piątek, 28 września 2012

CZĘŚĆ III PART XI


Zatrzymałem się przed drzwiami do jej mieszkania. Czułem się prawie tak fatalnie, jak wtedy, gdy przyszedłem zapytać, czy dziecko, które nosi w brzuchu, jest moje. Wziąłem głęboki wdech i zapukałem. Dopiero wtedy zacząłem panikować i zastanawiać się nad tym, co zrobiłem. A zanim zdążyłem swobodnie pomyśleć, drzwi przede mną się otwierały, ukazując zasmuconą twarz Kate. Po chwili uśmiech rozjaśnił jej policzki, a także dodał mi swego rodzaju odwagi.
-Nareszcie jesteś - pocałowała mnie delikatnie w policzek – Powoli zaczynałam się martwić, że coś się stało. Wejdź – cofnęła się zapraszając mnie do środka.
-Przepraszam za spóźnienie – odezwałem się nieśmiało, przekraczając próg - Musiałem coś jeszcze ważnego załatwić. A właśnie! – wyciągnąłem w jej stronę bukiet kwiatów, których nazwy Jeff nie mógł sobie przypomnieć – Dla ciebie – zanim zdążyłem uświadomić sobie pomyłkę, ona już  ze łzami w oczach zaczęła wyrywać mi kwiaty z rąk – Ups... Przepraszam, te są dla ciebie – wysunąłem zza pleców róże i przez chwilę się zawahałem. A jeśli to te drugie? – Cholera... Znaczy... Kij z tym.
Kate zachichotała i pocałowała mnie w czoło.
-Jesteś słodki jak się tak denerwujesz.
-Aż tak to po mnie widać?! – zapytałem przerażony.
-Aż tak – usłyszałem zza pleców swojej dziewczyny cichy już dawno nie słyszany głos. Właściwie to ona pojawiła się znikąd. Jak duch. Dosłownie. Na moim ciele pojawiły się dreszcze. Ta kobieta mnie przerażała, nie wiem, dlaczego. Być może swoim spokojem i czujnym wzrokiem.
-Proszę – przypomniałem sobie o kwiatach i wyciągnąłem bukiet w jej stronę. Ona spojrzała na nie z nieufnością, ale dostrzegłem na jej twarzy niewielki uśmiech.
-Zmieniłeś się, Davidzie Desrosiersie – oznajmiła tajemniczo. Spojrzałem na Kate, a ona wzruszyła ramionami.
-Za to pani w ogóle – odparłem pewnie – Jakby się pani zatrzymała w czasie, nic się pani nie starzeje.
-Próbujesz nabrać mnie na słabe komplementy – mama Kate ruszyła w stronę kuchni, ale nie przerwała swojego monologu – Kilka lat temu obiecałam sobie, że nie pozwolę tobie przekroczyć progu tego domu...
-Mamo! – usłyszałem pisk mojej dziewczyny.
-Daj mi skończyć, Kate. Zaprosiłam cię tu tylko ze względu na córkę, która chciała mi udowodnić, że mylę się co do waszego związku. David, już dwa razy próbowaliście. Myślisz, że wam się uda po raz trzeci? – kobieta pojawiła się tuż obok Kate, już bez kwiatów w dłoniach, zabrała dziewczynie róże i z powrotem wróciła do kuchni.
-Tak – odpowiedziałem od razu na jej pytanie – Tak, myślę, że nam się uda. Teraz jesteśmy o wiele mądrzejsi niż przed laty. No i łączy nas coś jeszcze – z miłością spojrzałem na brzuch Kate. Jej mama jakby to zauważyła, bo zaraz usłyszeliśmy jej głos:
-No tak, dziecko... Nie podoba mi się, że talk bez ślubu, no ale... w końcu wy też nie chcieliście.
-Mamo! – jęknęła Kate, nie za bardzo wiedząc, jak ma się zachować, żeby nikogo nie urazić – Proszę cię!
-No już dobrze, dobrze – wymruczała pod nosem kobieta, ponownie zjawiając się obok nas – Tak czy inaczej David... Czuj się jak u siebie w domu.
„Po takim przywitaniu to na pewno będę się czuł tutaj swobodnie” – pomyślałem, ale nie powiedziałem tego na głos, tylko podziękowałem, jak nakazywała kultura i dobre wychowanie. Podążyłem za Kate do salonu, gdzie stał już niewielki okrągły stolik uginający się od przeróżnych smakołyków.
-Łał... – zachwyciłem się – Ale się napracowałyście! Kto to wszystko zje? Nasze całe simple plan z Pierre’em na czele by sobie nie poradziło – roześmiałem się.
-No co ty, przecież to Pierre – zachichotała Kate – Jego żołądek przyjmuje o wiele więcej niż normalnego człowieka.
Przez te kilka godzin, które spędziłem przy stole wraz z Kate i jej mamą starałem się być naturalny, choć obie kobiety, a już na pewno Kate zauważyły moje zdenerwowanie. Wciąż czułem, jak pudełko z pierścionkiem pali mnie w udo, przypominając o sobie. Ale ja się bałem. Bałem się nie tylko odpowiedzi Katem, ale i jej mamy. I choć powitanie zabrzmiało wyjątkowo chłodno, przez resztę kolacji starała się być ciepła, to mimo wszystko w jakiś sposób jej się bałem, trzymałem przed nią respekt. Atakowała mnie chorobliwa nieśmiałość, chociaż zwykle należałem do naprawdę odważnych ludzi, nawet w kontaktach z obcymi, bo przecież tak naprawdę nie znam naszych fanów. W ogóle nie dawałem poznać prawdziwego Davida Desrosiersa. Głównie Kate podtrzymywała rozmowę. Zdawałem sobie sprawę z tego, że dziewczyna boi się zostawić mnie ze swoją matką sam na sam, bo przecież nie wiadomo, co kobiecie mogłoby strzelić do głowy.
Mimo wszystko jednak Kate musiała nas opuścić, tłumacząc się toaletą. Przy stole zapadła cisza, czyli to, czego obawiałem się najbardziej. Wpatrywałem się we własne dłonie jakbym próbował sparzyć je wzrokiem. Ku mojemu zaskoczeniu z moich ust wyleciały słowa:
-Chciałbym oświadczyć się Kate.
Kobieta nawet nie zadrżała. Miałem wrażenie, że nie usłyszała, co powiedziałem, ale mimo to wiedziałem, że to zdanie dotarło do jej głowy.
-Chciałbym wiedzieć, czy pani nie ma nic przeciwko – kontynuowałem.
-Mam – przerwała mi kobieta, unosząc głowę do góry – Mam coś przeciwko, ale przecież nie jestem głupia i wiem, że bez względu na to, co ja powiem, ty i tak dasz jej ten cholerny pierścionek.
-Ma pani rację – potwierdziłem zgodnie z prawdą.
-Ale ja i tak wyklepię te parę słów – przełknąłem ślinę, czując, jak całe jedzenie, które zjadłem przewraca mi się w żołądku. Spodziewałem się ostrych, raniących słów w moim kierunku i właściwie to byłem na nie przygotowany – To jest decyzja Kate, ja nie zamierzam mieszać się jej w życie. Jeśli ona się zgodzi, to wiedz, że masz też moją zgodę. Mi zależy tylko i wyłącznie na jej szczęściu. Jeśli będziesz ją kochał i szanował, to weźcie ten ślub. Mam tylko nadzieję, że nie robisz tego ze względu na dziecko, tylko wyłącznie ze względu na Kate. Wiedz, że nadal nie zdobyłeś mojej sympatii, ale zapunktowałeś sobie dzisiejszym wieczorem i tym, że znalazłeś odwagę, by zapytać.
Z każdym jej kolejnym słowem robiło mi się coraz lżej na sercu. Cholernie się cieszyłem, że udało mi się wydusić te kilka słów przed mamą Kate. I chociaż to nie były szczególnie miłe słowa, to wiedziałem, że w ustach tej kobiety znaczą naprawdę wiele. No i najważniejsze, mam jej zgodę. Mam jej zgodę, co oznacza, że wystarczy tylko zapytać Kate. Westchnąłem cicho. Tyle że zapytanie Kate wymaga ode mnie jeszcze więcej odwagi, chociaż kocham moją dziewczynę i mogę powiedzieć jej wszystko. Byle bez kłamstw i oszustw. No właśnie, tylko czy to nie będzie oszustwo? Czy ja naprawdę chcę tego ślubu? Czy ja nie robię tego z przymusu? Nie chciałem tego, nie chciałem jej oszukiwać.
Nadal nad tym myślałem, gdy wróciła Kate. Dopiero wtedy przypadkiem zerknąłem przez okno. Ciemność już dawno rozchyliła nad Montrealem swoje zasłony. Zerwałem się, wpatrując się w tarczę zegara.
-Będę musiał się zbierać – wymamrotałem trochę z żalem, czując, jak pierścionek pali mnie w udo. Nie, teraz tego nie mogę zrobić. Jeszcze nie jestem na to gotowy.
-Przejdę się kawałek z tobą –uśmiechnęła się dziewczyna, przytulając się delikatnie do mnie. Ona także nie chciała się rozstawać.
-Może lepiej zostań... – zerknąłem niepewnie na jej brzuch, co nie uszło uwadze mojej dziewczyny.
-Przestań! – prychnęła – Nic mi się nie stanie! Zresztą będę z tobą. Z tobą zawsze jest bezpiecznie.
-Ale..
-David, mam ochotę iść na spacer i pójdę tak czy inaczej. A chyba lepiej będzie, jak pójdę z tobą, prawda? – zamilkła na chwilę, wpatrując się w moją twarz, a potem z zadowoleniem pokiwała głową, zauważając, że nie zamierzam się już odzywać- Mamo...
-Tak, oczywiście. Poradzę sobie - kobieta odprowadziła nas do holu i czujnie obserwowała, jak się ubieramy. Wyczułem, że nadal nie do końca mi ufa.
-Miło było panią zobaczyć – powoli do niej podszedłem i pocałowałem w dłoń, wiedząc, że tak powinno się postąpić. Ona zarumieniła się lekko, wyraźnie zaskoczona moim gestem.
-Mnie również – odparła niemal bez szorstkości. Ruszyłem ku drzwiom, otworzyłem  je i spojrzałem na Kate, chcąc wymusić na niej, by wyszła pierwsza –David! – usłyszałem jeszcze z ust kobiety. Odwróciłem się w jej stronę i omal się nie przewróciłem. Ona uśmiechała się. Uśmiechała się szczerze, no i z czymś na kształt sympatii – Mam nadzieję, że jeszcze nie raz zobaczę cię w moim domu.
Odwdzięczyłem się tym samym, czyli także szczerym uśmiechem i delikatnie zamknąłem drzwi. 

2 komentarze:

  1. Kurcze, na co on czeka? xD
    Dobrze, że chociaż jej mama się zgodziła ;)
    Świetny part, z niecierpliwością czekam na następny ;D

    OdpowiedzUsuń