Wszyscy starali mi się pomagać, choć tak naprawdę ja
jeszcze nie byłam w takim stanie, bym nie mogła samodzielnie funkcjonować. Mimo
wszystko i tak najgorzej miała się ze mną moja mama. Musiała znosić moje
nastroje, wrzaski, płacze i humory. Prawie w ogóle nie miała czasu dla siebie.
Jedynie jak chłopaki wpadali od czasu do czasu i wyciągali mnie na miasto,
mogła odetchnąć. Oni też jak nigdy się o mnie troszczyli. Nie mogli często
przychodzić, bo mieli pracę w studiu. Ale codziennie któryś dzwonił, żeby zapytać,
jak się czuję. Tylko z Dave’em nie miałam kontaktu, co trochę mnie cieszyło, bo
oznaczało, że chłopaki trzymali języki za zębami. Tylko wciąż zastanawiałam
się, jak długo jeszcze. Wątpiłam, by wytrzymali do samego końca. Wątpiłam także
w to, by on zignorował tę informację. Wiedziałam, że prędzej czy później
dojdzie do naszego spotkania. Wciąż nie byłam gotowa na rozmowę z nim, wciąż
cieszyłam się za każdym razem, gdy nadchodziła noc, a on nie zjawiał się z
wizytą. Wiedziałam, że w nocy nigdy nie ośmieli się wtargnąć.
Dlatego tym bardziej jego odwiedziny mnie zaskoczyły. Było
mniej więcej po 11, moja mama akurat siedziała w wannie, kiedy zabrzmiał
dzwonek. Od razu domyśliłam się, że to on albo któryś z chłopaków. Tylko oni
byliby w stanie przyjść o tej porze. Wzięłam głęboki wdech i wstałam. Mogłabym
udawać, że nikogo nie ma, ale to nie miałoby żadnego sensu. Tylko bym uciekła,
a już się nauczyłam, że ucieczka nie ma sensu. Na drżących nogach ruszyłam w
stronę drzwi. Zwolniłam zasuwę i po raz drugi wzięłam głęboki wdech, opierając
dłoń o klamkę. Bez zbędnego wahania nacisnęłam ją. Drzwi otworzyły się,
podkreślając ciszę swym skrzypieniem. Tak jak się domyślałam, to był on. David.
Przez jakiś czas staliśmy, wpatrując się w siebie nawzajem. Nie byłam w stanie
się odezwać, nie wiem, dlaczego. On wydawał się być zaszokowany. Patrzył to na
moją twarz, to na mój brzuch. Odniosłam wrażenie, że on właściwie nie wie, co
tu robi, że po prostu przyszedł tu przypadkiem.
-Musimy porozmawiać – odezwał się w końcu – Musimy sobie
poważnie porozmawiać.
Pokiwałam głową i cofnęłam się, wpuszczając go do środka.
Nadal milcząc, ruszyłam ku swojemu pokojowi. On szedł za mną, myśląc nad czymś
intensywnie. Zastanawiałam się, nad czym, ale chyba rozwiązanie tej zagadki nie
było trudne.
Trochę zaskoczyło mnie jego zachowanie, gdy znaleźliśmy
się w moim pokoju. Nadal się nie odzywał. Rozglądał się po pomieszczeniu,
usiłując odnaleźć w pamięci widok pokoju, w którym przed laty uczyłam go
historii. Zapewne nie było mu łatwo, bo ostatnio sporo się tu pozmieniało.
Dojrzałam i uwidaczniało się to także w jego wystroju.
-Jeszcze je trzymasz? – zapytał cicho, wskazując palcem
na krwistoczerwone, porcelanowe serduszko z napisem „dziękuję”. Zauważyłam na
jego twarzy cień uśmiechu.
-Tak – odpowiedziałam. Nie chciałam opowiadać mu o tym,
jak wyrzucałam wszystkie swoje figurki, a
akurat tej jakoś nie mogłam. Zresztą on chyba i tak domyślił się, że ona
ma dla mnie ogromną wartość. Przez moment się w nią wpatrywał, jakby próbował
coś z niej wyczytać.
-Zamierzałaś mi w ogóle o tym powiedzieć? – zapytał, nie
odrywając wzroku od serca. Nie odpowiedziałam, bo moja odpowiedź i tak nie
wniosłaby nic nowego do naszej rozmowy. On tylko westchnął głośno, jakby
domyślił się, jak ona by brzmiała. Spuścił głowę, wlepiając wzrok w podłogę.
-To moje dziecko, prawda? – zapytał – To się stało wtedy
jak my... – zamilkł, zapewne wiedząc, że nie musi przypominać mi o tamtej nocy.
Chciałam zaprzeczyć, ale wtedy nagle nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Najwyraźniej
akurat to kłamstwo było dla mnie zbyt trudne, bym mogła przenieść je na kartki
rzeczywistości. Przełknęłam ślinę, ale to mi w ogóle nie pomogło.
-Odpowiedz, czy ono jest moje – nalegał David,
spoglądając na mnie swoimi piwnymi oczyma. I chyba to skłoniło mnie do otwarcia
ust.
-Tak – odparłam, sama zaskoczona swoją prawdomównością –
Tak, jest twoje.
On otworzył usta, ale za chwilę je zamknął. Pewnie chciał
coś powiedzieć, ale szybko z tego zrezygnował. Usiadł obok mnie na łóżku, znowu
wlepiając wzrok w podłogę. Ja ciągle przeklinałam siebie w duchu, że nie
potrafiłam skłamać. Teraz on na pewno będzie żądał praw do opieki nad maluchem,
co oznacza, że będę częściej się z nim widywała. Zakaz nie ma sensu, może pójść
do sądu. A tam wygraną ma w kieszeni.
-I co z tym zrobimy? – zapytał cicho, tak bardzo cicho,
że zagłuszyłaby go lecąca mucha, gdyby ta akurat znalazłaby się w moim pokoju.
Wzruszyłam ramionami.
-Sama je wychowam – zaproponowałam jeszcze ciszej niż on.
-To był żart? – kątem oka zauważyłam jego ponure
spojrzenie. Zaprzeczyłam żwawym ruchem głowy.
-Nie, to nie był żart. Chcę je wychować sama, nie
potrzebuję twojej pomocy, zresztą ty i tak nie miałbyś czasu. Wy praktycznie
cały czas jesteście w trasie, mieszkacie w swoim tour busie. Nie chcę zaprzątać
twojej głowy niepotrzebnym bachorem...
-To nie jest niepotrzebny bachor! – warknął
niespodziewanie, że aż podskoczyłam ze strachu – To moje dziecko! – zamknął
oczy i odetchnął trzy razy, by się uspokoić – Przepraszam – z powrotem uniósł
powieki do góry – Może masz rację,
czasami wyjeżdżamy, ale też sporo czasu spędzamy w Montrealu. Spokojnie
mógłbym zajmować się dzieckiem. I nie pozwolę ci go sobie odebrać. Mam prawo
mieć z maleństwem kontakt. Poza tym musimy ustalić kwotę, jaką mam tobie
przesyłać. Zapewne ty w większości będziesz się nim zajmować, więc masz prawo
wyciągać ode mnie kasę, ile tylko chcesz. I jakby ci czegoś brakowało, dzwoń.
Mi też zależy, by wyrósł z niego ktoś, a nie żaden mazgaj. Kate, ja także chcę,
by on był szczęśliwy. I... żebyś ty była zdrowa – wstał, ale jeszcze nie ruszył
w kierunku drzwi, najwyraźniej nad czymś się zastanawiając. Z kieszeni
wyciągnął portfel, a ze środka wyszarpał kilka banknotów i położył je na biurku
– Przy sobie mam tylko tyle. Ale spodziewaj się mojej wizyty...
-Weź te pieniądze – wysyczałam z zaciśniętymi zębami –
Nie chcę ich, nie są mi potrzebne.
-Są – odparł spokojnie, kierując się w stronę drzwi –
Musisz iść do prywatnego ginekologa. To nie jest tanie, jak chcesz spotkać się
ze specjalistą. A chcesz spotkać się ze specjalistą, bo moje dziecko nie może
być badane przez byle kogo.
Nie miałam sił, by się dalej z nim kłócić, więc zadałam
mu inne, dręczące mnie pytanie:
-Kto ci powiedział? Kto ci powiedział, że jestem w ciąży?
On przez krótką chwilę się zawahał, chyba nie chciał
odpowiedzieć mi na to pytanie. Ale zaraz potem wzruszył ramionami i odparł:
-Pierre. Ale nie miej mu tego za złe. Był już po kilku
piwach i chyba nie wiedział, co mówi. Zresztą to ja ciągnąłem go za język. W
normalnej sytuacji chyba by nie pisnął słowem – oparł dłoń o klamkę, ale
jeszcze nie otworzył drzwi. Chciał coś powiedzieć, ale znowu z tego
zrezygnował. Wstałam, by go odprowadzić. Szliśmy w milczeniu, dopóki nie
dotarliśmy do drzwi.
-I... Kate, uważaj na siebie – wymamrotał czarnowłosy,
odwracając się – Proszę cię, nie przemęczaj się. Mimo wszystko to ciąża. Dbaj o
swoje zdrowie, bo jeśli coś ci się stanie... Będę żałował do końca życia.
-Będę uważała – obiecałam cicho i z niewielką nutką
niepewności.
-To do zobaczenia – on chyba nie chciał niepotrzebnie
przedłużać tego momentu. Odwrócił się i odszedł. Przez ułamek sekundy miałam
ochotę zawołać go z powrotem. Coś w sercu mnie zakuło, gdy wpatrywałam się w
pustą, brudną ścianę. Zamknęłam drzwi i odwróciłam się. Postanowiłam położyć
się już do łóżka, chociaż w ogóle nie byłam śpiąca. Ale z drugiej strony nie
chciałam zostać staranowana milionem pytań przez moją mamę.
No nieżle xD
OdpowiedzUsuńAle z tego Pierra papla ^^ Normalnie powinien mieć zakaz spożywania alkoholu :D
Aż dziw, że David tak spokojnie zareagował :D