czwartek, 9 sierpnia 2012

CZĘŚĆ II PART XV


-Stój! – usłyszałam za sobą czyiś ostry krzyk. Zgodnie z rozkazem przystanęłam, ale nie ze strachu, a bardziej z radości. Otworzyłam oczy i obróciłam się na pięcie. Ona stała pięć metrów dalej ode mnie. Twarz miała schowaną pod kapturem.
-Chcę tylko porozmawiać – odezwała się pewnie, jednak wyczułam w jej głosie zdenerwowanie. Nie zbliżyła się nawet o centymetr. Zapewne nie miała do mnie zaufania, zresztą ja do niej też nie. Ukrywała swoją twarz, a ja nie lubię rozmawiać z kimś, jeśli ten ktoś nie pokazuje swoich oczu. Należałam do osób szczerych i otwartych. Ona zapewne nie.
-Masz się odczepić od mojego chłopaka – powiedziała głośno i wyraźnie. Spojrzałam na nią zaszokowana.
-Twojego chłopaka? – powtórzyłam głupio, omal nie parskając śmiechem – Twojego chłopaka? Nie dzięki, mam swojego!
-Nic mnie to nie obchodzi! – warknęła niemiło – Masz się od niego odwalić, okej?!
-Ja nawet nie znam twojego chłopaka! – krzyknęłam, ale ona chyba nie dosłyszała, bo zanim zdążyłam skleić zdanie, była już daleko. Wzruszyłam ramionami i wsiadłam z powrotem do auta. Ale tego wieczoru nie mogłam się skupić ani na jego prowadzeniu, ani na niczym innym. Ciągle myślałam o niej i jej chłopaku. Czy to możliwie, że Dave ma jeszcze jedną dziewczynę? Czy to możliwe, że on nic by mi nie powiedział, a teraz grał na dwa fronty? Nie, przecież wyczułabym to. Wyczułabym, że mnie oszukuje. Nie, to niemożliwe. Ona musiała się pomylić.
Ale mimo ogromnego zaufania do Dave’a coś mi nie pasowało do tej układanki. Być może to moja zbyt wielka ostrożność i przewrażliwienie nie dawały mi spokoju. Właśnie dlatego postanowiłam nazajutrz zapytać o to Dave’a. Prosto, bez owijania w bawełnę. Wierzyłam, że jakby miał kogoś na boku, po prostu by się przyznał. Taki on już był, nigdy nie potrafił kłamać.
***
-Czy pani rozumie, że banany są dla mnie jedynym pokarmem, który mogę w pełni zjeść i strawić?! One są jak... jak powietrze dla pani! Ja nie przeżyję ich utraty! – wrzask Dave’a słyszałam, gdy tylko winda dojechała na ósme piętro. Opuściłam ją z ogromnym uśmiechem na twarzy. On zawsze potrafił wywołać go w ciągu zaledwie sekundy. Wystarczyło tylko wspomnieć o bananie, a już jego paplająca maszyna się włączała i gadał o wszystkim, co mu przyszło na myśl o tym owocu. Większość miała już tego serdecznie dość.
Biedna pielęgniarka stała w kącie Sali, patrząc, wpatrując się przestraszonym wzrokiem w Dave’a, który tłumaczył jej, jak się składa skórkę po bananie tak, by jej nie uszkodzić. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale widziałam, że kobiecie raczej do śmiechu nie będzie, więc powstrzymałam się.
-Cześć, Dave! – wpadłam do Sali, wreszcie pokazując swoją obecność.
-Kate! - - ucieszył się czarnowłosy, pokazując swoje zęby. Od razu zapomniał o skórce od banana. Na twarzy pielęgniarki pojawiła się chwilowa ulga.
-Znowu zamęczasz panią opowiadaniami o bananie? – zapytałam, wpatrując się w kobietę – Oj Dave... Kiedyś ktoś przy tobie zawału dostanie! Może pani iść – powiedziałam, a ona nie wiadomo za co obrażona, odeszła dumnym krokiem. Chyba poczuła się przeze mnie wykorzystana, czy coś, ale przecież ja nie miałam nic złego na myśli. Wzruszyłam ramionami, patrząc, jak drzwi się za nią zamykają. Przecież jedna pielęgniarka nie będzie mi zaśmiecać głowy.
-Dave, chcę cię o coś zapytać – zaczęłam poważnie, siadając nie na taborecie, a na jego łóżku. Zauważyłam, że on także spoważniał. Właśnie to mi się w nim podobało, wiedział, kiedy jest pora na żarty – Dave, czy ty oprócz mnie nie masz jeszcze jakiejś dziewczyny? – zapytałam prosto z mostu. Serducho zaczęło mi walić, kiedy obserwowałam jego reakcję. Na szczęście od razu w jego oczach ujrzałam zaskoczenie. To mnie uspokoiło.
-Oczywiście, że nie – odparł zdziwiony – Przecież nie mógłbym być w dwóch miejscach na raz!
Wypuściłam głośno powietrze z ust, zamykając oczy. Odetchnęłam głośno trzy razy, powtarzając sobie jego słowa. Potem uniosłam powieki do góry, uśmiechając się promiennie.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo ucieszyła mnie twoja odpowiedź... – urwałam, widząc na jego twarzy tonę smutku – Co się dzieje?
-Nie ufasz mi – wymamrotał,  wlepiając wzrok w swoje dłonie – Ty w ogóle mi nie ufasz...
-Nie, Dave – wytłumaczyłam, trochę zdenerwowana jego reakcją na zadane przeze mnie pytanie – Ufam tobie. Naprawdę tobie ufam! – próbowałam przekonać go bez dokładniejszego tłumaczenia, ale on chyba na przekór moim planom zapytał:
-Więc skąd to pytanie?
Otworzyłam usta, pragnąc odpowiedzieć, ale nie odpowiedziałam. Właściwie to nawet nie wiedziałam, co mam mówić, bo tak naprawdę on miał rację. Nie ufałam mu. Taka była prawda. Spuściłam głowę. Jak ja mogę go kochać, skoro mu nie ufam? Najwyraźniej mogę, bo przecież jestem pewna, że go kocham.
-Odpowiesz mi? – jego głos kazał mi wrócić na ziemię. Spojrzałam w jego oczy i zanim zdążyłam przemyśleć wszystkie za i przeciw, już opowiadałam mu o tym, co mnie wczoraj spotkało.
***
Tego wieczoru także wyszłam ze szpitala rozanielona. Odpowiedź Davida była dla mnie bardzo ważna, a wiedziałam, że mnie nie okłamuje, bo na pewno bym to wyczuła. Mówił prawdę.
Wtedy nie myślałam, że ta sprawa jeszcze może do nas wrócić. Oboje z Dave’em uznaliśmy, że to musiała być pomyłka. Lub jakaś pomylona fanka, ślepo zakochana w Dave’ie. Nie mieliśmy zamiaru się tym przejmować ani dłużej ciągnąć ten temat. I tylko Dave wciąż był trochę smutny, chyba wciąż z powodu tego braku zaufania. Ale pocałowałam go i wszystko wróciło do normy.
-Ty dziwko! – cudem uniknęłam ciosu w głowę, który pojawił się właściwie znikąd. Odskoczyłam na dwa metry z głośnym krzykiem. Zaczęłam szukać przeciwnika, co nie okazało się trudnym zadaniem, bo stał tuż przede mną. Stała. To była znowu ona, tylko jeszcze bardziej rozdrażniona niż ostatnim razem. W szybkim tempie zbliżała się do mnie. Przełknęłam głośno ślinę i zacisnęłam mocno pięści, czekając, aż uderzy po raz drugi. Czułam pochłaniającą ją złość. Była ogromna. Tak bardzo ogromna, że i ja zaczęłam się bać.
-Czego ty znowu ode mnie chcesz? – warknęłam, gotów, by przyjąć jej cios. Ona oddychała ciężko, jakby sama nie potrafiła sobie poradzić z własnymi emocjami.
-Czego chcę?! Tego, co ostatnio! – wymierzyła pięść w moją stronę, ale byłam już na to przygotowana – bez problemu udało mi się jej uniknąć – Masz zostawić Desrosiersa w spokoju! On kocha mnie!
-Ciebie?! – prychnęłam – On nawet ciebie z wyglądu nie kojarzy, zdechła fanko! – czułam, że przesadziłam, ale właściwie to gówno mnie to obchodziło. Wkurzyłam się, że jakaś pieprzona, niekontrolująca siebie fanka śmie twierdzić, że David ją kocha. Ona też się wściekła, chyba o to, że nie traktuję jej poważnie.
-Zamknij się! Ty nawet nie wiesz o tym, że ja istniałam w jego życiu! Że nadal istnieję! Wróciłam tutaj, wróciłam do niego! Ja go kocham, a on kocha mnie! Żadne z nas nie zerwało, nie było mowy o zakończeniu naszego związku! Teraz ty się pojawiłaś... Ale ja mu wybaczę. Wybaczę mu wszystko!
Patrzyłam na nią, jak na ufo. Chciałam powiedzieć jej prosto w oczy, że wszystko sobie wymyśliła, że to tylko jej wyobraźnia, ale coś mnie powstrzymywało. Coś mówiło mi, że ona może mówić prawdę. Tylko dlaczego miałam ufać jej, a nie David’owi? Przecież to on jest moją miłością. On nie mógł mnie okłamywać. Przecież nie mógł... Nie prosto w oczy...
Musiałam się dowiedzieć. Musiałam dowiedzieć się prawdy. Tak, znowu zwątpiłam. Szybko obróciłam się na pięcie i rzuciłam się w wir biegu. Czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Nie miałam innego wyjścia. Musiałam jeszcze raz usłyszeć to z jego ust, musiałam się upewnić. Wbiegłam do szpitala, nie zważając na zmierzających ku wyjściu ludzi. Wleciałam do windy i zaczęłam nerwowo naciskać tę cholerną ósemkę. Drżałam, nie wiem, czy ze złości, czy raczej z rozpaczy. Już sama nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć, czy mu wierzyć, czy nie. Mój mózg był tym wszystkim zmęczony, moja głowa pękała. Pielęgniarka coś do mnie krzyczała, olałam ją. Wpadłam do Sali Dave’a. Czytał jakąś gazetę, którą zostawił mu Pierre. Zdziwił się na mój widok, co wcale nie było dla mnie zaskoczeniem. W końcu opuściłam go niecałe dziesięć minut temu.
-Już się stęskni...? – nie dokończył nawet pytania.
-Ja muszę zapytać – przerwałam mu, oddychając ciężko – David, czy poza mną jest ktoś jeszcze?
-Nie – tym razem Dave odpowiedział wszystko, bez chwili wahania, ale znowu był zdenerwowany – Nie, nie ma nikogo więcej, ale dlaczego ty mi wciąż nie ufasz?!
Otworzyłam usta, by mu odpowiedzieć, ale wtedy drzwi się otworzyły i do środka weszła ona, ściągając kaptur. Brązowe włosy uwolniły się, ozdabiając okrągłą, lekko zarumienioną twarz.
-Przyszłam przypomnieć o sobie – odezwała się, podchodząc do łóżka czarnowłosego – Nawet nie próbuj zaprzeczać, że mnie nie znasz. Oboje wiemy, że jeszcze ze sobą nie skończyliśmy. I nie skończymy. David, przemyślałam sobie to wszystko. I wróciłam. Mówiłeś, że będziesz czekał, pamiętasz?
W napięciu czekałam na odpowiedź Desrosiersa. Chłopak wyraźnie się zdenerwował. Patrzył to na mnie, to na tę dziewczynę i wciąż otwierał i zamykał usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie bardzo wiedział, co.
-Lisa, ty... Kate... Ona jest moją byłą...
-Byłą!? – warknęła brązowowłosa – Byłą?! Nie było mowy o naszym zerwaniu!  Przecież na mnie czekałeś!
-Czekałeś na nią?! – wrzasnęłam, wskazując palcem na tę dziewczynę – Czyli ja byłam tylko zabawką, bo David’kowi znudziło się czekanie na swoją Lisę?!
-Nie! To nie...
-Zamknij się! Potraktowałeś mnie jak szmatę! Zrobiłeś ze mnie panienkę do towarzystwa, głupią laskę, która dała się nabrać na słodkie słówka! Mogłam się tego po tobie spodziewać! Myślałam, że się zmieniłeś, i co?! I gówno! Jesteś tak samo nieczułym gnojkiem jak wtedy! –zerwałam się i obróciłam na piecie. Teraz już nic mnie nie obchodziło. David coś jeszcze mówił, ale ja nie miałam ochoty już z nim rozmawiać. Nie zamierzałam się cofać, ani wracać. Kochałam go. Naprawdę go kochałam, ale on posunął się za daleko, oszukał mnie po raz drugi. Tego niestety nie potrafię mu wybaczyć. Wtedy to był tylko szczeniacki żart, teraz to już prawdziwe życie. Przecież nie mogę żyć z kimś, do kogo nie mam zaufania. A do niego chyba już nigdy go nie odzyskam.
Nawet już nie płakałam. Szkoda mi było łez na takiego drania. W końcu jeszcze będę miała czas, by je wykorzystać.  

KONIEC CZĘŚCI II

1 komentarz:

  1. No nie... A już myślałam, że wszystko będzie ok. Jak David mógł ją tak okłamywać? No poprostu SZOK :D
    Jak zawsze świetnie :)

    OdpowiedzUsuń