Przewracałam się z boku na bok, próbując pozbyć się
natłokiem myśli z mojej głowy. W końcu zrezygnowałam ze spania i po prostu leżałam,
wpatrując się w sufit. Słyszałam dziwne dźwięki dochodzące z kuchni. Nie wiem,
co moja mama kombinowała, ale na pewno tym swoim kombinowaniem obudziła pół
bloku. Mi to właściwie nie przeszkadzało. Moje myśli zagłuszyły to wszystko,
poza nimi nic do mnie nie docierało. A wszystko kłębiło się wokół tej osoby. Wokół
Davida. Miałam miliard pytań, na które sama nie potrafiłam odpowiedzieć. A
pragnęłam znać odpowiedź chociaż na jedno. Takie, które wszystko by rozwiązało.
Czy ta noc to był tylko nicnieznaczący przypadek? Czy to dziecko nie pojawiło
się po to, by nas połączyć? Czy ja jestem w stanie spróbować po raz trzeci? Czy
jestem w stanie go pokochać tak jak kiedyś? Czy my możemy stworzyć szczęśliwą
rodzinę? Czy miłość jest naszym przeznaczeniem? A co jeśli to kolejna pomyłka?
Znowu mam zostać zraniona? Znowu mam zostać oszukana? Znowu mam przez kilka lat
usiłować zapomnieć o przeszłości? Nie chcę już tak żyć. Boję się. Boję się
ryzyka, boję się jego. Boję się kolejnego rozczarowania. Okej, ale co jeśli to
prawdziwa miłość? Wypuszczę z dłoni prawdziwy diament. Bo on przecież nie
będzie wiecznie na mnie czekał. Mam żałować aż do śmierci, że nie spróbowałam?
A może nawet po śmierci? Któż to wie... Ideału nigdy nie znajdziesz, tak
powiedział Pierre. No właśnie, nie ma człowieka bez wad. A jednak ludzie się
kochają. Teraz to do mnie dotarło. Miłość polega na tym, by zaakceptować wady
drugiej osoby. David już dawno zdążył zaakceptować moje. I wciąż czekał na mój
ruch. Czekał, aż zrozumiem. Tylko czy ja zrozumiałam? Czy to wszystko do mnie
dotarło? I najważniejsze: Czy ja jestem w stanie zaakceptować jego wady? To na
pewno łatwe nie będzie. Ale jeśli go kocham... tylko czy ja go kocham? Czy on
mnie kocha?
Na te pytania mogę poznać odpowiedź w tylko jeden sposób.
Zerwałam się z łóżka. Wciągnęłam na koszulę nocną jakieś
spodnie i bluzę. Chwyciłam kluczyki od samochodu i w jednej chwili zamarłam. Przecież
ja nawet nie wiem, gdzie on mieszka. Złapałam się za głowę i rzuciłam w stronę
mojej komórki. Szybko odszukałam numer do Pierre’a. Przez jakąś minutę czekałam
zniecierpliwiona, aż raczy odebrać telefon. W końcu usłyszałam jakiś
niezrozumiały bełkot. Jęknęłam w duchu. No tak, David przecież mówił, że wypił
parę piw. Szybko się rozłączyłam, nie wyjaśniając nic i pospiesznie zadzwoniłam
do Jeff’a.
-Kate... Jest druga w nocy! – usłyszałam prawie
natychmiast jego zaspany i niechętny jęk – Normalni ludzie o tej porze śpią...
-Jeff! – krzyknęłam podekscytowana, przerywając jego
marudzenie – Jeff, musisz mi pomóc!
-Teeeeeeraz? – zapytał, nie ukrywając potężnego
ziewnięcia.
-Koniecznie teraz! Mógłbyś zjawić się pod moim domem?
-Kiedy?
-NO TERAZ!
-Kate, zwariowałaś, prawda?
-Być może tak. Będziesz?
-No jasne. Zaraz przyjadę.
Schowałam komórkę do kieszeni i wyleciałam z pokoju.
Ubrałam jakieś adidasy i wybiegłam na dwór. Było mi zimno, ale starałam się nie
zwracać na to uwagi. Drżałam, zastanawiając się, co ja właściwie wyprawiam.
Czułam, że powinnam tak zrobić, że postępuję właściwie. Jeff nawet nie pytał,
po co to robię. Albo w ogóle nie przejmował się tym co się dzieje, albo moje
zachowanie uznał za pogmatwane i nie chciał mieszać sobie w mózgu. Ja bym
obstawiała to pierwsze. Był tak bardzo zmęczony, że ledwo panował nad
kierownicą. Dobrze, że tej nocy akurat w Montrealu wiało pustką. I że Jeff nie
potrzebował mózgu, by dojechać do Dave’a. Na szczęście trasę miał już wbudowaną
w głowę.
-Ostatnie piętro, numer 147. Chyba – odezwał się Stinco,
stając przed jakimś apartamentowcem. Pocałowałam go w policzek z wdzięcznością
i wyskoczyłam z samochodu. Zanim jeszcze zdążyłam zamknąć drzwiczki, usłyszałam
jego głos:
-Następnym razem, jak będziesz robić takie wypady,
zadzwoń do Pierre’a. On jest zwykle dostępny 24 godziny na dobę.
-Myślisz, że nie próbowałam? – zapytałam, zamykając
drzwi. Stanęłam przed blokiem, wzięłam głęboki wdech i spojrzałam w górę.
Budynek był na tyle wysoki, że omal nie straciłam równowagi. Wzruszyłam ochoczo
ramionami i wbiegłam do środka. Z walącym serduchem wspinałam się w górę,
przeskakując schody po trzy. Nie zastanawiałam się nad tym, co zrobię, co
powiem, wszystko pozostawiałam improwizacji.
Zatrzymałam się dopiero przed drzwiami ze złotymi
połyskującymi numerami 1, 4 i 7. Uniosłam dłoń do góry, by zadzwonić. Drżała.
Drżała tak bardzo, że nie mogłam tego drżenia pohamować. Oddychałam szybko i
głęboko, jakby w ciągu sekundy miało zabraknąć tlenu. Moja ręka sama opadła na
klamkę. Czułam, że powinnam wejść. Więc otworzyłam drzwi i weszłam. Od razu go
zauważyłam. Siedział na kanapie, dokładnie naprzeciw mnie i wpatrywał się w
ścianę tak bardzo intensywnie, że o mało co nie wywiercił swoim wzrokiem
dziury. Początkowo nawet mnie nie zauważył. Mogłabym spokojnie go okraść, ale
przecież nie po to tu przyszłam. Powoli zaczynałam się zbliżać. Kątem oka
zobaczyłam butelkę po winie, prawie nieruszoną. Przełknęłam ślinę.
-Kate... – wyszeptał, nadal wpatrując się w tę ścianę –
Kate, po co tu przyszłaś?
-Nie mam pojęcia – odparłam, siadając obok niego i
opierając głowę na jego ramieniu. David niepewnie przyciągnął mnie do siebie.
Poczułam przyjemne ciepło rozchodzące się po całym moim ciele. Tak wyglądała
rodzina. On, ona i ono. Szczęśliwa rodzina. Ja pragnęłam takiej rodziny.
Pragnęłam, by on był przy mnie i dziecku, pragnęłam, by mnie kochał i pragnęłam
go kochać.
-Dave... – wyszeptałam – Dave, myślisz, że możemy jeszcze
raz spróbować?
Czarnowłosy spojrzał na mnie. Nie odpowiedział nic, tylko
jeszcze mocniej mnie przytulił. Czułam, jak jego serce szybko bije. Nie
chciałam, by to zniknęło, było mi bardzo dobrze. A mogło być jeszcze lepiej.
Moje oczy spoczęły na jego tęczówkach, przepełnionych miłością i nadzieją,
które można by sprzedawać na targu w kilogramach. Zbliżyłam swoją twarz do jego
twarzy. Wciąż jeszcze nie byłam pewna, czy tego chcę, czy postępuję właściwie.
Ale wiedziałam, że jeśli nie spróbuję, to nigdy nie odpowiem sobie na te
pytania. Jego wargi potrafiły sprawić, że moje ciało stawało się mu całkowicie
posłuszne. Potrafiły zaczarować mnie tak, że w jednej chwili zmieniałam się w
najszczęśliwszego człowieka na tej ziemi. I tym razem nie było inaczej.
Przymknęłam oczy, oddając pocałunki. Czułam się cudownie, a nawet o wiele
lepiej niż cudownie. Zatopiłam dłonie w lawinie jego kruczoczarnych włosów.
Chciałam, by ta chwila trwała wiecznie, by czas stanął w miejscu, by świat
zniknął i tylko on pozostał. Wszystkie problemy, pytania, wątpliwości
rozpłynęły się. I tylko jedno, jedyne uczucie wisiało nad nami przez cały czas.
Miłość. Jego delikatny język błądził delikatnie po moim podniebieniu,
sprawiając mi niesamowitą przyjemność. Moje ręce same wkradły się pod jego
koszulkę.
-Na pewno? – zapytał jeszcze, na chwilę odklejając się
ode mnie. Potwierdziłam to zdecydowanym kiwnięciem głowy. Pragnęłam tego,
pragnęłam się z nim połączyć, pragnęłam być w nim. Nawet nie poczułam, jak
podniósł mnie z kanapy, jak przeniósł mnie przez salon. Po prostu zanim
zdążyłam się zorientować, co się dzieje, już byliśmy w sypialni. Zresztą jakie
to miało teraz znaczenie? Żadne. Teraz już nie umiałam nad sobą zapanować.
Podniecenie mnie zaślepiło. Moje ręce latały po jego plecach jak szalone.
Zdarłam koszulkę z jego ciała. Jego dotyk sprawiał, że na moich dłoniach
rodziły się dreszcze. Czułam, że więź, która już zdążyła pokryć się rdzą,
ponownie się odradza, tylko jeszcze potężniejsza niż kiedyś. Bo nasza miłość
jest potężniejsza. Nasza miłość osiągnęła tak wysoki poziom, że nic ani nikt
nie miał praw i sił, by ją zniszczyć. Nikt.
świetny odcinek :) Taki romantyczny... ;)
OdpowiedzUsuńBiedny Jeff xD