wtorek, 18 września 2012

CZĘŚĆ III PART IX


NARRACJA DAVE’A

Pusta butelka po wodzie wciąż wirowała po stole, jakby usiłując odszukać nieodpowiedzialnego właściciela, który nie dopilnował, by wylądowała w śmietniku. Należała chyba do Pierre’a, chociaż tak naprawdę sam nie byłem tego pewien. Wciąż zmuszałem ją, by się kręciła, nie pozwalając nawet na sekundę odpoczynku. Wciąż myślałem tylko o jej pięknym głosie, o jej szerokim uśmiechu i o przeszłości. O naszym związku. Tak bardzo pragnąłem, by nam się udało. A jednak, los potrafi płatać figle. Spieprzyłem już dwa razy. A jeśli i tym razem wszystko zepsuję? Co wtedy z Kate? Przecież ona tego nie przetrwa. Ma tak kruche serce, że ono pęknie, gdy tylko niewłaściwie postąpię. A nie chcę jej zranić.
-Co się dzieje, Dave? – Chuck, Jeff i Seb przysiedli się do stołu. Najwyraźniej przestało ich bawić gapienie się na zrozpaczonego Pierre’a, po raz setny śpiewającego ten sam refren piosenki – Rano miałeś taki nastrój, ze prawie po lampach skakałeś. Teraz nawet Pierre cię nie śmieszy.
-A nic właściwie... – westchnąłem.
-Nic?  - błękitnooki prychnął – Bo ktoś ci uwierzy...
-Już zdążyłeś się pokłócić z Kate? – zachichotał Jeff, za co oberwał morderczym spojrzeniem od Chuck’a.
-No właśnie – westchnąłem ciężko – Nawet wy macie wrażenie, że to długo nie pociągnie...
-Dave, przecież ten cymbał żartował...
Wzruszyłem ramionami, zatrzymując butelkę. wskazywała na Seb’a.
-Żartował czy nie, ale miał rację. Na pewno znowu coś spieprzę. Powiedzcie mi, po co ja znowu się w to mieszam... Żeby ją zranić? Cholera, miałem tylko pogadać z nią o tym dziecku... A znowu ze sobą spaliśmy. Cholera no! – złapałem się za głowę – Dlaczego ja nie mogłem się powstrzymać?
-David, zamknij się i przestań pleść głupoty – warknął Chuck – Ty i Kate jesteście dla siebie stworzeni.
-Myślisz, że dlaczego wciąż do siebie wracacie? Bo nie możecie bez siebie wytrzymać! – dodał Jeff – Słuchaj, my mieliśmy z każdym z osobna kontakt, gdy się do siebie nie odzywaliście. To się czuło z daleka, że jedno ciągnie do drugiego.
-A to dziecko? – zasugerował Seb – Myślisz, że to przypadek? Dave, uwierz w przyszłość tego związku, bo na razie tylko wiary ci brakuje.
-A jeśli znowu wszystko się rozwali? – zapytałem cicho – Boję się. Boję się, że to nie przetrwa.
Seb, Chuck i Jeff westchnęli w tym samym momencie. Czułem na sobie ich wzrok, chyba nie mieli pojęcia, co powiedzieć. Tak jak myślałem na samym początku, nie mieli żadnych pomysłów.
-RANY! Ten producent mnie wykończy! – Pierre wyskoczył z pokoju nagraniowego jakby brakowało tam tlenu – Mój głos niedługo zniknie! Wy też słyszycie, jak mocno jest już zszargany? – brunet złapał się za gardło, jęcząc niemiłosiernie. Tak było zawsze po każdej piosence – Widzę, że się przejęliście – burknął, zauważając, że nikt go nie słucha – Dzięki bardzo – chwycił butelkę wody, chcąc ją odkręcić.
-Mamy poważniejszy problem – wymruczał Seb.
-Poważniejszy problem niż moje gardło?! Ludzie, wy nie zdajecie sobie sprawy z tego, kim ja jestem w Simple Plan!?  Beze mnie ten zespół...
-Pie, zamknij się z łaski swojej! Nie widzisz, że Dave ma problem?
-Dave ma problem? A to żadna nowość – machnął lekceważąco dłonią – Dave, przestań wreszcie martwić się swoim życiem, bo przeleci, zanim zdążysz się obejrzeć. Mówię ci, korzystaj, póki możesz, bo nie wiadomo, kiedy to wszystko się skończy.
Westchnąłem ciężko. Pierre ma rację, powinienem postawić wszystko na jedną kartę. Zaryzykować. Żyć chwilą, a nie ciągle patrzeć w przyszłość. Nie przejmować się kolejnym nieudanym związkiem, bo przecież będzie następny. Tak wygląda życie Pierre’a. Szkoda tylko, że ja tak nie potrafię. Nie potrafię traktować dziewczyn jak przedmiotów. Nie potrafię żyć stylem Bouviera.
-Pie, to całkiem inna sprawa – wytłumaczył cierpliwie Jeff – Chodzi o Kate.
-A co z Kate? – zapytał zdziwiony brunet – Przecież jesteście parą, tak? Nic tylko żyć!
-Nic tylko żyć... – powtórzyłem cicho– Pie, jakie twoje życie jest proste. Ja nie mogę jej zranić. Ja ją kocham i chcę spędzić z nią całe życie.
-No i w czym problem?
-Pomyśl trochę! Już dwa razy nam się nie udało! Co jeśli nad naszym związkiem ciąży jakaś klątwa? Co jeśli teraz też coś zniszczę?! Znowu nie przetrwamy! A... moje życie bez niej w ogóle nie będzie miało sensu...
-I tym cały czas się maltretujesz?! – brunet odłożył opróżnioną już butelkę na stół i śmiejąc się głośno, poczochrał mnie po włosach – To ożeń się z nią – wzruszył ramionami.
-Ożenić się?! Zwariowałeś?!  - wrzasnąłem, na serio zastanawiając się, czy on czasem nie postradał zmysłów.
-Tak! – klasnął w dłonie Chuck – Genialne! Pierre ma rację!
Spojrzałem na niego, myśląc, że żartuję. Nie żartował. A Seb i Jeff także zdawali się być bardzo zadowoleni ze wspaniałego pomysłu wokalisty simple plan. On sam wpatrywał się we mnie, opierając się o ścianę i czekając na pochwałę z moich ust. Nie doczekał się jej.
-Oszaleliście, prawda? – zapytałem, patrząc na ich podniecone uśmiechy – Oszaleliście? Mam oświadczyć się Kate, chociaż jesteśmy razem niespełna dzień?
-A jakie to ma teraz znaczenie? Kochacie się, tak? To na co czekać! Będzie was łączyło małżeństwo, czyli tak łatwo tego nie zniszczycie! Tak, Dave, to najlepsze rozwiązanie.
-A... Ale przecież... Ona za pół roku urodzi dziecko! Jak my mamy teraz zajmować się ślubem i całą tą resztą?!
-No tak, trzeba będzie zrobić wesele jeszcze przed narodzinami tego dziecka. Później będziecie mieć trochę na głowie... No ale przecież damy radę! Masz nas, nie zostawimy cię z masą problemów na głowie! W końcu jesteśmy przyjaciółmi!
-Chłopaki...Ślub to poważna decyzja... Ja nie wiem...
-Dave, powiedziałeś, że chcesz z nią być do końca życia. Kochasz ją, a ona kocha ciebie, my to widzimy. Prędzej czy później to i tak skończy się ślubem, a w waszym przypadku lepiej byłoby prędzej niż później. Was do siebie ciągnie i to widać na pierwszy rzut oka.
-No nie wiem... – spojrzałem na nich niepewnie – To naprawdę odpowiedzialna decyzja...
-Przestań wreszcie, Dave! – Pierre poklepał mnie po plecach – Wszystko będzie dobrze, spójrz na to wszystko z optymizmem!
-Pierre no! – zza drzwi znowu wyskoczył niezadowolony producent – Ile ty chcesz tej przerwy!? Wracaj, mamy jeszcze kupę roboty!
Brunet jęknął głośno.
-No idę, idę... – zrzędził zniechęcony, powoli kierując się w stronę drzwi – więc Dave, jutro wybieramy się po pierścionek zaręczynowy. Jutro wieczorem załatwisz całą sprawę...
-Jutro?! – wrzasnąłem zrozpaczony.
-Jutro. Pamiętaj, Dave, że nie mamy czasu.
***
-To jest bez sensu – jęknąłem, wchodząc do dziesiątego z kolei jubilera za czwórką przyjaciół – Bez sensu.
-To ma sens – odparł Seb, prowadząc nas w stronę pierścionków. Ponownie nachyliliśmy się nad przezroczystą szybą. Miałem już dość latania za jednym małym pierścionkiem, zwłaszcza z chłopakami. Już w drugim jubilerze wypatrzyłem taki, który spodobałby się zarówno mnie, jak i Kate. Oczywiście moi przyjaciele pokręcili głowami z niezadowoleniem i zaczęli wymyślać, że jest taki, taki i taki. Wtedy zrozumiałem, że popełniłem błąd, biorąc ich ze sobą. Razem nigdy nie dojdziemy do ładu i składu. Zwłaszcza jak Jeff i Pierre znowu zaczną się kłócić o to, czy ma być srebrny czy złoty. W końcu i tak pozostanę na lodzie i będę musiał kupić pierwszy lepszy.
-Może ten? Patrz, Chuck, ten tutaj!
-No chyba żartujesz, Seb! Z czerwonym kamieniem!?
-Jak już jakiś kamień, to musi być brylant!
-Oj czepiacie się...
-A ten? Patrzcie, nie jest zły...
-Nieee...
Sam jakoś dopchałem się do lady i obejrzałem je. Wszystkie były ładne, ale żaden w jej stylu, żaden do niej nie pasował. Westchnąłem się od nich i odsunąłem się niezauważalnie. Zacząłem oglądać pierścionki na półkach. Dobrać odpowiednią sztukę do dziewczyny to nie lada problem. On musi być jeden jedyny , niezapomniany, niezwykły, piękny...
Wtedy go wypatrzyłem. Zdawał się wyróżniać spośród innych. Stworzony z prawdziwego srebra z maleńkimi diamencikami. Wymarzony. Powoli zacząłem podchodzić w jego stronę. To był on. To musiał być on. A ja musiałem go mieć.
-Chłopaki! – krzyknąłem cicho, nie odrywając od niego wzroku – Chłopaki... znalazłem.
Po sekundzie usłyszałem ich kroki, a po dwóch jęk Pierre’a:
-Srebrny...
-ale popatrz jaki piękny! – zachwycił się Seb – Bierzemy! Nawet się nie zastanawiaj, Dave!
-Ale taki jakiś mały... – wymruczał Jeff, przyglądając się przez szybę.
-Skromny, nie mały. Idealnie będzie pasował do Kate. Ten, Dave.
Seb uśmiechnął się szeroko do jednej z ekspedientek i już po chwili dziewczyna stała przy nas.
-Interesuje mnie ten pierścionek – palcem pokazałem, o które cudo mi chodzi. Kobieta uśmiechnęła się smutno.
-Niestety on jest zamówiony. Ale polecam inne, na pewno znajdzie pan coś odpo...
-Nie – odparłem uparcie – To musi być ten – zapukałem w szybę.
-Niestety nie mogę go panu sprzedać...
-Ale ja muszę go mieć.
-Dave, w porządku, znajdziemy inny...
-Nie, to musi być ten – powtarzałem uparcie – W jaki sposób mogę go zdobyć?
-Ode mnie na pewno go pan nie dostanie. Musiałby pan jechać do naszej drugiej filii, do Repentigny.
-Do Repentigny, mówi pani... – niepewnie przegryzłem dolną wargę i spojrzałem na błękitnookiego – Jak stoimy z czasem? – mój kumpel spojrzał na tarczę zegarka.
-Za dziesięć czwarta.
-Damy radę? – przeniosłem wzrok na Pierre’a. Brunet uśmiechnął się i energicznie pokiwał głową.
-Jasne, że damy radę! Musimy dać, już ja o to zadbam!

1 komentarz:

  1. David zdecydowanie za dużo myśli xD
    Haha :D chłopaki z Simple Plan wybierający pierścionek... hmmm ciekawe zjawisko xD
    A co do pierścionka, na pewno uda się im go załatwić ^^ Dla chcącego nic trudnego :D

    A part jak zawsze świetny ;)

    OdpowiedzUsuń