Zatrzymałem się przed drzwiami do jej mieszkania. Czułem
się prawie tak fatalnie, jak wtedy, gdy przyszedłem zapytać, czy dziecko, które
nosi w brzuchu, jest moje. Wziąłem głęboki wdech i zapukałem. Dopiero wtedy
zacząłem panikować i zastanawiać się nad tym, co zrobiłem. A zanim zdążyłem
swobodnie pomyśleć, drzwi przede mną się otwierały, ukazując zasmuconą twarz
Kate. Po chwili uśmiech rozjaśnił jej policzki, a także dodał mi swego rodzaju
odwagi.
-Nareszcie jesteś - pocałowała mnie delikatnie w policzek
– Powoli zaczynałam się martwić, że coś się stało. Wejdź – cofnęła się
zapraszając mnie do środka.
-Przepraszam za spóźnienie – odezwałem się nieśmiało,
przekraczając próg - Musiałem coś jeszcze ważnego załatwić. A właśnie! –
wyciągnąłem w jej stronę bukiet kwiatów, których nazwy Jeff nie mógł sobie
przypomnieć – Dla ciebie – zanim zdążyłem uświadomić sobie pomyłkę, ona
już ze łzami w oczach zaczęła wyrywać mi
kwiaty z rąk – Ups... Przepraszam, te są dla ciebie – wysunąłem zza pleców róże
i przez chwilę się zawahałem. A jeśli to te drugie? – Cholera... Znaczy... Kij
z tym.
Kate zachichotała i pocałowała mnie w czoło.
-Jesteś słodki jak się tak denerwujesz.
-Aż tak to po mnie widać?! – zapytałem przerażony.
-Aż tak – usłyszałem zza pleców swojej dziewczyny cichy
już dawno nie słyszany głos. Właściwie to ona pojawiła się znikąd. Jak duch.
Dosłownie. Na moim ciele pojawiły się dreszcze. Ta kobieta mnie przerażała, nie
wiem, dlaczego. Być może swoim spokojem i czujnym wzrokiem.
-Proszę – przypomniałem sobie o kwiatach i wyciągnąłem
bukiet w jej stronę. Ona spojrzała na nie z nieufnością, ale dostrzegłem na jej
twarzy niewielki uśmiech.
-Zmieniłeś się, Davidzie Desrosiersie – oznajmiła
tajemniczo. Spojrzałem na Kate, a ona wzruszyła ramionami.
-Za to pani w ogóle – odparłem pewnie – Jakby się pani
zatrzymała w czasie, nic się pani nie starzeje.
-Próbujesz nabrać mnie na słabe komplementy – mama Kate
ruszyła w stronę kuchni, ale nie przerwała swojego monologu – Kilka lat temu
obiecałam sobie, że nie pozwolę tobie przekroczyć progu tego domu...
-Mamo! – usłyszałem pisk mojej dziewczyny.
-Daj mi skończyć, Kate. Zaprosiłam cię tu tylko ze
względu na córkę, która chciała mi udowodnić, że mylę się co do waszego
związku. David, już dwa razy próbowaliście. Myślisz, że wam się uda po raz
trzeci? – kobieta pojawiła się tuż obok Kate, już bez kwiatów w dłoniach,
zabrała dziewczynie róże i z powrotem wróciła do kuchni.
-Tak – odpowiedziałem od razu na jej pytanie – Tak,
myślę, że nam się uda. Teraz jesteśmy o wiele mądrzejsi niż przed laty. No i
łączy nas coś jeszcze – z miłością spojrzałem na brzuch Kate. Jej mama jakby to
zauważyła, bo zaraz usłyszeliśmy jej głos:
-No tak, dziecko... Nie podoba mi się, że talk bez ślubu,
no ale... w końcu wy też nie chcieliście.
-Mamo! – jęknęła Kate, nie za bardzo wiedząc, jak ma się
zachować, żeby nikogo nie urazić – Proszę cię!
-No już dobrze, dobrze – wymruczała pod nosem kobieta,
ponownie zjawiając się obok nas – Tak czy inaczej David... Czuj się jak u
siebie w domu.
„Po takim przywitaniu to na pewno będę się czuł tutaj swobodnie”
– pomyślałem, ale nie powiedziałem tego na głos, tylko podziękowałem, jak
nakazywała kultura i dobre wychowanie. Podążyłem za Kate do salonu, gdzie stał
już niewielki okrągły stolik uginający się od przeróżnych smakołyków.
-Łał... – zachwyciłem się – Ale się napracowałyście! Kto
to wszystko zje? Nasze całe simple plan z Pierre’em na czele by sobie nie
poradziło – roześmiałem się.
-No co ty, przecież to Pierre – zachichotała Kate – Jego
żołądek przyjmuje o wiele więcej niż normalnego człowieka.
Przez te kilka godzin, które spędziłem przy stole wraz z
Kate i jej mamą starałem się być naturalny, choć obie kobiety, a już na pewno
Kate zauważyły moje zdenerwowanie. Wciąż czułem, jak pudełko z pierścionkiem
pali mnie w udo, przypominając o sobie. Ale ja się bałem. Bałem się nie tylko
odpowiedzi Katem, ale i jej mamy. I choć powitanie zabrzmiało wyjątkowo
chłodno, przez resztę kolacji starała się być ciepła, to mimo wszystko w jakiś
sposób jej się bałem, trzymałem przed nią respekt. Atakowała mnie chorobliwa
nieśmiałość, chociaż zwykle należałem do naprawdę odważnych ludzi, nawet w
kontaktach z obcymi, bo przecież tak naprawdę nie znam naszych fanów. W ogóle
nie dawałem poznać prawdziwego Davida Desrosiersa. Głównie Kate podtrzymywała
rozmowę. Zdawałem sobie sprawę z tego, że dziewczyna boi się zostawić mnie ze
swoją matką sam na sam, bo przecież nie wiadomo, co kobiecie mogłoby strzelić
do głowy.
Mimo wszystko jednak Kate musiała nas opuścić, tłumacząc
się toaletą. Przy stole zapadła cisza, czyli to, czego obawiałem się
najbardziej. Wpatrywałem się we własne dłonie jakbym próbował sparzyć je
wzrokiem. Ku mojemu zaskoczeniu z moich ust wyleciały słowa:
-Chciałbym oświadczyć się Kate.
Kobieta nawet nie zadrżała. Miałem wrażenie, że nie
usłyszała, co powiedziałem, ale mimo to wiedziałem, że to zdanie dotarło do jej
głowy.
-Chciałbym wiedzieć, czy pani nie ma nic przeciwko –
kontynuowałem.
-Mam – przerwała mi kobieta, unosząc głowę do góry – Mam
coś przeciwko, ale przecież nie jestem głupia i wiem, że bez względu na to, co
ja powiem, ty i tak dasz jej ten cholerny pierścionek.
-Ma pani rację – potwierdziłem zgodnie z prawdą.
-Ale ja i tak wyklepię te parę słów – przełknąłem ślinę,
czując, jak całe jedzenie, które zjadłem przewraca mi się w żołądku.
Spodziewałem się ostrych, raniących słów w moim kierunku i właściwie to byłem
na nie przygotowany – To jest decyzja Kate, ja nie zamierzam mieszać się jej w
życie. Jeśli ona się zgodzi, to wiedz, że masz też moją zgodę. Mi zależy tylko
i wyłącznie na jej szczęściu. Jeśli będziesz ją kochał i szanował, to weźcie
ten ślub. Mam tylko nadzieję, że nie robisz tego ze względu na dziecko, tylko
wyłącznie ze względu na Kate. Wiedz, że nadal nie zdobyłeś mojej sympatii, ale
zapunktowałeś sobie dzisiejszym wieczorem i tym, że znalazłeś odwagę, by
zapytać.
Z każdym jej kolejnym słowem robiło mi się coraz lżej na
sercu. Cholernie się cieszyłem, że udało mi się wydusić te kilka słów przed
mamą Kate. I chociaż to nie były szczególnie miłe słowa, to wiedziałem, że w
ustach tej kobiety znaczą naprawdę wiele. No i najważniejsze, mam jej zgodę.
Mam jej zgodę, co oznacza, że wystarczy tylko zapytać Kate. Westchnąłem cicho.
Tyle że zapytanie Kate wymaga ode mnie jeszcze więcej odwagi, chociaż kocham
moją dziewczynę i mogę powiedzieć jej wszystko. Byle bez kłamstw i oszustw. No
właśnie, tylko czy to nie będzie oszustwo? Czy ja naprawdę chcę tego ślubu? Czy
ja nie robię tego z przymusu? Nie chciałem tego, nie chciałem jej oszukiwać.
Nadal nad tym myślałem, gdy wróciła Kate. Dopiero wtedy
przypadkiem zerknąłem przez okno. Ciemność już dawno rozchyliła nad Montrealem
swoje zasłony. Zerwałem się, wpatrując się w tarczę zegara.
-Będę musiał się zbierać – wymamrotałem trochę z żalem,
czując, jak pierścionek pali mnie w udo. Nie, teraz tego nie mogę zrobić.
Jeszcze nie jestem na to gotowy.
-Przejdę się kawałek z tobą –uśmiechnęła się dziewczyna,
przytulając się delikatnie do mnie. Ona także nie chciała się rozstawać.
-Może lepiej zostań... – zerknąłem niepewnie na jej
brzuch, co nie uszło uwadze mojej dziewczyny.
-Przestań! – prychnęła – Nic mi się nie stanie! Zresztą
będę z tobą. Z tobą zawsze jest bezpiecznie.
-Ale..
-David, mam ochotę iść na spacer i pójdę tak czy inaczej.
A chyba lepiej będzie, jak pójdę z tobą, prawda? – zamilkła na chwilę,
wpatrując się w moją twarz, a potem z zadowoleniem pokiwała głową, zauważając,
że nie zamierzam się już odzywać- Mamo...
-Tak, oczywiście. Poradzę sobie - kobieta odprowadziła
nas do holu i czujnie obserwowała, jak się ubieramy. Wyczułem, że nadal nie do
końca mi ufa.
-Miło było panią zobaczyć – powoli do niej podszedłem i
pocałowałem w dłoń, wiedząc, że tak powinno się postąpić. Ona zarumieniła się
lekko, wyraźnie zaskoczona moim gestem.
-Mnie również – odparła niemal bez szorstkości. Ruszyłem
ku drzwiom, otworzyłem je i spojrzałem
na Kate, chcąc wymusić na niej, by wyszła pierwsza –David! – usłyszałem jeszcze
z ust kobiety. Odwróciłem się w jej stronę i omal się nie przewróciłem. Ona
uśmiechała się. Uśmiechała się szczerze, no i z czymś na kształt sympatii – Mam
nadzieję, że jeszcze nie raz zobaczę cię w moim domu.
Odwdzięczyłem się tym samym, czyli także szczerym
uśmiechem i delikatnie zamknąłem drzwi.
Kurcze, na co on czeka? xD
OdpowiedzUsuńDobrze, że chociaż jej mama się zgodziła ;)
Świetny part, z niecierpliwością czekam na następny ;D
Faje :)
OdpowiedzUsuń