Znowu obudziłam się na książkach, opowiadających o II
wojnie światowej. Teraz próbowałam każdą wolną chwilę poświęcić nauce. Zawsze
zasypiałam na biurku, a budził mnie poranny rozgardiasz życia codziennego.
Nienawidziłam tego w sobie. Nigdy nie umiałam zerwać nocy, bo zawsze mimowolnie
zamykałam oczy.
Szybko załatwiłam poranną toaletę, by zdążyć przed
przyjściem chłopaków. Akurat wciągałam na siebie koszulkę, gdy usłyszałam krzyk
mojej mamy. Chwyciłam plecak i wybiegłam z pokoju.
-Cześć, chłopaki! – krzyknęłam, widząc całą piątkę w
komplecie – Jak samopoczucie, Dave? – zapytałam wesoło, próbując zarazić go
swoim optymizmem. Nie podziałało. Jeszcze niżej spuścił głowę, co sprawiło, że
wyglądał jeszcze bardziej żałośnie.
-Świetnie – burknął na odczepnego. Rzuciłam chłopakom
znaczące spojrzenie, a oni wzruszyli ramionami, Westchnęłam cicho, zawiązując
trampki. W takim razie to ja też niewiele zdziałam.
Siedzenie z ponurym Dave’em nie należało do przyjemności.
A zwłaszcza, jeśli depresja nie dawała mu spokoju przez kilka dni. Wszyscy
byliśmy już zmęczeni, chłopaki też. Ale wiedzieliśmy, że on teraz potrzebuje
wsparcia i nie mogliśmy go zostawić. Każdy z nas modlił się o to, by Desrosiers
wrócił do Desrosiersa, by to wszystko wreszcie się skończyło.
-Zakończenie I wojny światowej? – zapytałam, gdy kilka
godzin później siedzieliśmy całą piątką przed salą od historii.
-Tysiąc... tysiąc... 1945.
-II wojna światowa, Dave. Mi chodzi o pierwszą.
-Cholera! – jęknął blondyn, chwytając się za głowę.
-Skup się! Przecież to wiesz!
-Nie wiem, nie wiem, nic nie umiem...
-Przestań panikować! – warknął Pierre, który miał już
dość jego dezaprobacji – To po co siedziałeś przez cały czas przy tych
podręcznikach?! Desrosiers, umiesz to i nawet nie próbuj wmawiać mi, że jest
inaczej! Głowa do góry, uśmiech na twarzy i...
-Bouvier, jeśli Desrosiers nic nie umie, to te twoje rady
i tak mu nie pomogą – wszyscy jak na rozkaz obróciliśmy się na piętach. Na
końcu korytarza dostojnym krokiem zbliżał się nasz historyk z bardzo
podejrzanym uśmieszkiem na twarzy. Pierre zarumienił się ze złości, ale nikt mu
nic nie odpowiedział.
-Właź do klasy – nauczyciel otworzył drzwi i spojrzał
znacząco na blondyna. Ten przełknął głośno ślinę i na drżących nogach ruszył ku
wejściu. Zanim jeszcze zniknął w czeluściach historycznej klasy, wziął głęboki
wdech. Czułam się, jakbym widziała ostatni spacer skazanego na śmierć. A
przecież on tylko miał poprawić ocenę. Tyle że to było coś więcej niż zwykła
poprawa oceny. I dla Dave’a, i dla mnie.
-Myślicie, że mu się uda? – zapytałam cicho.
-Musi mu się udać – Pierre zacisnął pięści.
-Musi! – wrzasnął Chuck z wiarą i entuzjazmem, unosząc
pięść do góry, za co został skarcony przez Seb’a.
-Musi – wyszeptałam mniej pewnie, wlepiając wzrok w
podłogę i jeszcze mocniej zaciskając kciuki.
Przez jakieś 15 minut w ogóle się do siebie nie
odzywaliśmy. Chłopaki zwykle roześmiani i rozchichotani, teraz siedzieli
skupieni jedynie na swoich dłoniach. Ja akurat nie chciałam mówić na głos o
swoich myślach. Miałam dziwnie złe przeczucia i to niemiłe wrażenie, że on
jeszcze będzie miał ochotę pognębić Dave’a. Zapewne dostanie jeszcze jakiś
cholerny referat do napisania. Ale to nawet ja mogę mu zrobić. Co wcale nie
oznacza, że gnębienie się skończy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz