piątek, 3 sierpnia 2012

CZĘŚĆ II PART XIII


-Kate! – znajomy głos odbił mi się w uszach – Kate, no! To ja! – przez moment zamarłam w bezruchu. Powoli docierało do mnie, co tu się działo, przed kim uciekałam. Odwróciłam się, zastanawiając się, skąd on się tu wziął. Teraz już widziałam wyraźnie. Pierre. Pierre Bouvier. I Seb.
-D... Dave? – zapytał zaszokowany, a jednocześnie przerażony błękitnooki, wskazując na ciało, które niosłam na rękach. Potwierdziłam jego domysły kiwnięciem głowy. Obaj zbledli. Pierre, w ogóle się nie odzywając, zabrał z moich rąk ledwo nieprzytomnego przyjaciela tak bardzo ostrożnie jakby był ze szkła.
-Musimy uciekać – wymamrotał, wpatrując się w nieobecną twarz kumpla – Tu jest cholernie niebezpiecznie...
-A... Alex... – wydusiłam z siebie. Oni spojrzeli po sobie, zapewne zastanawiając się, co robić. Potem Pierre oddał Sebowi Dave’a, a sam rzucił się biegiem w las.
-Chodź, Kate, wracamy do samochodu. Dasz sobie sama radę? – zapytał, patrząc na mnie z niepokojem. Pokiwałam żwawo głową. Spojrzałam w las, w to miejsce, za którym zniknął brunet. Prosiłam w myślach, by wrócili cali i zdrowi. Obaj. Pierre i Alex.
-Nie zgubią drogi? – zapytałam, idąc za Sebem.
-Nie, co ty. Pierre ma świetną pamięć, nawet w takich miejscach. Słuchaj, Kate, on.,.. żyje? – zrozumiałam, że mówi o Dave’ie. Wzruszyłam ramionami, nie mogąc wysilić się na słowa. Patrzyłam, jak głowa czarnowłosego unosi się i opada w rytmie kroków błękitnookiego. Żył. Żył na pewno. Ale czy żyje nadal?
Nie szliśmy z Seb’em długo, ale ja mimo wszystko już po kilku krokach  miałam wrażenie, że za chwilę zemdleję. Po jakimś czasie zza drzew zaczął wyłaniać się niewielki bus przystosowany do warunków terenowych. Obok stali zdenerwowani Chuck i Jeff. Gdy i oni nas ujrzeli, szybko podbiegli, by pomóc. Chuck chwycił mnie pod ramię, za co byłam mu ogromnie wdzięczna, bo sama nie uszłabym za daleko. Seb i Jeff przyspieszyli. Gdy my dotarliśmy do samochodu, oni już klęczeli nad Dave’em i sprawdzali, co się z nim dzieje. Na zmianę starali się robić mu sztuczne oddychanie. Jakoś wtaszczyli go do busa, a Chuck i Jeff zaczęli robić mu okłady na czoło i starali się choć trochę ulżyć mu w bólu. Seb usiadł za kierownicą i czekał na Bouviera, wyglądając przez nieco zabrudzoną szybę. Ja sama byłam tak bardzo zmęczona, że oczy same mi się zamykały. Siedziałam obok Dave’a  i oddychając głęboko powtarzałam szeptem, że to już koniec, że z chłopakami już jesteśmy bezpieczni, że oni już nie mogą zrobić nam krzywdy. Zauważyłam, że błękitnooki coraz częściej zagląda przez okno, stukając cichutko kluczykiem w szybę, co bardzo denerwowało Jeff’a.
-Jest... – wyszeptał w końcu, chwytając kluczyki i zapalając samochód. Pierre wskoczył do środka, wrzeszcząc do błękitnookiego, że ma jechać, chociaż Seb nie potrzebował tego rozkazu, gdy tylko brunet dotknął samochodu, on już ruszał z piskiem opon, zakurzając całą okolicę. Bouvier oddychał ciężko jak po maratonie. Dopiero po chwili zaczął mówić:
-To było okropne...Okropne... Nie mogłem zrobić nic, było... było za późno... Widziałem... Widziałem wszystko... Przepraszam, Kate... Nie zabrałem jego ciała... Zresztą... I tak nie byłoby czego zabierać...
Zakręciło mi się w głowie. Spojrzałam na Dave’a. Wyglądał strasznie, a dobrze wiedziałam, że Alex musiał wyglądać jeszcze gorzej, czego już nie potrafiłam sobie wyobrazić. Nie mogłam płakać, bo byłam już tak wykończona, że po prostu nie miałam na to sił. Ale w głębi duszy moje serce podzieliło się na tysiąc niewielkich kawałków. Przed oczami stanęła mi jego twarz. Przypomniałam sobie, jak spotkałam go po raz pierwszy. Wtedy nie umiałam mu zaufać. A teraz zawdzięczam mu życie. Kosztem jego życia. Resztkami sił odwróciłam głowę. Już dawno opuściliśmy ten las. Samochodem trwało to naprawdę krótko, pieszo było o wiele gorzej. On już tam pozostanie. Rozszarpany przez dzikie zwierzęta, pochowany niegodnie. Ale bohater. Prawdziwy bohater.
***
Obudził mnie nieprzyjemny zapach chemii i leków. Trochę bałam się otworzyć oczy, cały czas pamiętałam o tym, co mnie spotkało w ciągu kilku ostatnich dni. Bałam się tego, że zjawienie się Alexa i chłopaków to tylko sen, że znowu obudzę się obok nieprzytomnego lub nieżywego Dave’a z ogromnym bólem głowy i zdrętwiałym ciałem. Ale mimo wszystko wiedziałam, że muszę zmierzyć się z rzeczywistością, jaka ona nie będzie. Z wielką siłą woli uniosłam powieki do góry. Biel tak bardzo poraniła moje oczy, że aż na krótką chwilę musiałam z powrotem je zamknąć. Kiedy z powrotem je otworzyłam, wiedziałam już, czego się spodziewać. Rozejrzałam się, powoli poruszając głową, chyba bardziej po to, by ją rozruszać niż z ciekawości.
Leżałam w środku, między dwoma innymi łóżkami. Na jednym z nich leżał jakiś starszy pan, spokojnie oddychającym przez sen, a na drugim młody chłopak, mamroczący coś szeptem. Przy obu tych osobach były niewielkie grupki ludzi. Tylko moje świeciło pustką. Poruszyłam prawą dłonią, co wywołało ból w nadgarstku. Okazało się, że jestem podłączona do kroplówki. I nie tylko kroplówki, ale także innych  urządzeń, których znaczenia nie znałam. Dopiero teraz zaczęły dochodzić do mnie różne dźwięki. Rozmowy, szum pracujących maszyn, pisk odjeżdżającego łóżka, a nawet czyiś płacz. To wszystko wydawało mi się niezwykłe., Niezwykłe, bo ja sama dawno nie miałam z nimi do czynienia. Zapomniałam już na czym polega prawdziwe życie.
Po chwili przypomniałam sobie o Dave’ie. On także musiał zapomnieć. On przesiedział tam o wiele dłużej niż ja i przecierpiał o wiele więcej niż ja. W głębi duszy poczułam, że muszę się z nim zobaczyć. Zaczęłam wyrywać sobie te wszystkie rurki z mojego ciała. Zmieniłam pozycję na siedzącą. Tak naprawdę na nic nie miałam sił. Ale wiedziałam, że dzięki mojemu uporowi uda mi się. Dzięki ogromnej chęci ujrzenia go. Wstałam. Od razu zakręciło mi się w głowie. Mimo to ruszyłam, podtrzymując się łóżka, a potem ściany. Stawiałam małe, ale pełne wiary kroczki. Czułam, że za chwilę zemdleję, ale szłam dalej. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi, choć miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, że śledzą mnie swoimi ślepiami. Mijałam wielu ludzi, wiele mężczyzn, kobiet, starszych, młodszych. Moje serce biło powoli, jakby chcąc dotrzymać mi kroku. Lub przypomnieć o sobie. To ono wskazywało mi kierunek, to ono mówiło, kiedy skręcić, kiedy iść prosto i czy to ten pokój. To dzięki niemu rozpoznałam jego łóżko oraz Pierre'a, Seb'a, Chuck’a i Jeff’a. Powoli wlokłam się po tej Sali, czując, że każdy kolejny krok to gwóźdź do mojej trumny. Musiałam go zobaczyć. Tęskniłam za jego widokiem, za jego twarzą, tęskniłam za nim. Podłoże uciekało mi spod stóp, ale olałam to. Słyszałam krzyki chłopaków, ale nie docierało do mnie, co oni wrzeszczą. Wyciągnęłam dłoń w jego stronę. Ktoś do mnie podszedł, pomógł mi ustać na nogach, pomógł mi dojść do jego łóżka. Nie wiem, kto, wtedy nie zwracałam na to uwagi. Nie to się liczyło. Chciałam go tylko dotknąć., tylko tyle.
Zobaczyłam jego twarz. Wpatrywał się w sufit z obojętnym wyrazem. Zaczęłam się zastanawiać, czy on aby na pewno żyje. Ale żył, czułam to. Jeszcze żył. Ścisnęłam lekko jego siną dłoń. Miałam wrażenie, że za dużo wypiłam poprzedniego dnia. Byłam sama. Kołysałam się do taktu cichej, smutnej muzyki. On także tu przebywał. Ze mną. Z moim sercem.
Trwało to ułamek sekundy. Potem ktoś pociągnął mnie za ramię. Poczułam, jak nasz uścisk zelżywa, jak jego dłoń się wyślizguje. Ktoś coś mówił, nie docierało to do mnie. Pragnęłam zostać przy nim, pragnęłam dodać mu  sił, energii. Ale to nikogo nie obchodziło. Żaden człowiek nie mógł wiedzieć, co się działo w moim sercu. Brutalnie nas rozłączono. Ale nie naszą miłość.
-Nie miłość – wyszeptałam ostatnimi siłami.

1 komentarz:

  1. Świetne.Super.Genialne i ... normalnie aż brak słów...

    U mnie nowa notka :)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń