Zdania nie zmieniłam do wieczora, a nawet udało mi się
zmienić swoje nastawienie do tego wszystkiego. Doszłam do wniosku, że przecież
jadę tam, żeby potańczyć, a nie przejmować się swoim byłym chłopakiem.
Wyskoczyłam z mieszkania w prostej fioletowej sukience do połowy ud, bez
ramiączek i uwydatniającej moje piersi. Do całego stroju dodałam jeszcze czarne
szpileczki, które podarowała mi mama i narzuciłam na siebie czarną marynarkę,
którą i tak miałam u Seb’a zdjąć. Włosy podkręciłam lokówką, a na twarz
nałożyłam śladową ilość makijażu. Pierre już na mnie czekał przy swoim
eleganckim autku. Miał na sobie czerwoną koszulę i dżinsy, a jego włosy lśniły
od żelu. Gwizdnął cicho, lustrując mnie od stóp do głów. Przez moment poczułam
się nieswojo, jednak szybko to uczucie zniknęło.
-Nie wiedziałem, że z ciebie taka laska! Gdybym wiedział,
już dawno byłabyś moja! - zachichotał.
-Daruj sobie, i tak nie masz u mnie szans – prychnęłam,
podchodząc do niego- Jedziemy? – zapytałam, otwierając drzwi od samochodu.
-Jedziemy, jedziemy – powtórzył brunet, wskakując do
samochodu – Ale ja naprawdę nie wiedziałem, że moja przyjaciółka jest takim
seksownym lachonem!
-Ty to wiesz, jakie komplementy mówić dziewczynom, żeby
je od siebie odstraszyć – roześmiałam się, zapinając pasy.
Rzeczywiście willa Seb’a sprawiała wrażenie ogromnego
budynku. Dostrzegłam ją z daleka i od razu domyśliłam się, że musi należeć do
błękitnookiego. Akurat jego idealnie mi przypominała. Prosty biały dom z
ogromnymi oknami i skromnie urządzonym podwórkiem kojarzył mi się z
cierpliwością i wszelkim dopracowaniem szczegółów, czyli głównych cech
charakteru mojego przyjaciela. Wyróżniał się spośród osiedlowych domów,
zwłaszcza teraz, kiedy otaczały go samochody i oświetlały wszystkie możliwe
światła.
-Chodź, zobaczysz z bliska! – zachęcił mnie podniecony
Pierre, ciągnąc mnie za ramię – A najfajniej jest z tyłu! Chodź, zobaczysz,
chodź! – zaledwie przekroczyliśmy próg podwórka błękitnookiego, właściciel
willi wyrósł przed nami jak z podziemia.
-To wszystko twoja sprawka? – warknął do Pierre’a,
celując palcem w jego pierś i próbując przekrzyczeć głośną muzykę – To ty
wpadłeś na pomysł zorganizowania imprezy w mojej willi?!
-Yyyy... – zagubiony brunet poczochrał się po głowie,
wyraźnie nie wiedząc, co ma odpowiedzieć – Chodź, Kate, pokażę ci dom...
-Czy ty do reszty zwariowałeś?! Wiesz, jak to wszystko
potem będzie wyglądało?! To jest moja nowa chata! I nie kosztowała mało!
Będziesz oddawał kasę za wszystkie szkody, zobaczysz! A tak w ogóle następnym
razem to mógłbyś poinformować mnie trochę wcześniej o swoich planach...
-Wtedy byś się nie zgodził...
-... A nie dowiaduję się o tym dopiero, gdy obładowani
torbami Dave i Chuck przychodzą do mnie z pytaniem, czy już wszystko gotowe! Mówię
ci, Bouvier, dorobisz ty się kiedyś...
-Daj spokój, Seb! – Pierre poklepał po ramieniu
wściekłego przyjaciela – Zobacz, jakie masz przyjęcie! Wypij ze trzy piwa i
wyluzuj, człowieku, wyluzuj!
Reszty dyskusji, a raczej kłótni już nie słyszałam,
zobaczyłam kręcącego Chuck’a i postanowiłam się z nim przywitać. Później spotkałam
jeszcze paru dobrych znajomych, kilkoro zapoznałam. Nawet nie zwróciłam uwagi
na to, kiedy znalazłam się za willą Seb’a. Pierre miał rację, tył był
imponujący. Ogromny basen z przezroczystą wodą robił wrażenie, szczególnie w
blasku zachodzącego słońca. Wysokie palmy dodawały nadmorskiego klimatu. Dalej
kamienna ścieżka prowadziła do niewielkiego zakątka, otoczonego równo
przyciętym żywopłotem. Postawiono tam drewniane ławki, a gdzieniegdzie także
stoliki. Całość dopełniała dzicz krzewów i niewielkich krzewów. Zastanawiałam
się, ile Seb będzie płacił ogrodnikowi za otrzymanie tego wszystkiego, bo
domyślałam się, że on sam tego nie będzie robił.
Niewiele czasu tam spędziłam, choć uwielbiałam takie
miejsca. Prędko wróciłam pod basen. Wzięłam sobie puszkę piwa i, sącząc je
powoli, śledziłam poczynania różowych już na twarzach ludzi. Impreza powoli
zaczynała się rozluźniać. Wślizgnęłam się do chaty Seb’a, skąd dochodziła
muzyka. Pogadałam chwilę z Jeff’em i ruszyłam dalej tropem piosenki. Mijałam
roześmianych, rozgadanych ludzi, z których większości nigdy nie widziałam na
oczy. Czasami ktoś rzucił do mnie „cześć”, odpowiadałam, nie zwracając na niego
uwagi. I wtedy uświadomiłam sobie, że ja kogoś szukam. Jego szukam. Davida. Ale
po co? Przecież równie dobrze mogłam powiedzieć, że i tak się do niego nie
odezwę. Więc jaki to ma sens? Chyba po prostu chciałam go zobaczyć, sprawdzić,
jak się trzyma. Bo tak naprawdę nadal go kochałam. Tylko nie umiałam się
przyznać do tego otwarcie i szczerze. Zresztą sama nie wiem, czy umiałabym z
nim żyć. O czym ja w ogóle myślę?! On nawet by mnie nie chciał!
W końcu udało mi się go wyśledzić, co właściwie nie było
takie trudne. Kapelusik zawsze wyróżniał go z tłumów, dlatego go nosił. Oparłam
się o ścianę, wpatrując się, jak rozmawia z jakąś blondynką. Poczułam niemiłe
ukłucie nie tyle zazdrości, co żalu. Ktoś stojący obok zaczął prawić mi
komplementy. Był już po kilku piwach, zauważyłam to na pierwszy rzut oka.
Uśmiechnęłam się do niego i zanim zdążyłam chociażby mrugnąć powieką, już
szaleliśmy na parkiecie. Potem tańczyłam jeszcze z wieloma osobami, znanymi
sobie i nieznanymi. Powoli ból nóg zaczynał mi dokuczać. Dłużej już tak nie
mogłam. Postanowiłam odpocząć. Usiadłam na kremowej kanapie, a przynajmniej
pierwotnie kremowej, bo już straciła swój kolor pod wpływem mieszanki rozlanych
napojów.
-I jak się bawisz? – usłyszałam nad sobą znany sobie głos
przekrzykujący muzykę. Uniosłam głowę do góry i ujrzałam brązowe oczy Pierre’a.
-Świetnie! – krzyknęłam, ocierając pot z czoła chusteczką.
-W kuchni możesz sobie przyrządzić drinka, jak będziesz
miała ochotę!
-Okej, dzięki – wstałam i ponownie ruszyłam, tym razem
jednak w poszukiwaniu kuchni. Po drodze zwiedziłam jeszcze dwie łazienki i
jakieś pokoje. W końcu udało mi się dotrzeć na miejsce. Tutaj także kręcili się
ludzie, równie zmęczeni tańcem jak ja. Nalałam sobie do szklanki soku
pomarańczowego.
-Tak bez alkoholu? – zapytał pijany już chłopak, z którym
tańczyłam już wcześniej i dolał mi wódki. Wzruszyłam ramionami i wypiłam powoli.
Potem zrobiłam sobie podobną mieszankę, tyle że zamiast soku pomarańczowego,
nalałam sobie porzeczkowego i znowu ruszyłam na podbój domu. Potańczyłam,
pogadałam, popiłam i tak w kółko.
Nie pamiętam, który to już raz trafiłam do kuchni i
robiłam kolejną mieszankę. Postanowiłam trochę posiedzieć tutaj, więc usiadłam
na wysokim stołku, popijając małymi łyczkami ze swojej szklanki i śledząc
ludzi. Podrygiwałam lekko do taktu muzyki, ale gdy ktoś prosił mnie do tańca,
odmawiałam.
On chyba nawet mnie nie zauważył, bo wątpię, by celowo
usiadł obok mnie. Nalał sobie soku jabłkowego i także zaczął się rozglądać po
kuchni.
-Tak bez alkoholu? – ku swojemu zdumieniu usłyszałam
własny głos. Wlepiłam wzrok we własną szklankę. Jakoś nie miałam odwagi na
niego spojrzeć.
On zadrżał, słysząc mnie. Widziałam kątem oka, jak rzuca
mi niepewne spojrzenie, a potem także spogląda w głąb swojej szklanki.
-Bez alkoholu – westchnął – Już i tak dzisiaj dużo
wypiłem.
-Jak ci się żyje? – zapytałam głupio. Czułam, że powinnam
podtrzymać tę rozmowę, ale alkohol już tak mieszał mi w mózgu, że nie umiałam
zadać żadnego inteligentnego pytania.
-Normalnie – odparł zadumany – Nagrywamy płytę. Ostatnio
nie mam czasu na nic. Ale w końcu to kocham. I jakoś to życie się wlecze.
-Właśnie... Jakoś to życie się wlecze... Wszystkie dni są
takie same, wszystkie sklejają się w jedno – zaczęłam bawić się szklanką,
obracać nią wokół jej własnej osi.
-Może powinniśmy coś zmienić? – zasugerował czarnowłosy,
niebezpiecznie zbliżając się w moim kierunku – Jakoś urozmaicić to życie?
-Urozmaicić? – powtórzyłam głupio.
-Tak.
-Na przykład?
-Na przykład moglibyśmy przestać zachowywać się jak
dzieci. Jesteśmy dwójką dorosłych ludzi i sądzę, że to ciągłe obrażanie się na
siebie nie ma żadnego sensu – poczułam, jak nasze kolana łączą się pod stołem.
On chwycił moją dłoń. Odważyłam się unieść wzrok do góry i spojrzeć na niego.
Alkohol przewrócił mi się w żołądku. Zapomniałam o tym. Zapomniałam o jego
spojrzeniu, które niegdyś potrafiło mnie zahipnotyzować. Teraz także mnie nie
oszczędziło. Gapiłam się w niego jak w obrazek.
-Co o tym sądzisz?
-Oczywiście – odparłam, nie zastanawiając się nad tym, co
mówię – To nie ma sensu.
Zauważyłam, że na jego twarzy pojawia się nieśmiały
uśmiech. Ponownie zaczął się do mnie zbliżać. Dopiero po chwili zrozumiałam, że
on chce mnie pocałować. Odwróciłam głowę, pragnąc uniknąć spotkania naszych
ust. Udałam, że nic nie zauważyłam, uznałam, że to jednak będzie najlepsze
wyjście z tej sytuacji. Zaczęłam wpatrywać się w jakąś dziewczynę i chłopaka,
którzy w ogóle nie zwracali na nas uwagi. Musieli być już naprawdę
podchmieleni. My oboje milczeliśmy, zastanawiając się, co mamy powiedzieć w tej
nieco denerwującej sytuacji, by zniszczyć tę okropną ciszę. Nagle tamten
chłopak posadził dziewczynę na stole i zaczął ją gorąco całować po szyi,
rozpinając bluzkę. Jęknęłam z obrzydzenia i wstałam, chwytając swoją szklankę.
-Okropne – burknęłam, obdarzając parę obleśnym
spojrzeniem i chwiejnym krokiem opuściłam kuchnię. Ruszyłam na podwórze, by zaczerpnąć
świeżego powietrza. Minęłam wydzierającego się Jeffa i paru innych znajomych.
Poszłam na tyły willi Seb’a. Usiadłam sobie na ławce. Zamknęłam oczy i zaczęłam
słuchać szumu wiatru. Próbował coś mi powiedzieć, ale nie umiałam odczytać jego
wiadomości. Za to znowu usłyszałam jęki jakiejś kobiety, co mnie bardzo
rozdrażniło, nie wiem, dlaczego. Z zazdrości? Być może tak. Mi od dawna
brakowało miłości. Od czterech lat. Od kiedy znowu między nami się zepsuło.
Zerwałam się i z powrotem ruszyłam w stronę drzwi. Ta cała impreza powoli
przestawała mi się podobać. Przechodziłam obok różnych ludzi, zdecydowana
większość to były pary. Część to jednorazowe, na jedną noc. Rzuciłam się w
stronę toalety. W pierwszej wszystko było pozajmowane. W drugiej jakiś facet sikał
na środku, zapewne wyobrażając sobie, że tam jest pisuar. Jęknęłam głośno i
zaczęłam szukać kolejnej. Nie minęły dwie minuty, a już siedziałam na
upragnionym kiblu.
Szłam w kierunku schodów, by znaleźć się na dole.
Omijałam, a przynajmniej starałam się omijać nieprzytomnie leżących lub
majaczących ludzi. Przypominało mi to bieg przez przeszkody. Krok, krok i skok.
Krok, krok i skok. Nagle poczułam, że wpadam w czyjeś ramiona. Zachichotałam
cicho i uniosłam głowę do góry. No tak, powinnam się spodziewać, że to będzie
Dave. W końcu któżby inny?
-David – znowu zachichotałam, uwieszając się na jego
ramionach.
-Kate, za dużo wypiłaś. Chodź, odprowadzę cię do
sypialni. Seb ma ich dużo, na pewno są jeszcze jakieś wolne.
-Wiesz co, Dave? -
wymamrotałam – Wiesz, co dzisiaj odkryłam? Nie ma czegoś takiego jak
miłość. Naprawdę! Miłość jest tylko w książkach i na filmach. Ludzie do niej
tęsknią i wciąż myślą, że niedługo nadejdzie. A to mit, bajka. Ja szukałam
przez całe swoje życie i co? Gówno! Moja miłość dwa razy mnie oszukała. Jedyna
prawdziwa miłość.
-Może wcale nie chciała cię oszukać. Może chciała dla
ciebie dobra... – wyszeptał czarnowłosy – Może ona nadal cię kocha, a ty nie
potrafisz jej wybaczyć? Może... Może ona też pragnie miłości... – Dave otworzył
jakieś drzwi. Sypialnia okazała się być pusta. Chłopak odetchnął z ulgą i
wypuścił mnie ze swoich objęć. Potem westchnął głośno i chciał wyjść, ale
zatrzymałam go. Nie wiem, po co, nie wiem, dlaczego. Uniosłam głowę do góry.
Nie patrzył na mnie, głowę miał skierowaną w innym kierunku. Zmusiłam go, by na
mnie spojrzał. Jego piwne tęczówki zahipnotyzowały moje oczy, a właściwie całą
mnie. Nagle bicie mojego serca przyspieszyło. Pragnęłam jego ust, ust, za
którymi tak długo tęskniłam, na które tak długo czekałam. Czułam, jak on
niepewnie odwzajemnia pocałunek. Miliony różnych myśli przemknęły przez moją
głowę. Dalej już nie umieliśmy nad sobą zapanować. Ani ja, ani on. Oboje
chcieliśmy więcej i żadne z nas nie cofnęło się przed tym krokiem. Wszystko
przez ten cholerny alkohol. Być może gdybym nie wypiła tak dużo i myślała
normalnie, uniknęlibyśmy tego wszystkiego, do niczego by nie doszło. Tak byłoby
najbezpieczniej. A wtedy przegrałam walkę. Przegrałam walkę z ciekawością i
podnieceniem. Wciąż jeszcze należałam do dziewic. Dlatego trochę bałam się, gdy
on pomagał mi pozbyć się sukienki. Z drugiej strony jego dotyk mnie uspokajał.
Czułam coraz większą chęć jego obecności, czułam to, czego brakowało mi w
ostatnim czasie – bliskości drugiej osoby. I podobało mi się to. Podobało mi
się, że mogłam to przeżyć właśnie z nim, z moim ideałem ze snów, z moim
księciem z bajki. Wiedziałam, że właściwie z nim powinnam to zrobić, bo on jest
jedyną osobą, którą zdołałam pokochać.
Też chcę taką wille :D Kurcze, basen... mmmm chciałabym ^^
OdpowiedzUsuńhaha :D No bo jak wiadomo alkohol do niczego dobrego nie prowadzi :D ;]