piątek, 7 września 2012

CZĘŚĆ III PART VII


Przewracałam się z boku na bok, próbując pozbyć się natłokiem myśli z mojej głowy. W końcu zrezygnowałam ze spania i po prostu leżałam, wpatrując się w sufit. Słyszałam dziwne dźwięki dochodzące z kuchni. Nie wiem, co moja mama kombinowała, ale na pewno tym swoim kombinowaniem obudziła pół bloku. Mi to właściwie nie przeszkadzało. Moje myśli zagłuszyły to wszystko, poza nimi nic do mnie nie docierało. A wszystko kłębiło się wokół tej osoby. Wokół Davida. Miałam miliard pytań, na które sama nie potrafiłam odpowiedzieć. A pragnęłam znać odpowiedź chociaż na jedno. Takie, które wszystko by rozwiązało. Czy ta noc to był tylko nicnieznaczący przypadek? Czy to dziecko nie pojawiło się po to, by nas połączyć? Czy ja jestem w stanie spróbować po raz trzeci? Czy jestem w stanie go pokochać tak jak kiedyś? Czy my możemy stworzyć szczęśliwą rodzinę? Czy miłość jest naszym przeznaczeniem? A co jeśli to kolejna pomyłka? Znowu mam zostać zraniona? Znowu mam zostać oszukana? Znowu mam przez kilka lat usiłować zapomnieć o przeszłości? Nie chcę już tak żyć. Boję się. Boję się ryzyka, boję się jego. Boję się kolejnego rozczarowania. Okej, ale co jeśli to prawdziwa miłość? Wypuszczę z dłoni prawdziwy diament. Bo on przecież nie będzie wiecznie na mnie czekał. Mam żałować aż do śmierci, że nie spróbowałam? A może nawet po śmierci? Któż to wie... Ideału nigdy nie znajdziesz, tak powiedział Pierre. No właśnie, nie ma człowieka bez wad. A jednak ludzie się kochają. Teraz to do mnie dotarło. Miłość polega na tym, by zaakceptować wady drugiej osoby. David już dawno zdążył zaakceptować moje. I wciąż czekał na mój ruch. Czekał, aż zrozumiem. Tylko czy ja zrozumiałam? Czy to wszystko do mnie dotarło? I najważniejsze: Czy ja jestem w stanie zaakceptować jego wady? To na pewno łatwe nie będzie. Ale jeśli go kocham... tylko czy ja go kocham? Czy on mnie kocha?
Na te pytania mogę poznać odpowiedź w tylko jeden sposób.
Zerwałam się z łóżka. Wciągnęłam na koszulę nocną jakieś spodnie i bluzę. Chwyciłam kluczyki od samochodu i w jednej chwili zamarłam. Przecież ja nawet nie wiem, gdzie on mieszka. Złapałam się za głowę i rzuciłam w stronę mojej komórki. Szybko odszukałam numer do Pierre’a. Przez jakąś minutę czekałam zniecierpliwiona, aż raczy odebrać telefon. W końcu usłyszałam jakiś niezrozumiały bełkot. Jęknęłam w duchu. No tak, David przecież mówił, że wypił parę piw. Szybko się rozłączyłam, nie wyjaśniając nic i pospiesznie zadzwoniłam do Jeff’a.
-Kate... Jest druga w nocy! – usłyszałam prawie natychmiast jego zaspany i niechętny jęk – Normalni ludzie o tej porze śpią...
-Jeff! – krzyknęłam podekscytowana, przerywając jego marudzenie – Jeff, musisz mi pomóc!
-Teeeeeeraz? – zapytał, nie ukrywając potężnego ziewnięcia.
-Koniecznie teraz! Mógłbyś zjawić się pod moim domem?
-Kiedy?
-NO TERAZ!
-Kate, zwariowałaś, prawda?
-Być może tak. Będziesz?
-No jasne. Zaraz przyjadę.
Schowałam komórkę do kieszeni i wyleciałam z pokoju. Ubrałam jakieś adidasy i wybiegłam na dwór. Było mi zimno, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Drżałam, zastanawiając się, co ja właściwie wyprawiam. Czułam, że powinnam tak zrobić, że postępuję właściwie. Jeff nawet nie pytał, po co to robię. Albo w ogóle nie przejmował się tym co się dzieje, albo moje zachowanie uznał za pogmatwane i nie chciał mieszać sobie w mózgu. Ja bym obstawiała to pierwsze. Był tak bardzo zmęczony, że ledwo panował nad kierownicą. Dobrze, że tej nocy akurat w Montrealu wiało pustką. I że Jeff nie potrzebował mózgu, by dojechać do Dave’a. Na szczęście trasę miał już wbudowaną w głowę.
-Ostatnie piętro, numer 147. Chyba – odezwał się Stinco, stając przed jakimś apartamentowcem. Pocałowałam go w policzek z wdzięcznością i wyskoczyłam z samochodu. Zanim jeszcze zdążyłam zamknąć drzwiczki, usłyszałam jego głos:
-Następnym razem, jak będziesz robić takie wypady, zadzwoń do Pierre’a. On jest zwykle dostępny 24 godziny na dobę.
-Myślisz, że nie próbowałam? – zapytałam, zamykając drzwi. Stanęłam przed blokiem, wzięłam głęboki wdech i spojrzałam w górę. Budynek był na tyle wysoki, że omal nie straciłam równowagi. Wzruszyłam ochoczo ramionami i wbiegłam do środka. Z walącym serduchem wspinałam się w górę, przeskakując schody po trzy. Nie zastanawiałam się nad tym, co zrobię, co powiem, wszystko pozostawiałam improwizacji.
Zatrzymałam się dopiero przed drzwiami ze złotymi połyskującymi numerami 1, 4 i 7. Uniosłam dłoń do góry, by zadzwonić. Drżała. Drżała tak bardzo, że nie mogłam tego drżenia pohamować. Oddychałam szybko i głęboko, jakby w ciągu sekundy miało zabraknąć tlenu. Moja ręka sama opadła na klamkę. Czułam, że powinnam wejść. Więc otworzyłam drzwi i weszłam. Od razu go zauważyłam. Siedział na kanapie, dokładnie naprzeciw mnie i wpatrywał się w ścianę tak bardzo intensywnie, że o mało co nie wywiercił swoim wzrokiem dziury. Początkowo nawet mnie nie zauważył. Mogłabym spokojnie go okraść, ale przecież nie po to tu przyszłam. Powoli zaczynałam się zbliżać. Kątem oka zobaczyłam butelkę po winie, prawie nieruszoną. Przełknęłam ślinę.
-Kate... – wyszeptał, nadal wpatrując się w tę ścianę – Kate, po co tu przyszłaś?
-Nie mam pojęcia – odparłam, siadając obok niego i opierając głowę na jego ramieniu. David niepewnie przyciągnął mnie do siebie. Poczułam przyjemne ciepło rozchodzące się po całym moim ciele. Tak wyglądała rodzina. On, ona i ono. Szczęśliwa rodzina. Ja pragnęłam takiej rodziny. Pragnęłam, by on był przy mnie i dziecku, pragnęłam, by mnie kochał i pragnęłam go kochać.
-Dave... – wyszeptałam – Dave, myślisz, że możemy jeszcze raz spróbować?
Czarnowłosy spojrzał na mnie. Nie odpowiedział nic, tylko jeszcze mocniej mnie przytulił. Czułam, jak jego serce szybko bije. Nie chciałam, by to zniknęło, było mi bardzo dobrze. A mogło być jeszcze lepiej. Moje oczy spoczęły na jego tęczówkach, przepełnionych miłością i nadzieją, które można by sprzedawać na targu w kilogramach. Zbliżyłam swoją twarz do jego twarzy. Wciąż jeszcze nie byłam pewna, czy tego chcę, czy postępuję właściwie. Ale wiedziałam, że jeśli nie spróbuję, to nigdy nie odpowiem sobie na te pytania. Jego wargi potrafiły sprawić, że moje ciało stawało się mu całkowicie posłuszne. Potrafiły zaczarować mnie tak, że w jednej chwili zmieniałam się w najszczęśliwszego człowieka na tej ziemi. I tym razem nie było inaczej. Przymknęłam oczy, oddając pocałunki. Czułam się cudownie, a nawet o wiele lepiej niż cudownie. Zatopiłam dłonie w lawinie jego kruczoczarnych włosów. Chciałam, by ta chwila trwała wiecznie, by czas stanął w miejscu, by świat zniknął i tylko on pozostał. Wszystkie problemy, pytania, wątpliwości rozpłynęły się. I tylko jedno, jedyne uczucie wisiało nad nami przez cały czas. Miłość. Jego delikatny język błądził delikatnie po moim podniebieniu, sprawiając mi niesamowitą przyjemność. Moje ręce same wkradły się pod jego koszulkę.
-Na pewno? – zapytał jeszcze, na chwilę odklejając się ode mnie. Potwierdziłam to zdecydowanym kiwnięciem głowy. Pragnęłam tego, pragnęłam się z nim połączyć, pragnęłam być w nim. Nawet nie poczułam, jak podniósł mnie z kanapy, jak przeniósł mnie przez salon. Po prostu zanim zdążyłam się zorientować, co się dzieje, już byliśmy w sypialni. Zresztą jakie to miało teraz znaczenie? Żadne. Teraz już nie umiałam nad sobą zapanować. Podniecenie mnie zaślepiło. Moje ręce latały po jego plecach jak szalone. Zdarłam koszulkę z jego ciała. Jego dotyk sprawiał, że na moich dłoniach rodziły się dreszcze. Czułam, że więź, która już zdążyła pokryć się rdzą, ponownie się odradza, tylko jeszcze potężniejsza niż kiedyś. Bo nasza miłość jest potężniejsza. Nasza miłość osiągnęła tak wysoki poziom, że nic ani nikt nie miał praw i sił, by ją zniszczyć. Nikt.

1 komentarz: