czwartek, 16 sierpnia 2012

CZĘŚĆ III PART II


Zdania nie zmieniłam do wieczora, a nawet udało mi się zmienić swoje nastawienie do tego wszystkiego. Doszłam do wniosku, że przecież jadę tam, żeby potańczyć, a nie przejmować się swoim byłym chłopakiem. Wyskoczyłam z mieszkania w prostej fioletowej sukience do połowy ud, bez ramiączek i uwydatniającej moje piersi. Do całego stroju dodałam jeszcze czarne szpileczki, które podarowała mi mama i narzuciłam na siebie czarną marynarkę, którą i tak miałam u Seb’a zdjąć. Włosy podkręciłam lokówką, a na twarz nałożyłam śladową ilość makijażu. Pierre już na mnie czekał przy swoim eleganckim autku. Miał na sobie czerwoną koszulę i dżinsy, a jego włosy lśniły od żelu. Gwizdnął cicho, lustrując mnie od stóp do głów. Przez moment poczułam się nieswojo, jednak szybko to uczucie zniknęło.
-Nie wiedziałem, że z ciebie taka laska! Gdybym wiedział, już dawno byłabyś moja! - zachichotał.
-Daruj sobie, i tak nie masz u mnie szans – prychnęłam, podchodząc do niego- Jedziemy? – zapytałam, otwierając drzwi od samochodu.
-Jedziemy, jedziemy – powtórzył brunet, wskakując do samochodu – Ale ja naprawdę nie wiedziałem, że moja przyjaciółka jest takim seksownym lachonem!
-Ty to wiesz, jakie komplementy mówić dziewczynom, żeby je od siebie odstraszyć – roześmiałam się, zapinając pasy.
Rzeczywiście willa Seb’a sprawiała wrażenie ogromnego budynku. Dostrzegłam ją z daleka i od razu domyśliłam się, że musi należeć do błękitnookiego. Akurat jego idealnie mi przypominała. Prosty biały dom z ogromnymi oknami i skromnie urządzonym podwórkiem kojarzył mi się z cierpliwością i wszelkim dopracowaniem szczegółów, czyli głównych cech charakteru mojego przyjaciela. Wyróżniał się spośród osiedlowych domów, zwłaszcza teraz, kiedy otaczały go samochody i oświetlały wszystkie możliwe światła.
-Chodź, zobaczysz z bliska! – zachęcił mnie podniecony Pierre, ciągnąc mnie za ramię – A najfajniej jest z tyłu! Chodź, zobaczysz, chodź! – zaledwie przekroczyliśmy próg podwórka błękitnookiego, właściciel willi wyrósł przed nami jak z podziemia.
-To wszystko twoja sprawka? – warknął do Pierre’a, celując palcem w jego pierś i próbując przekrzyczeć głośną muzykę – To ty wpadłeś na pomysł zorganizowania imprezy w mojej willi?!
-Yyyy... – zagubiony brunet poczochrał się po głowie, wyraźnie nie wiedząc, co ma odpowiedzieć – Chodź, Kate, pokażę ci dom...
-Czy ty do reszty zwariowałeś?! Wiesz, jak to wszystko potem będzie wyglądało?! To jest moja nowa chata! I nie kosztowała mało! Będziesz oddawał kasę za wszystkie szkody, zobaczysz! A tak w ogóle następnym razem to mógłbyś poinformować mnie trochę wcześniej o swoich planach...
-Wtedy byś się nie zgodził...
-... A nie dowiaduję się o tym dopiero, gdy obładowani torbami Dave i Chuck przychodzą do mnie z pytaniem, czy już wszystko gotowe! Mówię ci, Bouvier, dorobisz ty się kiedyś...
-Daj spokój, Seb! – Pierre poklepał po ramieniu wściekłego przyjaciela – Zobacz, jakie masz przyjęcie! Wypij ze trzy piwa i wyluzuj, człowieku, wyluzuj!
Reszty dyskusji, a raczej kłótni już nie słyszałam, zobaczyłam kręcącego Chuck’a i postanowiłam się z nim przywitać. Później spotkałam jeszcze paru dobrych znajomych, kilkoro zapoznałam. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, kiedy znalazłam się za willą Seb’a. Pierre miał rację, tył był imponujący. Ogromny basen z przezroczystą wodą robił wrażenie, szczególnie w blasku zachodzącego słońca. Wysokie palmy dodawały nadmorskiego klimatu. Dalej kamienna ścieżka prowadziła do niewielkiego zakątka, otoczonego równo przyciętym żywopłotem. Postawiono tam drewniane ławki, a gdzieniegdzie także stoliki. Całość dopełniała dzicz krzewów i niewielkich krzewów. Zastanawiałam się, ile Seb będzie płacił ogrodnikowi za otrzymanie tego wszystkiego, bo domyślałam się, że on sam tego nie będzie robił.
Niewiele czasu tam spędziłam, choć uwielbiałam takie miejsca. Prędko wróciłam pod basen. Wzięłam sobie puszkę piwa i, sącząc je powoli, śledziłam poczynania różowych już na twarzach ludzi. Impreza powoli zaczynała się rozluźniać. Wślizgnęłam się do chaty Seb’a, skąd dochodziła muzyka. Pogadałam chwilę z Jeff’em i ruszyłam dalej tropem piosenki. Mijałam roześmianych, rozgadanych ludzi, z których większości nigdy nie widziałam na oczy. Czasami ktoś rzucił do mnie „cześć”, odpowiadałam, nie zwracając na niego uwagi. I wtedy uświadomiłam sobie, że ja kogoś szukam. Jego szukam. Davida. Ale po co? Przecież równie dobrze mogłam powiedzieć, że i tak się do niego nie odezwę. Więc jaki to ma sens? Chyba po prostu chciałam go zobaczyć, sprawdzić, jak się trzyma. Bo tak naprawdę nadal go kochałam. Tylko nie umiałam się przyznać do tego otwarcie i szczerze. Zresztą sama nie wiem, czy umiałabym z nim żyć. O czym ja w ogóle myślę?! On nawet by mnie nie chciał!
W końcu udało mi się go wyśledzić, co właściwie nie było takie trudne. Kapelusik zawsze wyróżniał go z tłumów, dlatego go nosił. Oparłam się o ścianę, wpatrując się, jak rozmawia z jakąś blondynką. Poczułam niemiłe ukłucie nie tyle zazdrości, co żalu. Ktoś stojący obok zaczął prawić mi komplementy. Był już po kilku piwach, zauważyłam to na pierwszy rzut oka. Uśmiechnęłam się do niego i zanim zdążyłam chociażby mrugnąć powieką, już szaleliśmy na parkiecie. Potem tańczyłam jeszcze z wieloma osobami, znanymi sobie i nieznanymi. Powoli ból nóg zaczynał mi dokuczać. Dłużej już tak nie mogłam. Postanowiłam odpocząć. Usiadłam na kremowej kanapie, a przynajmniej pierwotnie kremowej, bo już straciła swój kolor pod wpływem mieszanki rozlanych napojów.
-I jak się bawisz? – usłyszałam nad sobą znany sobie głos przekrzykujący muzykę. Uniosłam głowę do góry i ujrzałam brązowe oczy Pierre’a.
-Świetnie! – krzyknęłam, ocierając pot z czoła chusteczką.
-W kuchni możesz sobie przyrządzić drinka, jak będziesz miała ochotę!
-Okej, dzięki – wstałam i ponownie ruszyłam, tym razem jednak w poszukiwaniu kuchni. Po drodze zwiedziłam jeszcze dwie łazienki i jakieś pokoje. W końcu udało mi się dotrzeć na miejsce. Tutaj także kręcili się ludzie, równie zmęczeni tańcem jak ja. Nalałam sobie do szklanki soku pomarańczowego.
-Tak bez alkoholu? – zapytał pijany już chłopak, z którym tańczyłam już wcześniej i dolał mi wódki. Wzruszyłam ramionami i wypiłam powoli. Potem zrobiłam sobie podobną mieszankę, tyle że zamiast soku pomarańczowego, nalałam sobie porzeczkowego i znowu ruszyłam na podbój domu. Potańczyłam, pogadałam, popiłam i tak w kółko.
Nie pamiętam, który to już raz trafiłam do kuchni i robiłam kolejną mieszankę. Postanowiłam trochę posiedzieć tutaj, więc usiadłam na wysokim stołku, popijając małymi łyczkami ze swojej szklanki i śledząc ludzi. Podrygiwałam lekko do taktu muzyki, ale gdy ktoś prosił mnie do tańca, odmawiałam.
On chyba nawet mnie nie zauważył, bo wątpię, by celowo usiadł obok mnie. Nalał sobie soku jabłkowego i także zaczął się rozglądać po kuchni.
-Tak bez alkoholu? – ku swojemu zdumieniu usłyszałam własny głos. Wlepiłam wzrok we własną szklankę. Jakoś nie miałam odwagi na niego spojrzeć.
On zadrżał, słysząc mnie. Widziałam kątem oka, jak rzuca mi niepewne spojrzenie, a potem także spogląda w głąb swojej szklanki.
-Bez alkoholu – westchnął – Już i tak dzisiaj dużo wypiłem.
-Jak ci się żyje? – zapytałam głupio. Czułam, że powinnam podtrzymać tę rozmowę, ale alkohol już tak mieszał mi w mózgu, że nie umiałam zadać żadnego inteligentnego pytania.
-Normalnie – odparł zadumany – Nagrywamy płytę. Ostatnio nie mam czasu na nic. Ale w końcu to kocham. I jakoś to życie się wlecze.
-Właśnie... Jakoś to życie się wlecze... Wszystkie dni są takie same, wszystkie sklejają się w jedno – zaczęłam bawić się szklanką, obracać nią wokół jej własnej osi.
-Może powinniśmy coś zmienić? – zasugerował czarnowłosy, niebezpiecznie zbliżając się w moim kierunku – Jakoś urozmaicić to życie?
-Urozmaicić? – powtórzyłam głupio.
-Tak.
-Na przykład?
-Na przykład moglibyśmy przestać zachowywać się jak dzieci. Jesteśmy dwójką dorosłych ludzi i sądzę, że to ciągłe obrażanie się na siebie nie ma żadnego sensu – poczułam, jak nasze kolana łączą się pod stołem. On chwycił moją dłoń. Odważyłam się unieść wzrok do góry i spojrzeć na niego. Alkohol przewrócił mi się w żołądku. Zapomniałam o tym. Zapomniałam o jego spojrzeniu, które niegdyś potrafiło mnie zahipnotyzować. Teraz także mnie nie oszczędziło. Gapiłam się w niego jak w obrazek.
-Co o tym sądzisz?
-Oczywiście – odparłam, nie zastanawiając się nad tym, co mówię – To nie ma sensu.
Zauważyłam, że na jego twarzy pojawia się nieśmiały uśmiech. Ponownie zaczął się do mnie zbliżać. Dopiero po chwili zrozumiałam, że on chce mnie pocałować. Odwróciłam głowę, pragnąc uniknąć spotkania naszych ust. Udałam, że nic nie zauważyłam, uznałam, że to jednak będzie najlepsze wyjście z tej sytuacji. Zaczęłam wpatrywać się w jakąś dziewczynę i chłopaka, którzy w ogóle nie zwracali na nas uwagi. Musieli być już naprawdę podchmieleni. My oboje milczeliśmy, zastanawiając się, co mamy powiedzieć w tej nieco denerwującej sytuacji, by zniszczyć tę okropną ciszę. Nagle tamten chłopak posadził dziewczynę na stole i zaczął ją gorąco całować po szyi, rozpinając bluzkę. Jęknęłam z obrzydzenia i wstałam, chwytając swoją szklankę.
-Okropne – burknęłam, obdarzając parę obleśnym spojrzeniem i chwiejnym krokiem opuściłam kuchnię. Ruszyłam na podwórze, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Minęłam wydzierającego się Jeffa i paru innych znajomych. Poszłam na tyły willi Seb’a. Usiadłam sobie na ławce. Zamknęłam oczy i zaczęłam słuchać szumu wiatru. Próbował coś mi powiedzieć, ale nie umiałam odczytać jego wiadomości. Za to znowu usłyszałam jęki jakiejś kobiety, co mnie bardzo rozdrażniło, nie wiem, dlaczego. Z zazdrości? Być może tak. Mi od dawna brakowało miłości. Od czterech lat. Od kiedy znowu między nami się zepsuło. Zerwałam się i z powrotem ruszyłam w stronę drzwi. Ta cała impreza powoli przestawała mi się podobać. Przechodziłam obok różnych ludzi, zdecydowana większość to były pary. Część to jednorazowe, na jedną noc. Rzuciłam się w stronę toalety. W pierwszej wszystko było pozajmowane. W drugiej jakiś facet sikał na środku, zapewne wyobrażając sobie, że tam jest pisuar. Jęknęłam głośno i zaczęłam szukać kolejnej. Nie minęły dwie minuty, a już siedziałam na upragnionym kiblu.
Szłam w kierunku schodów, by znaleźć się na dole. Omijałam, a przynajmniej starałam się omijać nieprzytomnie leżących lub majaczących ludzi. Przypominało mi to bieg przez przeszkody. Krok, krok i skok. Krok, krok i skok. Nagle poczułam, że wpadam w czyjeś ramiona. Zachichotałam cicho i uniosłam głowę do góry. No tak, powinnam się spodziewać, że to będzie Dave. W końcu któżby inny?
-David – znowu zachichotałam, uwieszając się na jego ramionach.
-Kate, za dużo wypiłaś. Chodź, odprowadzę cię do sypialni. Seb ma ich dużo, na pewno są jeszcze jakieś wolne.
-Wiesz co, Dave? -  wymamrotałam – Wiesz, co dzisiaj odkryłam? Nie ma czegoś takiego jak miłość. Naprawdę! Miłość jest tylko w książkach i na filmach. Ludzie do niej tęsknią i wciąż myślą, że niedługo nadejdzie. A to mit, bajka. Ja szukałam przez całe swoje życie i co? Gówno! Moja miłość dwa razy mnie oszukała. Jedyna prawdziwa miłość.
-Może wcale nie chciała cię oszukać. Może chciała dla ciebie dobra... – wyszeptał czarnowłosy – Może ona nadal cię kocha, a ty nie potrafisz jej wybaczyć? Może... Może ona też pragnie miłości... – Dave otworzył jakieś drzwi. Sypialnia okazała się być pusta. Chłopak odetchnął z ulgą i wypuścił mnie ze swoich objęć. Potem westchnął głośno i chciał wyjść, ale zatrzymałam go. Nie wiem, po co, nie wiem, dlaczego. Uniosłam głowę do góry. Nie patrzył na mnie, głowę miał skierowaną w innym kierunku. Zmusiłam go, by na mnie spojrzał. Jego piwne tęczówki zahipnotyzowały moje oczy, a właściwie całą mnie. Nagle bicie mojego serca przyspieszyło. Pragnęłam jego ust, ust, za którymi tak długo tęskniłam, na które tak długo czekałam. Czułam, jak on niepewnie odwzajemnia pocałunek. Miliony różnych myśli przemknęły przez moją głowę. Dalej już nie umieliśmy nad sobą zapanować. Ani ja, ani on. Oboje chcieliśmy więcej i żadne z nas nie cofnęło się przed tym krokiem. Wszystko przez ten cholerny alkohol. Być może gdybym nie wypiła tak dużo i myślała normalnie, uniknęlibyśmy tego wszystkiego, do niczego by nie doszło. Tak byłoby najbezpieczniej. A wtedy przegrałam walkę. Przegrałam walkę z ciekawością i podnieceniem. Wciąż jeszcze należałam do dziewic. Dlatego trochę bałam się, gdy on pomagał mi pozbyć się sukienki. Z drugiej strony jego dotyk mnie uspokajał. Czułam coraz większą chęć jego obecności, czułam to, czego brakowało mi w ostatnim czasie – bliskości drugiej osoby. I podobało mi się to. Podobało mi się, że mogłam to przeżyć właśnie z nim, z moim ideałem ze snów, z moim księciem z bajki. Wiedziałam, że właściwie z nim powinnam to zrobić, bo on jest jedyną osobą, którą zdołałam pokochać. 

1 komentarz:

  1. Też chcę taką wille :D Kurcze, basen... mmmm chciałabym ^^

    haha :D No bo jak wiadomo alkohol do niczego dobrego nie prowadzi :D ;]

    OdpowiedzUsuń