poniedziałek, 27 sierpnia 2012

CZĘŚĆ III PART V


-Test ciążowy?! – wrzasnęłam – Oszalałaś?!
-Co, nie mam racji?! Sprawdź, zobaczymy!
Wzruszyłam ramionami. Miałam ochotę dalej się o to kłócić, ale tak naprawdę wiedziałam, że mojej mamy nigdy nie przekonam, że to nie to. A właściwie to co mi szkodziło? Mogłam go zrobić z czystej ciekawości.
Jak ogromne było moje zdumienie, gdy wynik wyszedł pozytywny. Na początku nie mogłam w to uwierzyć, ale oczy nie mogły mnie okłamywać. Od razu domyśliłam się, czyje to dziecko. Z nikim innym nie spałam. Cholera, dlaczego my nie pomyśleliśmy o zabezpieczeniu!? Dlaczego musieliśmy to zrobić? Dlaczego akurat z nim? Westchnęłam głośno. Musiałam pogodzić się z tym, że będę opiekowała się niemowlakiem. Córeczką lub synkiem.
Ślamazarnymi krokami wypłynęłam z łazienki i rzuciłam ponure spojrzenie mojej mamie.
-Miałaś rację – burknęłam – Jestem w ciąży.
-Ojej, będę babcią! – ucieszyła się kobieta. Jednak pohamowała się ze swoją radością, widząc przygnębienie na mojej twarzy. Ze spuszczoną głową usiadłam przy stole. Zupełnie nie wiedziałam, co robić, w głowię miałam milion myśli. Powiedzieć mu? Nie, to nie wchodzi w grę. Nie powiedzieć? A jeśli się domyśli? Nie mogę przed nim tego ukryć.
Nagle poczułam, jak ktoś przyciąga mnie do swojej piersi. Przez moment przyjemne ciepło się we mnie kotłowało. Zamknęłam oczy. Nie chciałam by ono uciekało. Pomogłoby mi. Ono na pewno byłoby w stanie mi pomóc.
-Co z jego ojcem? – usłyszałam głos mojej mamy – Kate, czy to był..
-Nie – potrząsnęłam zdecydowanie głową – Nie, to nie był gwałt.
-Czyli jednorazówka? – domyśliła się, a ja potwierdziłam to kiwnięciem głowy. Westchnęła cicho – Ale przynajmniej wiesz, jak on się nazywa? Masz z nim kontakt?
-tak – odparłam smutno – Wiem, kto to, choć wolałabym nie wiedzieć.
-Kochanie...
-Mamo, nie chcę mówić o ojcu. Powiem więcej, nie chcę, by on dowiedział się, że jest ojcem mojego dziecka. Będę wychowywać je sama. Już podjęłam tę decyzję.
Od razu zauważyłam, że mój pomysł nie przypadł jej do gustu. Jej wargi wygięły się w kwaśnym uśmiechu.
-I tak już ci nie wybiję tego z głowy – westchnęła – Ale pomyśl o pieniądzach. Jeśli ono teraz się urodzi, nie będzie nam lekko. Wiesz, że chętnie ci pomogę, ale moja emerytura nie jest taka wysoka...
-Z pieniędzmi nie będzie problemu – ucięłam krótko. Wiedziałam, że w tej kwestii mogę liczyć na Pierre’a, Chuck’a, Jeff’a i Seb’a. Oczywiście jeśli im nie powiem, że dziecko jest Dave’a, bo w innym przypadku oni będą próbowali namawiać mnie na różne sposoby, bym mu o tym powiedziała. A przecież nie mogłam tego zrobić. A właściwie nie chciałam. Podobało mi się życie, które dotychczas oboje prowadziliśmy. Unikaliśmy siebie, unikaliśmy swoich twarzy, unikaliśmy przeszłości.  I nie chciałam nic zmieniać, nam obojgu było tak dobrze. Każda kobieta z dzieckiem w brzuchu powinna mieć już swój ideał. Ja wciąż jeszcze na niego czekam.
-Kate, uśmiechnij się wreszcie! – moja mama potrząsnęła moim ramieniem lekko, wybudzając mnie z zamyślenia – Ja wiem, że to przypadek, ale spójrz na to inaczej: będziesz miała śliczne małe dzieciątko! Cieszmy się tym! Uwierz mi, że nie ma większego szczęścia niż narodziny takiego maleństwa!
-Tak – wybąkałam, wyobrażając sobie, jak przytulam do swojej piersi dziecko. W moim sercu pojawiło się przyjemne uczucie. Już pokochałam to maleństwo. Już zdążyłam je obdarzyć swoją miłością. Uśmiechnęłam się, choć w głębi duszy wciąż bałam się roli matki. Ale z pomocą przyjaciół i mojej rodzicielki powinnam dać sobie radę.
***
Tę kawiarnię zaliczałam do moich ulubionych miejsc w Montrealu. Urządzona z pomysłem, kojarzyła mi się z bezpieczeństwem i spokojem, dlatego właśnie tutaj umówiłam się tutaj z moimi przyjaciółmi. Myślałam, że w tym miejscu łatwiej przyjdzie mi to powiedzieć. Ale to chyba nie miało żadnego znaczenia. Wciąż bałam się ich reakcji, właściwie to nie wiem, dlaczego. Jednak musiałam im powiedzieć, nie wybaczyliby mi, gdybym nie pisnęła słówkiem. Zresztą i tak bym tego nie ukryła. W końcu zacznie mi rosnąć brzuch.
Pierre’a rozpoznałam od razu, tylko on ubrałby się w czarną koszulkę z jakimś wymyślnym ufokiem. Seb szedł tuż obok niego, za bardzo się nie wyróżniał w swojej brązowej koszuli i czarnych spodniach. Szukali mnie, nurkując wzrokiem po pomieszczeniu, a ja czekałam, aż ich oczy spoczną na mojej twarzy. W końcu Pierre mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko, pokazując rząd swoich śnieżnobiałych zębów, trącił łokciem Seb’a, który jęknął głośno i ruszył ku stolikowi, przy którym siedziałam.
-Cześć Kate! – przywitał się ze mną brunet, rozsiadając się wygodnie w fotelu i jak zwykle przelatując wzrokiem po kawiarni. Zawsze tak robił, tłumacząc się, że szuka paparazzich, tymczasem wszyscy wiedzieli, że po prostu chce wyhaczyć jakąś panienkę.
Błękitnooki, nadal trzymając się za bok, uśmiechnął się do mnie krzywo i zapytał:
-Co u ciebie słychać?
Już po tym pytaniu poczułam jak moje dłonie zaczynają się pocić. Specjalnie schowałam je pod stół, by oni ich nie zauważyli. Seb zaczął tłumaczyć nieobecność Chuck’a, Jeff’a i Dave’a, ale tak naprawdę niewiele mnie to obchodziło. Cieszyłam się, że chociaż on i Pierre mogli się zjawić. Doceniałam to, że zawsze ktoś z SP znajdzie dla mnie czas.
-Muszę wam o czymś powiedzieć – przerwałam śmiertelnie poważnie. Błękitnooki urwał i wraz z Pierre’em zaczęli się we mnie wpatrywać z zaciekawieniem. Przełknęłam głośno ślinę, uznając, że lepiej mieć to wszystko już z głowy – Moje życie niedługo się zmieni... Ja... Chłopaki, ja...
-Dzień dobry, czy mogę już przyjąć zamówienie ? – znudzona, ale sztucznie uśmiechnięta kelnerka wyrosła jakby z podziemia. Zadrżałam lekko, przeklinając ją w duchu. Już prawie udało mi się to wydusić.
Seb nawet nie patrzył na menu, od razu poprosił o herbatę. Pierre, wręcz przeciwnie, wodził oczami po papierze, zerkając znad karty na rumieniącą się i wyraźnie zainteresowaną zalotami dziewczynę.
Wyglądało to nader komicznie. W końcu wkurzony Seb wyrwał kumplowi menu spod nosa i powiedział, że przyjaciel prosi o to samo. Wokalista Simple Plan w ogóle się tym nie przejął.
-I tak mi się nie podobała – wzruszył ramionami – To co nam chciałaś powiedzieć, Kate? – wrócił do rozmowy.
-Jestem w ciąży – wyrwało mi się dziwnie szybko. Sama byłam zaskoczona, że z taką lekkością przeszło mi to przez gardło. Dopiero teraz ze spokojem mogłam przyglądać się reakcji chłopaków. Byli zaskoczeni. Gapili się na mnie jakby myśleli, że za chwilę się roześmieję i powiem, że żartowałam. Nie docierały do nich moje słowa. Wyraźnie zaszokowani otwierali i zamykali usta. Najwyraźniej nie wiedzieli, co powiedzieć.
-Gratulacje! – to Seb odezwał się pierwszy. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech – Który miesiąc? – zapytał z ciekawością, zerkając na mój brzuch.
-Jeszcze nic nie widać, dopiero drugi.
-Kate będzie miała dziecko... – szeptał do siebie Pierre, usiłując wbić to sobie do głowy – Kate będzie przychodzić na nasze spotkania z wózkiem... Mogę być ojcem chrzestnym? – spojrzał na mnie błagalnie, wzrokiem niewinnego człowieka – Mogę, mogę?
-Nie wiem, Pie – roześmiałam się, czując ogromną ulgę z powodu ich radości – To się jeszcze ustali w przyszłości, mamy czas.
-A dowiemy się, kto jest ojcem dziecka? – Seb zadał z czujnością to pytanie, którego najbardziej się bałam. Zamilkałam, zastanawiając się, co mam im odpowiedzieć. W końcu postanowiłam delikatnie ominąć temat.
-Nie chcę mówić o ojcu dziecka – skwitowałam, chyba trochę zbyt dumnie – Będę sama wychowywać to maleństwo.
Nie dało się nie zauważyć ich krótkiego spojrzenia. Od razu domyśliłam się, o czym pomyśleli. O tym, że moja tajemniczość jest podejrzana.
-Kate, wiesz, że jeśli ty nie chciałaś...Znaczy... Jeśli ktoś zrobił krzywdę...  – Seb jąkał się, jakby chciał powiedzieć coś, o czym tak naprawdę bał się mówić głośno.
-Zrobimy z nim porządek – Pierre zaczął już rozprostowywać palce, jakby chciał mi pokazać, że on już jest gotowy do sprzątania.
-Nie, chłopaki – odparłam – To nie był gwałt – westchnęłam – to raczej jednorazówka. Z pechową wtopą.
-Aha – Seb wyraźnie odetchnął z ulgą – Już się przestraszyłem, że... Kate, wiesz, że możesz zawsze liczyć na naszą pomoc. Jakbyś nie miała pieniędzy, to wiesz, gdzie nas szukać.
-Zresztą nie tylko pieniędzy – dopowiedział szybko i radośnie Pierre  - Jakbyś miała już serdecznie dość brzdąca, to wujek Pierre z ochotą się nim zajmie...
-Dzięki, chłopaki. To naprawdę wiele dla mnie znaczy – uśmiechnęłam się szeroko, wyobrażając sobie swoich kumpli zajmujących się dzieckiem. Mimowolnie zachichotałam.
-Naprawdę nie ma za co. Jesteśmy  przyjaciółmi, powinniśmy sobie pomagać.
-Kate, możemy powiedzieć o tym reszcie czy chcesz sama to zrobić?
Przegryzłam dolną wargę, wahając się przez moment nad odpowiedzią.
-Jeff’owi i Chuck’owi możecie.
-A Dave...
-Z Dave’em... Z Dave’em wolałabym sama porozmawiać... – skłamałam. Właściwie to już sama się w tym wszystkim pogubiłam. Nie mogłam pozwolić chłopakom, by o wszystkim mu powiedzieli, bo od razu domyśliłby się, że to jego dziecko. Z drugiej strony wiedziałam, że ja sama z nim nie porozmawiam. A nie wierzę, by on jakimś cudem nie dowiedział się o mojej ciąży. Wtedy będę musiała skłamać. Znowu. Ale na razie o niczym mu nie powiem. Być może jakoś uda mi się to ukryć.
-Tak, masz rację – Seb skrzyżował ramiona na piersiach – Lepiej będzie, jak on się od ciebie dowie. Kate, ty wiesz, że on nadal cię kocha, prawda? Nie może przestać myśleć o tobie. Jeszcze jakiś czas temu nie było tego po nim widać. Ostatnio to się w nim odnowiło. My nie jesteśmy tacy głupi, wiemy, o co chodzi. On rzadko kiedy mówi cokolwiek na ten temat, ale na pewno chciałby...
-Seb, to nie takie proste – westchnęłam – Ja czuję, że to jednak nie on. Próbowaliśmy już. Czy to nie znak, że my po prostu nie jesteśmy sobie przeznaczeni? Najwyraźniej oboje musimy jeszcze poczekać, by spotkać tę wymarzoną połówkę...
-Kate, pamiętaj o tym, że ideału nigdy nie znajdziesz – powiedział Pierre – Zycie to nie bajka, tu nie ma księcia na białym rumaku. To nie musi skończyć się happy endem. Żeby tylko miłość nie uciekła tobie sprzed nosa...
-Dzięki chłopaki za rady, ale to jednak ja kieruję swoim życiem i ja musze podejmować decyzje, które go dotyczą.
Pierre i Seb bezradnie wzruszyli ramionami, wiedząc zapewne, że i tak im się nie uda przekonać mnie do zmiany decyzji. I mieli rację – jak ja wbiję sobie coś do głowy, to tylko ja mogę sobie z powrotem to wybić. 

1 komentarz:

  1. hah :D Dobrze, że jej mama tak zareagowała i że chłopaki chcą jej pomóc. :D Jakoś nie moge wyobrazić sobie ich zajmujących sie dzieckiem Chyba dziecko musiałoby się zająć nimi <3
    David i tak sie dowie, musi, nie ma innego wyjscia xD

    OdpowiedzUsuń