-Kate, zostaniesz jeszcze na chwilę? Chciałbym jeszcze z
tobą porozmawiać – zapytał historyk po zakończonym już kółku. Wszyscy, czyli
pozostałe trzy osoby pakowały już zeszyty do plecaków i powoli zamykali je,
rozmawiając wesoło między sobą o planach na to popołudnie.
Zdziwiona z powrotem usiadłam na krzesełku, zastanawiając
się, czego on jeszcze może ode mnie chcieć. Pożegnałam się z koleżankami i
jednym kolegą, machając im dłonią i zazdroszcząc im w duchu. On jeszcze z kimś
tam rozmawiał na temat zaległego sprawdzianu, ale szybko go spławił. Chwilę
później w pustej już Sali zostaliśmy tylko my.
-Chodzi o konkurs – historyk zaczął powoli się do mnie
zbliżać. Rozluźnił sobie krawat i z zadziwiającą energią usiadł obok mnie na
ławce – Historia II wojny światowej. Myślę, że miałabyś duże szanse na
zwycięstwo... – odsunęłam się delikatnie, nie chcąc, by on źle to odczytał. Po
prostu nie lubiłam bliskiego kontaktu z ludźmi. Przełknęłam cicho ślinę,
wsłuchując się w to, co on dalej mówi – Ale musiałabyś się ostro
przygotowywać... – zauważyłam, że on coraz bardziej się do mnie zbliża. Znowu
się odsunęłam. On chyba jednak nie zwrócił na to uwagi. Ześlizgnął się ze
stolika i przykucnął przede mną – Jesteś gotowa? Przetrwasz to? – oparł swoją
łapę o moją łydkę. Spojrzałam na nią z niechęcią, zaczynając zastanawiać się
nad tym, czy jego prawdziwy powód nie dotyczy czasem czegoś innego.
-Panie psorze! – oboje jak na rozkaz odwróciliśmy głowy i
zobaczyliśmy wbiegającego i spoconego Pierre’a – Panie psorze, dobrze, że pana
zastałem, muszę z panem porozmawiać o... – nagle zastygł w bezruchu, zauważając
mnie – to ja może nie będę przeszkadzał, zaczekam na zewn...
-Już i tak przeszkodziłeś – wymamrotał trochę
zdenerwowany historyk, odsuwając się ode mnie, ale brunet tego nie dosłyszał –
Nie, Bouvier, gadaj o co chodzi, i spadaj stąd..
-To ja już pójdę – szybko ześlizgnęłam się ze stolika.
Nauczyciel otworzył usta, jakby chciał mnie zatrzymać, ale zapewne pomyślał, że
wyglądałoby to dziwnie, wiec odparł tylko, że mam przemyśleć sprawę tego
konkursu. Czując się trochę nieswojo, pokiwałam grzecznie głową i minęłam
nadającego o referacie Pierre’a i historyka z kwaśną miną. Ciągle atakowały
mnie niepokojące myśli i to samo pytanie: dlaczego on się tak zachowuje?
-Cześć, Kate! – usłyszałam, zamykając drzwi od klasy.
Odwróciłam się z ciekawością i ujrzałam Davida. Mając już swego rodzaju
doświadczenie przebywania z nim w jednym pomieszczeniu, zaczęłam ostrożnie się
rozglądać – Nie, możesz czuć się bezpieczna – zachichotał, próbując mnie
uspokoić, co mu się nie udało – Jeszcze nie zdążyłem nic ciekawego wymyślić.
Spoglądając na niego nieufnie, a jednocześnie z
politowaniem ruszyłam w stronę drzwi frontowych. Czułam na sobie jego wzrok,
ale nie bardzo wiedziałam, co on oznacza. Zapewne znowu wymyślił jakiś świetny
dowcip ze mną w roli głównej. Nie, nie.
Tym razem nie dam się tak łatwo nabrać.
-Zaczekaj! – jego głos zaatakował moje uszy. Zatrzymałam
się, przewracając oczami.
-Czego chcesz? – zapytałam wprost. Chciałam już się
znaleźć w domu, ale on jakby chciał mi w tym przeszkodzić. Dobiegł do mnie,
oparł się o ścianę i skrzyżował ramiona na piersiach, przyglądając mi się
ciekawie. Wkurzał mnie ten jego arogancki styl i milczenie. Zachowywał się tak
jakby myślał o nowym żarcie. Ponownie przewróciłam oczami i wyszłam ze szkoły.
-No zaczekaj na mnie! – blondyn dobiegł do mnie i
najzwyczajniej w świecie szedł obok mnie, gwiżdżąc sobie pod nosem. Rzuciłam w
jego stronę pytające spojrzenie, którego w sumie nawet nie zauważył.
-A ty czasem nie musisz czekać na swojego kumpla? –
zapytałam. On tylko wzruszył ramionami. Cały czas pędził za moim chodem.
-Kobieto, zwolnij trochę! Jeszcze dostaniesz mandat za
zbyt szybkie poruszanie się po chodniku! Albo... Albo ślimaki zorganizują
strajk!
-Ślimaki? – powtórzyłam głupio.
-No ślimaki! Bo jak szybko...
-dobra, dobra – machnęła dłonią, ucinając temat. Nie
podobała mi się kontynuacja rozmowy o ślimakach – Jeśli nie nadążasz, możesz
zwolnić - wzruszyłam lekceważąco ramionami.
On tylko prychnął cicho i schował ręce do kieszeni. Z
powrotem zaczął gwizdać. Tempa nie zmienił. Najwyraźniej nie chciał wyjść w
moich oczach na słabeusza. Ale niestety już za późno. I tak nim jest.
-Właściwie to gdzie ty idziesz? – zapytałam zmęczona jego
towarzystwem, mając nadzieję, że zaraz gdzieś skręci.
-Szczerze? – uśmiechnął się szeroko, spoglądając na mnie
– Nie mam zielonego pojęcia. A ty?
-No zgadnij! – prychnęłam z ironią – Na pewno nie idę w
szkolnych ubraniach i torbą pełną książek do domu...
-W takim razie idę z tobą do domu! – blondyn podskoczył i
klasnął trzy razy w dłonie. Spiorunowałam go wzrokiem, a on dziwnie się skulił,
jakby przygaszony. Wkurzał mnie. Wkurzało mnie to jego zachowanie. Wkurzało
mnie to, że zachowywał się jak zwykły bachor, że próbował się przede mną
popisywać. Nienawidziłam czegoś takiego. Ceniłam w ludziach naturalność i to,
że umieją się przyznać do swojej prawdziwej twarzy.
-Czego ty ode mnie chcesz? – warknęłam, przeczuwając, że
mi zaraz nerwy puszczą – Odczep się wreszcie...
-Raaany, jakie wy jesteście męczące, wszędzie
doszukujecie się drugiego dna... – westchnął zmęczony blondyn, drapiąc się po
głowie – Chcę tylko odprowadzić koleżankę do domu. To już przestępstwo?
-Nie, ale znając ciebie, to do zbrodni nie daleko –
wymamrotałam – po co ty chcesz mnie odprowadzać? Równie dobrze mógłbyś iść grać
w kosza...
-Ale nie poszedłem – odparł, ucinając krótko – A tak na
marginesie nie lubię grać w kosza. Wolę deskę. Kosz jest taki... płytki. Nie
patrz tak na mnie!
Dave odprowadził mnie pod sam dom. Tak, to naprawdę
bardzo miło z jego strony, ale... dlaczego? Dlaczego on szedł wraz ze mną? Po
co? Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że chciał się tylko przejść. On na pewno nie ruszyłby za mną z własnej
nieprzymuszonej woli. O co tu chodzi? W co on mnie wplątał?
Jestem ciekawa co Dave kombinuje :). Czy w ogóle coś kombinuje :D? MC
OdpowiedzUsuń