I każdy kolejny dzień tak wyglądał. Najpierw się
wzajemnie kłóciliśmy, a potem godziliśmy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że moje
życie upada. Walczyłem o nie, próbowałem coś zrobić, ale właściwie to wszystko
było na nic. Kate słabła, widziałem to. Wątpiła w to, że nam się uda. Lub przestała wierzyć. Czułem, że coraz
rzadziej godzi się na przeprosiny, a czasem najchętniej wyrzuciłaby mnie ze
swojego życia. Jej miłość schowała się gdzieś głęboko, ale ja wierzyłem, że
jeszcze uda mi się ją wybudzić. Robiłem, co mogłem i co tylko przychodziło mi
do głowy. Kwiaty, śniadanie do łóżka, jakieś nieśmiałe pieszczoty... Nic nie
działało. Każdy romantyczny wieczór kończył się krzykiem i łzami. Każde kwiaty
lądowały w śmietniku, to samo było ze śniadaniem. W pewnym momencie zdałem
sobie sprawę z tego, że już właściwie w ogóle nie widuję się z Kate w ciągu
dnia, bo jak nie siedzę w studiu, to idę do dzieci. Nie chciałem, żeby
zauważyły, że między mamą a mną dzieje się coś złego. Mimo to Chris to wyczuł.
Pytał mnie, o co chodzi, dlaczego nie jest tak jak dawniej. Nie umiałem
odpowiedzieć na te pytania. Musiałem podstępnie zjeżdżać na inny temat. Ale
dostrzegałem w jego oczach niezadowolenie, że boję się kontynuować przy nim ten
temat. Bo bałem się. Nie chciałem dodatkowo martwić tego chłopaka czy nakładać
na niego kolejne smutki. Nie chciałem niszczyć jego dzieciństwa, bo sam miałem
spartaczone. Kiedyś zapytał się mnie, dlaczego kwiaty usychają. Odparłem, że
brakuje im wody, co było dosyć oczywiste. I zdałem sobie sprawę z tego, że
podobnie jest z naszym związkiem. Zapomnieliśmy go podlać i uschnął. Ale czy
już naprawdę nie ma żadnego sposobu? Czy nie możemy go jeszcze podlać?
-Za kilka dni wyjeżdżam – oznajmiłem, wkraczając do studia.
Chuck i Pierre od razu sparzyli mnie wzrokiem.
-No chyba sobie jaja robisz! – wrzasnęli w tym samym
momencie – Mamy kupę roboty, jesteśmy tuż przed premierą i tobie nagle wakacji
się zachciewa?!
-Muszę pojechać! – wytłumaczyłem – Muszę ratować swoje
małżeństwo...
-Gówno nas obchodzi twój związek! Mamy trudny okres, a ty
jak zwykle marudzisz! Zostajesz tutaj i bierzesz te cholerne plakaty...
-Pojadę tak czy inaczej – odparłem, siadając na kanapie.
-Wtedy już nie wrócisz do zespołu! – warknął Pierre z
przymrużonymi oczyma. Zapewne już zastanawiał się, co wybiorę. Otworzyłem usta,
żeby powtórzyć, że i tak pojadę, ale...
coś kazało mi się ugryźć w język. A jeśli zaryzykuję i nasz związek się
rozpadnie? Wtedy nie będę miał nic. A wiedziałem, że Pierre nie żartuje, od
dawna nie żartował. Nie przyjmie mnie z powrotem do Simple Plan, choćby mieli
szukać nowego basisty przez sześć kolejnych lat.
-Zastanowię się – wysyczałem zjadliwie. Jego wyraźnie
ucieszyła ta odpowiedź. Pokiwał głową z zadowoleniem, spojrzał na wyświetlacz
swojego BlackBarry i zapytał znowu trochę wkurzony:
-No gdzie ten cholerny Seb?! Jak zwykle się spóźnia...
Chciałem prychnąć, że to on zwykle nie stawia się na
czas, ale usłyszeliśmy trzask drzwi i ujrzeliśmy błękitnookiego. Oczywiście od
razu dostał ochrzan od Pierre’a i Chuck’a, ale nie przejął się tym zbytnio.
Żaden z nas nie zwracał uwagi na to, co mówił drugi. Właściwie to my nawet
siebie nawzajem nie słuchaliśmy. Tak naprawdę przyłaziliśmy tu tylko po to,
żeby odwalić swoją robotę.
-Dobra – zniecierpliwiony Pierre zerknął na zegarek - Jesteśmy
pięć minut po czasie, ale to żadna niespodzianka – burknął kąśliwie brunet,
wyciągając z kieszeni swojego BlackBarry – Na szczęście ustawiłem kamerkę... No
usiądźcie na tej cholernej kanapie, jesteśmy zespołem, tak? - gderał, przyłożywszy telefon do ucha –
Dobra, jedziemy z tym czatem... Tak, teraz! Gówno mnie to obchodzi, robimy
teraz, później nie mogę! Tak... – Pierre podszedł do laptopa i coś ponaciskał –
I co, widać nas? Tak? Na pewno? Zamknij się! – Bouvier wepchnął się pomiędzy
mnie a Jeff’a, z czego żaden z nas nie mógł być zadowolony. Uśmiechnął się
szeroko, pokazując światu swoje śnieżnobiałe zęby – CZEŚĆ LUDZIEEEE! – wrzasnął
do monitora, machając. Ja przez moment także machałem, a potem wróciłem do
grzebania na swoim twitterze. Siedzący obok Chuck także wydawał się być
niezainteresowany chatem. Jedynie Seb i Pierre czytali, co piszą ludzie, bo
Jeff’owi zadzwonił telefon i musiał odebrać.
-Dobra, za chwilę ogłoszę wam duuuużego newsa! – krzyknął
kilka minut później podniecony Pierre. Uniosłem głowę do góry i spojrzałem na
niego z ciekawością. Duży news? O czym on gada? Przecież premiera płyty jest
znana, pierwszego teledysku też. Więc do jasnej cholery, o co mu chodzi? I
dlaczego on nie powiedział nam o tym wcześniej, że chce powiedzieć o czymś
ważnym podczas chatu?
-Otóż pragnę poinformować was wszystkich, drodzy fani
Simple Plan, że za mniej więcej pół roku w sklepach znajdzie się moja solowa
płyta! – wrzasnął, podskakując z radości i rozkładając ramiona. Seb ledwo
zdołał uniknąć mocnego ciosu w czoło. Gapiłem się zaszokowany na Pierre’a. On
solo? On bez zespołu? Bez Simple Plan? On nas zdradził? Spojrzałem na Chuck’a,
chcąc zapytać, czy on wiedział coś o planie kumpla. Nie zapytałem, bo po jego
minie poznałem, że tak jak ja nie miał zielonego pojęcia, o czym mówi Bouvier.
„O co mu chodzi?” – wyczytałem z ust Seb’a i wzruszyłem ramionami. Sam
chciałbym poznać odpowiedź na to pytanie.
-Solowa kariera? – zapytał wściekły Jeff, zgrabnie
ukrywając swój gniew, powróciwszy na kanapę – Pierre, gratulacje! – poklepał
bruneta po plecach – Szkoda tylko, że zapomniałeś o tym powiedzieć kolegom z
zespołu! I szkoda, że przez ten swój zasrany projekt zaniedbałeś Simple Plan!
-Zaniedbałem Simple Plan? – powtórzył jak echo Pierre,
odwracając się w moją stronę z przymrużonymi oczyma – O czym ty bredzisz?
-Pierre! – prychnąłem – Na pewno chcesz, żebyśmy zaczęli
wszystko wymieniać? Lista szybko by się nie skończyła...
Brunet zarumienił się i wymamrotał, żebyśmy się
pohamowali i stwierdził, że to nie ma żadnego znaczenia.
-Nie ma znaczenia?! – wybuchnął Seb, który dotąd trzymał
język za zębami – Nie ma znaczenia mówisz? To może przyznasz się, ile my
czekaliśmy z nagrywaniem wokali? Nagrywaliśmy je ponad miesiąc, o ile nie dwa,
tymczasem ile powinno nam to zająć?
Pierre wybąkał coś pod nosem, spuszczając głowę. Chyba w
końcu do niego dotarło, że źle postępował. I nie chodziło nam o żadną głupią
płytę. Nie. Chodziło nam o to, że o niczym nam nie powiedział, nie był z nami
szczery. Oszukał nas.
-Ile, bo nie usłyszałem? – znęcał się nad nim Jeff.
-Ze dwa tygodnie.
-Tak, ze dwa tygodnie, góra miesiąc. A może przyznasz się
kolego, dlaczego zajęło nam to trochę więcej czasu?
Bouvier milczał, a ja, widząc, że nie jest skory do
mówienia, zacząłem mu pomagać, zadając retoryczne pytania.
-Kto ciągle olewał spotkania? Kto je w ostatniej chwili
odwoływał? Kto się wiecznie spóźniał? Kogo zawsze brakowało?
-Wy też nie jesteście święci! – wybuchnął brunet, chyba
chwytając się tonącej brzytwy – Dzisiaj Seb się spóźnił!
-Idioto, to była jednorazowa sytuacja! - wrzasnął łysy – Zresztą skąd ty możesz to
wiedzieć, przecież ciebie ciągle nie ma!
-Jesteście zazdrośni! – prychnął Pierre, krzyżując ręce
na piersiach – Jesteście zazdrośni, bo zacząłem nagrywać bez was!
-Zazdrośni?! – parsknęliśmy wszyscy trzej – Zazdrośni?!
Niby o co?! O tę twoją płytę!?
-Nie potraficie pogodzić się z tym, że zrobiłem dalszy
krok bez was, że wy nie braliście w tym udziału!
-Do niego nic nie dociera – jęknął błękitnooki, chowając
twarz w dłonie – chodzi nam tylko o to, że o niczym nam nie powiedziałeś!
Jesteśmy zespołem, więc chyba powinniśmy się informować o takich rzeczach!
-Już nie jesteśmy zespołem – burknął Jeff, wstając – A
przynajmniej ja nie jestem w tym zespole. Mam dość tego wszystkiego. Tworzenie
muzyki w waszym towarzystwie już dawno przestało sprawiać mi przyjemność.
Odchodzę – oznajmił i ruszył w stronę drzwi.
-I bardzo dobrze! – warknął czerwony ze złości Pierre –
Nie potrzebujemy ciebie w Simple Plan!
Ta odpowiedź wkurzyła mnie tak bardzo, że aż sam się
zerwałem. Wtedy nie myślałem o konsekwencjach. Wtedy myślałem o tym, w jaki
sposób Pierre nas traktuje. Ostatnie dni przemknęły mi przed oczami. Żaden się
nie wyróżniał. Pierre przez cały czas był krnąbrny i niemiły, zresztą nie tylko on. Atmosfera w
studiu robiła się nieciekawa. Jeff miał rację, to już nie sprawiało
przyjemności.
-Ja też odchodzę – oznajmiłem głośno i wyraźnie – To co
robisz, Pierre, jest głupie. Głupie, słyszysz?! – wyruszyłem w stronę Jeff’a,
który właśnie wychodził. Czułem, że zrobiłem dobrze, ale serce rwało mi się na
części. Jedna kazała mi zostać, druga odejść. Posłuchałem drugiej.
-Bezsensu – usłyszałem Seb’a – To jest bezsensu.
Z ciekawością obróciłem głowę. Zdezorientowany Pierre
patrzył, jak błękitnooki się do mnie zbliża, a Chuck, jedyny, który w ogóle się
nie odzywał, tylko wzruszył ramionami i wstał zaraz po Seb’ie. |Uśmiechnąłem
się lekko, sam nie wiem, dlaczego. Chyba właśnie dlatego, że Bouvier w końcu
dostał coś, na co zasłużył, w końcu mu się oberwało. Już mnie wkurzało to, że
wszystko uchodziło mu płazem.
-Chłopaki – usłyszałem jego przestraszony głos –
Chłopaki, dajcie spokój. To nie jest śmieszne.
-Pierre, my nie żartujemy – powiedziałem – To koniec.
O nie!!! Teraz to już Pierre przesadził!
OdpowiedzUsuńJak on mógł mieć pretensje do Davida, że chce jechać z rodzinką na wakacje,jak sam odstawia takie coś 0.0
I bardzo dobrze że Bouvier dostał nauczkę. Szkoda tylko, że Simple Plan się rozpada...
uffff.. jak to dobrze, ze to tylko opowiadanie :D ^^