-Nie.... Nie, tego już za wiele... – Pierre zaczął
niebezpiecznie zbliżać się w stronę klasy, wkurzony – Najpierw Kate, teraz Dave.
Nie, ten gość już przesadził. Trzeba nauczyć go porządku – brunet podwinął
rękawy i zacisnął pięści – Zamorduję gnoja – wysyczał.
Nikt nie brał słów Pierre’a na poważnie. Wszyscy byli
zbyt zajęci sobą i swoimi myślami, by zwracać uwagę jeszcze na niego. Jednak z
Pierre’em tak było, że jak już wbił sobie coś do głowy, to trzymał się już
tego. Najgorsze jest to, że nawet Seb, który zauważył, że Bouvier zniknął w
czeluściach klasy, nie zdążył już powstrzymać go przed zadaniem ciosu
nauczycielowi. My wszyscy, wbiegłszy tuż za błękitnookim, widzieliśmy, jak jego
zaciśnięta pięść ląduje na policzku historyka. W brunecie wrzała tak ogromna
złość, że nawet sam Seb nie mógł dać mu rady. Na szczęście Jeff i Chuck szybko
się ogarnęli i pomogli błękitnookiemu. Ja i Dave staliśmy wciąż zaszokowani
tym, co widzieliśmy. Pierre chyba jeszcze nigdy się tak nie wkurzył. A
przynajmniej ja nie zauważyłam, by kiedyś tak agresywnie reagował.
-Wie pan co? – zapytał wpieniony, próbując wyszarpać się
z objęć kumpli i wpatrując się spod brwi w podnoszącego się na nogi nauczyciela
– Jest pan największą świnią, jak zdą... – reszta słów została zagłuszona przez
dłoń jak zawsze roztropnego błękitnookiego.
Historyk zaśmiał się cicho i powoli podszedł do Pierre’a.
Seb, Jeff i Chuck nie mogli się ruszyć, nawet cofnąć, bo brunet cały czas się
wiercił. Ale trzymali go na tyle mocno, że nie dał rady im się wyswobodzić,
chociaż z całej piątki to on był najsilniejszy.
-Bouvier... Jaki ty jesteś przygłupi... – mówiąc to
uważnie wycelował w bruneta pięścią. I zanim ktokolwiek zdążył chociażby kiwnąć
palcem, David już leciał w jego stronę. Jeff jęknął cicho i rzucił się w stronę
kumpla.
-A tobie Desrosiers co, nie dostało się ostatnio? Za
mało?! Jeszcze chcesz?! – roześmiał się szyderczo.
-Nikt nie będzie na moich oczach krzywdził moich
przyjaciół! – warknął Dave – Ze mną może pan robić, co chce, ale nie z moimi
przyjaciółmi!
-Wiecie co? – zapytał on z szyderstwem w głosie –
Zniszczę was. Zniszczę was wszystkich! Całą waszą piątkę! To co dotąd pokazałem
to tylko namiastka mojej siły. Zobaczycie, jeszcze będziecie błagać mnie o
łaskę! A ty, Kate... Nie myśl, że twoje szczęście będzie trwać wiecznie. W
końcu i ciebie dostanę! – powiedział powoli się do mnie zbliżając. Cofnęłam się
o krok, nie ukrywając strachu. Jeff, Seb i Chuck, niewiele myśląc nad tym, co
robią, puścili Pierre’a i Dave’a, którzy w mig zjawili się przy mnie.
-Ch... chodźmy stąd, chłopaki – delikatnie położyłam
dłonie na ich ramionach. Nie chciałam, by zaczęli się bić, nie chciałam, by
komukolwiek stała się krzywda. Oni spojrzeli po sobie, wzruszając ramionami i
niezbyt chętnie ruszyli za mną. Seb, Jeff i Chuck najwyraźniej także
stwierdzili, że nic tu po nich.
-Idziemy do dyrektora – stwierdził Comeau – Być może i on
nic w tej sprawie nie zrobi, ale ja nie widzę innego wyjścia. Musimy chociaż
spróbować. Tak dalej na pewno nie może być.
-I co dalej, Chuck? Nam też zaczął grozić, a widziałeś na
własne oczy, co się stało z Dave’em. I powiem ci więcej, on nie ma zwyczaju
rzucania słów na wiatr.
-Więc mamy siedzieć i patrzeć, jak nasz oczernia? Nic z
tym nie zrobimy? Chłopaki!
Zamilkliśmy, Chuck po prawdzie miał sporo racji. Nic
nierobienie nie ma żadnego sensu, bo on może nas zniszczyć. A ja... Cóż...
Muszę... Muszę o wszystkim komuś opowiedzieć. Ten jeden raz muszę się przemóc.
-Kate, wszystko zależy od ciebie. Jeśli... Jeśli dasz
radę... Możesz nam pomóc. Nie chcemy naciskać, wiemy, że to ból... – usłyszałam
z ust któregoś z chłopaków. Westchnęłam cicho. No właśnie, czy ja dam radę?
Przecież muszę. Muszę, bo to przeze mnie Dave tyle cierpiał. Muszę, bo przeze
mnie chłopaki mogą oberwać. A ja już nie chce krzywdzić. Nie chcę sprawiać im
problemów.
-Dam radę – odparłam pewnie, zrywając się – I chcę. Chcę,
żebyśmy wszyscy mieli święty spokój.
-Nie wiem, czy to wciąż jest możliwe – wyszeptał Seb.
***
Wraz z Dave’em siedziałam na korytarzu przed gabinetem
dyrektora. Było już po wszystkim, choć ja wciąż to przeżywałam. Ręce mi drżały,
a w oczach miałam łzy. Dave przytulał mnie do swojej piersi i powtarzał, że już
po wszystkim, że teraz będziemy bezpieczni. Nie wiedziałam, czy mówił prawdę.
Tego nikt jeszcze nie wiedział.
Ale odważyłam się. Opowiedziałam o wszystkim, ze
szczegółami. Przy dyrektorze. Przy chłopakach. Już wtedy się rozklejałam, choć
przyrzekałam sobie, że nie będę płakać. Dopiero gdy skończyłam o tym mówić,
poprosiłam, by kontynuowano beze mnie. Dyrektor pokiwał głową, zgadzając się,
bym opuściła jego gabinet. Poprosił jednak Seb’a, by wyszedł ze mną. Siedziałam
z błękitnookim, łkając i usiłując powstrzymać spływające łzy. Dopiero po jakimś
czasie przypomniałam sobie o dyktafonie. Wyszarpałam go z kieszeni, błękitnooki spojrzał ciekawie, ale nie pytał
o nic.
-S... Seb – wychlipałam – Seb... Weź to... weź i wróć
tam... – wcisnęłam mu urządzonko do dłoni. On spojrzał na mnie wyraźnie
zaskoczony. Bez zbędnych pytań włączył to i wsłuchiwał się w dźwięki
wydobywające się z dyktafonu. Poklepał mnie po plecach i wstał. Wciąż milcząc,
zapukał do gabinetu dyrektora. Chwilę później znowu zostałam sama. I znowu ten
obraz zaczął kształtować się w mojej głowie. Koszmar powracał.
Wtedy poczułam, jak ktoś mnie przytula. Otworzyłam
nieufnie oczy i ujrzałam Dave’a. Blondyn nawet się do mnie nie odezwał. Nie
musiał nic mówić. Wiedziałam. I wtedy się rozkleiłam. A on znowu wiedział,
czego ja potrzebuję. Wiedział, jak zareagować. Właściwie to on wiedział o mnie
wszystko. Zdawał sobie sprawę z tego, że potrzebuję spokoju. Spokoju i
bliskości.
-Kate! – nagle usłyszeliśmy tak bardzo dobrze mi znany głos. Moja mama.
Moja przewrażliwiona mama jak zwykle się o mnie martwi. Teraz już wiem,
dlaczego. Ona po prostu nie chciała, bym to przeżywała. A i tak nie zdołałam
tego uniknąć – Kate, kochanie... dlaczego mi nic nie powiedziałaś?! – brutalnie
odkleiła mnie od piersi Dave’a i
przyciągnęła do swojej. Kątem oka zauważyłam, jak Dave odsuwa się od nas. Chyba
chciał nam zapewnić chwilę prywatności.
-Przepraszam, mamuś, ja... Nie chciałam, byś się tym
martwiła... – wyszeptałam, znowu czując, jak łzy napływają mi do oczu. Zaufałam
właściwie obcemu człowiekowi, a nie potrafiłam zaufać własnej matce.
-skarbie, przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć
wszystko... Pragnę tylko twojego dobra, pamiętaj... takie piekło, a ja nic nie
zauważyłam... Co ze mnie za matka...
-Przestań się obwiniać, to nie twoja wina... – wydukałam
szeptem.
Dodałaś możliwość aby dodać komentarz jako anonim, więc komentuje. Przeczytałam rozdziały i powiem ci, że bardzo mi się to spodobało. Kate jest dziewczyną, która nie ma łatwo w życiu, ale ma przyjaciół, na których zawsze może liczyć - co widać w tym w w poprzednich rozdziałach. Nie mogę z tego nauczyciela!Co za gnój...oczernia/ kłamie/ prowokuje każdego, jak on może spojrzeć im w oczy? Przez niego są same kłopoty, mam nadzieje, że sprawiedliwości nadejdzie czas. Co do twojego stylu pisania, nie jestem ekspertem , ale wiem jedno - potrafisz pisać, a to jak to robisz, jest wyjątkowe, że człowiek chce czytać więcej! Mam więc prośbę - jak dodasz nowy rozdział, poinformuj mnie na tt . (forevergirlxd) Pozdrawiam i życzę weny ;* [broken-inside.blog.onet.pl )
OdpowiedzUsuń