poniedziałek, 16 lipca 2012

CZĘŚĆ II PART VIII


Było ich czworo. Wszyscy wyglądali jak kukiełki, nie jak ludzie. Kolczyków na twarzy mieli więcej niż ja włosów na głowie. Wydawało mi się, że miejsce ich oczu zajmują dwa zimne kamienie, przeszywające pomieszczenie swym zimnym wzrokiem. Usta mieli wygięte w okropnym, obleśnym uśmiechu, jakby już z daleka czuli zapach krwi. Pod skórzanymi kurtkami skrywały się ogromne mięśnie. Zastanawiałam się, czy ich wielkość to dzięki ciężkim ćwiczeniom czy raczej są napakowane sterydami. Każdy trzymał w dłoni coś innego. Jeden nóż, drugi kij baseballowy, trzeci coś podejrzanego, równie niebezpiecznego, czego nazwy nie znałam.
Nie mogłam nie zauważyć strachu na twarzy Dave’a. On wiedział, że w końcu ktoś tu przyjdzie, ale chyba nie spodziewał się, że tak szybko. Zauważyłam, jak ukradkiem zerka błagalnie w moją stronę. Nie umiałam odczytać, o co prosił. Chyba nie o ratunek, bo raczej domyślił się, że nie mam z nimi najmniejszych szans. Obserwowałam ich. Obserwowałam ich, jak głupkowato się uśmiechają, jak podchodzą do Dave’a. Czarnowłosy już wiedział, co się stanie. Zacisnął mocno zęby i zamknął oczy, jakby modląc się jeszcze o przerwę. Ale z nieba nie wyskoczyły anioły. Niebo nawet się nie poruszyło. A on cierpiał. Cierpiał, przyjmując pierwszy cios od tego kolesia z nożem. Nawet nie próbował się bronić. Wiedział, że upór nie ma sensu, bo oni i tak go pokonają. Zresztą nie miał sił. Ostatnie resztki zostawiał na krzyk. Najwyraźniej wrzask pomagał mu ukoić ból. Ja sama siedziałam z zasłoniętymi ustami, hamując pisk przez dłoń. Na początku próbowałam błagać ich, by przestali, ale do tych bezuczuciowych głazów nic nie docierało. Ich tylko podsycał widok krwi. Im było jej więcej, tym bardziej oni się podniecali. Ten zapach, ten smak wzbudzał w nich jeszcze większą siłę. Dla nich to była zabawa. A Dave z każdą sekundą wyglądał coraz gorzej. Po jakimś czasie zamknęłam oczy. Nie umiałam patrzeć. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Słyszałam ich śmiech i jego coraz cichsze jęki. Domyśliłam się, że powoli traci świadomość. W końcu ucichł. Ja bałam się unieść powieki do góry, bałam się , że oni... że oni już to zrobili. Już się go pozbyli. Ale wciąż słyszałam jak kręcą się wokół niego. To zmusiło mnie do otwarcia oczu.
Leżał tak bardzo blady, że gdyby jego pierś nie unosiła się lekko do góry, łapczywie pragnąc tlenu, to pomyślałabym, że to koniec. Jednak oni nadal go dręczyli, choć Desrosiers nie mógł nawet kiwnąć palcem.
-Przestańcie... – wybąkałam, ale chyba zbyt cicho. Nawet nie odwrócili się w moją stronę – Przestańcie! – warknęłam, zrywając się. Nagle poczułam przypływ energii i mocy. Pragnęłam jakoś ich ukarać za Dave’a, pragnęłam, by oni czuli to samo, co on. Niestety nawet jednego nie zdołałam drasnąć. Ten z kijem baseballowym popchnął mnie prosto na ścianę i kopnął mnie w brzuch tak bardzo mocno, że aż zwinęłam się z bólu. Przeklinałam siebie w myślach. Jestem słaba.
Na szczęście mój atak o czymś im przypomniał, bo któryś krzyknął, że nie mają czasu i wszyscy trzej zniknęli. I tylko ten jeden, co mnie kopnął, zatrzymał się przy mnie na chwilę i powiedział:
-Z tobą, dziewczynko, też zrobimy porządek, jak będzie trzeba. Ale się nie pchaj, bo przepychanki nie są kulturalne. Zresztą my cię jeszcze nauczymy kulturki. O ile w ogóle tu przeżyjesz – zachichotał, prostując się. Wciąż karmiąc swój wzrok widokiem mojej przerażonej twarzy, wyszedł, zostawiając nas samych. Mnie i Dave’a.
Powoli, na czworakach, przedostałam się do niego. Nie mogłam wytrzymać widoku jego ciała. Jeśli wcześniej nie przypominał Dave’a Desrosiersa z przeszłości, to teraz nie przypominał nawet człowieka. Wyglądał jeszcze gorzej niż przedstawiała go moja wyobraźnia.
Ściągnęłam bluzę i koszulkę, a potem z powrotem ubrałam bluzę. Podarłam koszulkę na kilka części i zaczęłam tamować wciąż sączącą się z ran krew. Wyobrażałam sobie, jak on musiał cierpieć, ale wiedziałam, że to nie jest do wyobrażenia. To co on czuł, musiało być czymś większym niż ból. A najgorsze dotarło do mnie dopiero po kilku minutach. Ja jestem następna w kolejce. Jak tylko skończą z Dave’em, zaczną zabawę ze mną. Musiałam stąd uciec. Musiałam stąd uciec razem z nim.
***
David obudził się kilka godzin później, ale był tak bardzo słaby, że nie mógł nawet się poruszyć. Na rozmowę także nie miałam co liczyć. Wprawdzie starał się mówić, ale ja nic nie rozumiałam. Więc latał tylko wzrokiem po mojej twarzy, na siłę trzymając powieki w górze. Ja klęczałam w rozkroku, z jego klatką piersiową między kolanami i wciąż wycierając jego twarz z krwi. Z daleka mogło to wyglądać dwuznacznie, ale właściwie i tak nikt na nas nie patrzył, a mi w tej pozycji było wygodniej. W jego oczach widziałam ogromną wdzięczność. Ale przecież nie mogłam go tak zostawić. Żadnego człowieka nie byłabym  w stanie zostawić. Potem, trochę z wahaniem, ale i z przekonaniem, że to dla jego dobra, ściągnęłam mu koszulkę. Omal nie odskoczyłam, widząc, w jakim stanie jest jego klatka piersiowa.
-Uuuuu.... robi się ciekawie... – zrozumiałam z jego słabych jęków. Chciałam go uderzyć, ale pomyślałam, że w obecnym stanie to naprawdę może mu zaszkodzić.
-Wbrew twoim przygłupim fantazjom spodni nie ściągnę – odpyskowałam, jeżdżąc właściwie już szmatką ze swojej koszulki po jego piersi. Zasyczał cicho z bólu, a jego twarz ozdobił grymas – No przepraszam, musi trochę boleć!
-Jak kobieta dotyka piersi mężczyzny, to nie powinno..
-Te, Desrosiers, ty nie bądź taki mądry! – prychnęłam głośno – Bo zaraz tego pożałujesz! Trzeba było seksuologię studiować, a nie teraz się przede mną chwalić swoją jakże bogatą wiedzą!
On tylko zachichotał cicho, co w jego przypadku było błędem, bo znowu wszystko zaczęło go boleć. W jego oczach pojawiły się łzy, ale on chyba nie chciał, bym to zauważyła. Cholerna męska duma.
Nie widziałam, kiedy z powrotem poszedł spać. Ja sama ledwo kontaktowałam. Byłam zmęczona tą zabawą w pielęgniarkę. Ale musiałam dokończyć to, co zaczęłam. Uparłam się, że to zrobię. I zrobiłam. A potem padłam ze zmęczenia. Nim zdążyłam pomyśleć o tym, by odsunąć się od Dave’a, moja głowa już leżała na jego piersi, a serce śpiewało mi kołysankę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz