART II


Chłopaki nic się nie zmienili, nadal byli tak samo honorowymi ludźmi. Stanowczo podkreślali, że ja jako kobieta w żadnym wypadku nie powinnam leżeć na podłodze. Próbowałam się z nimi kłócić, ale nie udało mi się ich przekonać. W końcu dałam za wygraną, gdy zagrozili mi, że pojadą do Montrealu.
Dlatego następnego poranka obudziłam się we własnym łóżku. Przez jakiś czas leżałam, zastanawiając się, jakim cudem z sąsiedniego pokoju słyszę chrapanie. Dopiero później przypomniałam sobie o wczorajszym wieczorze. Wstałam ostrożnie, nie chcąc nikogo zbudzić i z ciekawością zajrzałam do salonu. Spali, cichutko pochrapując, ściśnięci całą czwórką na kanapie. Oparłam się o ścianę, lekko się uśmiechając.  Wyglądali uroczo. Przypominali czwórkę małych dzieci, zmęczonych po wyjątkowo długiej zabawie. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Ale z drugiej strony byłam pewna, że gdy się obudzą, na pewno zgłodnieją. A w mojej lodówce pustka...
Szybko wróciłam się do swojego pokoju.  W ciągu pięciu sekund wskoczyłam w jakieś ubrania. Porwałam portfel oraz torebkę i biegiem ruszyłam w stronę sklepu.
Wycieczka do osiedlowego sklepiku nie zajęła mi dłużej niż 15 minut. A jednak, gdy wróciłam, Chuck już nie spał. Wpatrywał się w świat żyjący za oknem. Ale ja od razu domyśliłam się, że to nie jest tematem jego myśli. Westchnęłam cicho. Dopiero wtedy on zauważył moją obecność. Powoli do niego podeszłam, starając się zachowywać jak najciszej, by nie obudzić chłopaków.
-Już się obudziłaś? – zapytał, z powrotem odwracając się w stronę okna. Był tak bardzo zasępiony, że nawet ja straciłam swój dobry humor, wpatrując się w jego twarz.
-O to samo chciałam się ciebie zapytać – uśmiechnęłam się, po czym mocno go przytuliłam. Czułam, że właśnie tego potrzebuje w tym momencie. Nie słów pocieszenia.
-Jak mam się nie martwić? – spytał, choć ja nie zadałam pytania – To nasz przyjaciel. Nie możemy nic nie robić. Musimy go znaleźć. Pierre, Seb i Jeff też już nie mogą wytrzymać tego wszystkiego. Kate, simple plan bez Dav’a nie ma sensu. Tak długo my nie wytrzymamy. Mam wrażenie, że bez jego basu ten zespół po prostu się rozpada. Już wszyscy mamy dość grania. Tylko... tylko że właściwie nie mamy żadnych szans na jego odnalezienie.
-Chuck! – wrzasnęłam głośno, nie zważając na śpiących chłopaków i odskoczyłam od bruneta – Zakazuję ci tak mówić i myśleć! Znajdziecie Dave’a i z powrotem będziecie grać świetne koncerty!
-Tak, Kate... – westchnął cicho perkusista SP – Wiesz co, nie obraź się za moje słowa. Wolę być realistą niż optymistą, który ciągle się oszukuje i pewnego dnia otworzy oczy i zrozumie, że ten świat działa w inny sposób.
-Przestań – prychnęłam – Lepiej pomóż mi zrobić śniadanie – odwróciłam się na pięcie. Nie chciałam pozostawiać go samego, bo znowu mógłby coś głupiego wymyśleć.
Przyjemny zapach smażonych jajek przyciągnął nawet resztę simple plan z kanapy. Wszyscy wcinali jajecznicę jakby bali się, że im zabraknie. A mnie to bawiło, bo zachowywali się jak wygłodniałe psy.
-Nie krępujcie się – namawiałam ich, patrząc, jak potrawa znika w szybkim tempie. Właściwie to bardzo cieszyłam się z tego powodu, przynajmniej miałam tę pewność, że im smakuje – Jakby co mogę wam jeszcze dosmażyć.
Zauważyłam, że na stole wciąż leży ta kartka, kartka, którą rzekomo napisał Dave. Coś mi mówiło, że powinnam wziąć ją do ręki. Więc wzięłam i jeszcze raz przeczytałam jej treść. Nic mi to nie powiedziało, na nic mnie to nie skierowało, nie znalazłam  żadnego haczyka, ale czułam, że ona coś w sobie skrywa. Nagle mnie olśniło. Przyciągnęłam tę kartkę do nosa i powąchałam. Śmierdziała najgorszym dla mnie zapachem, zapachem tytoniu.
-Chłopaki – zwróciłam na siebie ich uwagę, starając się przekrzyczeć ich mlaskanie – Czy David zaczął palić papierosy?
Pierre zakrztusił się. Seb podsunął mu szklankę z wodą i poklepał po plecach.
-Nie! – odpowiedział mi zdziwiony tym pytaniem Jeff, marszcząc czoło.
-A ty, Pierre? Albo którykolwiek z was?
Brunet zaprzeczył ruchem głowy, nadal nie mogąc zatrzymać kasłania.
-Skąd te pytania? – ciekawość Chucka była tylko niewielkim odłamkiem ciekawości reszty chłopaków, wiedziałam to.
-Powąchajcie – położyłam kartkę przed Seb’em. Bez wahania ją chwycił i podsunął do nosa. Wzruszył ramionami i podał dalej. Pierre powtórzył gest przyjaciela. Ten jednak skrzywił się. Nie powiedział nic, tylko podał Jeff’owi. Dopiero ten krzyknął:
-Fajki! Fajki jak nic!
-Czyli jednak! – klasnął w dłonie Chuck – Jakby go ktoś nie porwał, tego zapachu na pewno by nie było!
- Daj spokój, Chuck, to jeszcze nic nie oznacza – zgasił go Seb – To tylko potwierdzenie naszej hipotezy. Nadal nie mamy żadnego śladu, nic.
-Kate, on na pewno nic ci nie mówił na temat jakichś wrogów? – chciał się upewnić jeszcze raz Jeff. Wyczułam w jego głosie nadzieję. Odpowiedziałam skinieniem głowy.
-Nie opowiadał mi o niczym... Jedynie o swoim dzieciństwie...
-O czym?! – Pierre zerwał się zaszokowany.
-O swoim dzieciństwie – odparłam trochę przestraszona jego reakcją. Chłopaki spojrzeli po sobie zdumieni, co jeszcze bardziej wpędziło mnie w zamieszanie – Czekajcie... On wam nigdy nie opowiadał o dzieciństwie? A jeśli... a jeśli to klucz... ? – wyszeptałam.
-Nie! – krzyknął najbardziej podniecony Pierre – Opowiadaj!
Ześlizgnęłam się po ścianie. Zamknęłam oczy i cofnęłam się do tych czasów, czasów, o których tak bardzo chciałam zapomnieć. Wiedziałam, że teraz każdy szczegół może się liczyć, o wszystkim muszę
 sobie przypomnieć. Znowu miałam przed sobą to miejsce, ten blok, te schody, jego, Dave’a. Coś w sercu mnie zakuło. Robiłam to dla niego. Dla niego wracały te wszystkie bolesne wspomnienia. Zapomniałam o chłopakach, w ogóle przestałam zwracać uwagę na cokolwiek. Nawet nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, że ja mówię. Opowiadałam o tym wszystkim, co mi mówił, o tym, co widziałam.
Gdy skończyłam mówić, ponownie owinęła nas cisza. Chłopaki zapewne próbowali to wszystko strawić. Byli w szoku, zauważyłam to, gdy otworzyłam oczy. Mimo wszystko wciąż przeżywałam to wszystko dalej. To jak weszłam do jego mieszkania, jak znalazłam te feralną kartkę...
-Pierre – głos Seba przywrócił mnie na ziemię – Pierre, czy to nie ty czytałeś ten artykuł z gazety o ucieczkach z więzienia?
Brunet wpatrywał się w przyjaciela jakby nie bardzo wiedział, o co mu chodzi. Chwilę później strzelił palcami.
-No tak, ja... Ale co ma piernik do wiatraka?
-Oj wiele, wiele – odparł zamyślony błękitnooki. Wszyscy się domyśliliśmy, że wpadł na jakiś pomysł – Ej, czy to nie wtedy widzieliśmy Dave’a po raz ostatni?
-A pamiętacie jego reakcję, jak przeczytałem te nazwiska? Tak strasznie zbladł, nawet zapytałem się, czy dobrze się czuje! – wrzasnął podjarany Chuck, skacząc na krześle.
-Pierre, co to była za gazeta? – zapytał Seb, który jako jedyny nie uległ zbiorowej euforii spowodowanej znalezieniem wskazówki. Zachował spokój i trzeźwe myślenie – Musimy koniecznie ich sprawdzić.
-Wiecie co? Chyba nawet zostawiłem ją w studiu... ale jeśli któryś z nas sprzątał... – brunet podrapał się po głowie z nieciekawą miną.
-Tak czy inaczej nie mamy czasu do stracenia – Jeff wstał, przeciągając się, reszta poszła w jego ślady – Kate...
-Mogę jechać z wami? – wypłynęło pytanie z moich ust zanim zdążyłam zapanować nad swoimi myślami. Wyraźnie zaskoczyłam ich swoją prośbą. Spojrzeli po sobie, żaden się nie odezwał. Znowu porozumiewali się niewerbalnie.
-Znaczy... – wyraźnie wahał się Chuck – Trochę się śpieszymy...
-Pięć minut. Dajcie mi tylko pięć minut – oni znowu spojrzeli po sobie, tym razem jednak zgodnie pokiwali głowami.
-Okej. Pięć minut. Ale nie więcej!
Uśmiechnęłam się szeroko w odpowiedzi i szybko rzuciłam się w drzwi prowadzące do mojego pokoju. Porwałam torebkę, wysypałam całą jej zawartość na łóżko i zaczęłam szukać w kupie śmieci swojego telefonu. Właściwie leżał na wierzchu, ale ja go nie zauważyłam przez moje własne roztrzepanie. Z szybko bijącym sercem czekałam na odzew, uprzednio wystukując odpowiedni numer i modląc się w duchu, by on miał dzisiaj dobry humor.
-No dobrze – zgodził się prawie od razu, wysłuchawszy mojej pośpiesznej prośby o urlop, narzekał tylko na zbyt późne poinformowanie. Ale tak naprawdę cieszył się, że wreszcie wzięłam wolne, sam mi to powiedział. W końcu od dawna próbował namówić mnie na wyjazd. Widział, że pracuję grubo ponad godziny i chciał mnie jakoś wynagrodzić. A ja tym sposobem po prostu chciałam zapomnieć o przeszłości.
Wrzuciłam wszystko z powrotem do torebki. Tak naprawdę sama nie wiedziałam, co ja tam mam, pewnie gdybym zrobiła raz porządek, wyrzuciłabym połowę rzeczy. Ale teraz nie miałam na to czasu.
-Jestem gotowa! – krzyknęłam, wybiegając z pokoju i stając na baczność.
-Dziesięć sekund po czasie – wymamrotał Pierre, odwracając wzrok od swojego zegarka i patrząc na mnie surowo. Zarumieniłam się. Naprawdę liczyli mi czas. Spuściłam wzrok i wtedy usłyszałam śmiech Bouviera. Przygniotłam go swoim spojrzeniem.
-Kurde, dawno nie mieliśmy powodu, żeby się pośmiać – powiedział Chuck smutno – Dave zawsze się śmiał – dopowiedział z żalem. Cisza ponownie nas zadusiła. Cisza tęskniąca za Dave’em. Cisza przywracająca wspomnienia, wspomnienia, których chciałam pozbyć się przez ostatnie pięć lat.
-Jedziemy czy będziecie rządzić w moim domu do końca świata? – zapytałam, udając ochotę na przygody. Pragnęłam, by ta przeszłość zniknęła z mojej pamięci. Seb wstał, reszta poszła jego śladem.

1 komentarz: