wtorek, 29 maja 2012

CZĘŚĆ I PART XII


Dopiero późnym wieczorem dotarło do mnie, jak bardzo chamsko się zachowałam. Jak jakaś idiotka. Skończona idiotka. Przecież on właściwie nic złego nie zrobił. A ja od razu musiałam naskoczyć na niego z wrzaskiem. Co on musiał sobie o mnie pomyśleć? Pewnie teraz straciłam przyjaciół. Wcale się nie dziwię. Sama nie lubię wrzasku. Ze mną czasami tak jest, tracę nad sobą panowanie, tracę kontrolę i nie panuję nad złością. A potem żałuję. Tak jak teraz.
-Kate! Nie słyszysz, że ktoś dzwoni?! Otwórz te drzwi! – wrzask mojej mamy rozległ się na cały dom. Z niechęcią wstałam i ruszyłam ku drzwiom. Właściwie mogłam się go tu spodziewać. Bo któżby inny zjawiał się w moim domu tuż przed 21 jak nie on?
Zauważyłam go przez okno. Wyraźnie się denerwował i nie wiedział, co robić z rękoma. Ja sama panikowałam, przez moment nawet myślałam o tym, by nie otwierać drzwi. Jednak szybko odrzuciłam tę myśl. Nie wiedziałam, czy mam udawać obrażoną czy raczej normalną. Dosłownie w ciągu sekundy podjęłam decyzję. Postanowiłam schować swój honor i dumę do kieszeni. Postanowiłam ratować naszą przyjaźń.
-Cześć Kate – odezwał się nieśmiało blondyn, rumieniąc się, gdy tylko zobaczył, że to ja otworzyłam drzwi. Uśmiechnęłam  się. Wyglądał słodko.
-Cześć, Dave – przywitałam się spokojnie. Na chwilę zapadła głęboka cisza. Oboje słyszeliśmy szum włączonego telewizora. Zapewne moja mama coś oglądała. Wyszłam na werandę i zamknęłam za sobą drzwi.  
-Kate, ja... przyszedłem tutaj, żeby cię przeprosić – przemógł się wreszcie Desrosiers, wyciągając zza pleców bukiet śnieżnobiałych lilii. Teraz to ja się zarumieniłam. W ogóle nie spodziewałam się, że coś takiego może przyjść mu do głowy – Przepraszam cię, Kate, powinienem panować nad emocjami. Ale kurcze, no, tak się cieszyłem... No w każdym bądź razie przepraszam i proszę szanowną damę o przebaczenie – blondyn przyklęknął przede mną na kolana i wyciągnął bukiet z kwiatami w moim kierunku. Sama nie wiem, dlaczego to mnie tak bardzo rozbawiło. Zresztą on zawsze umiał mnie rozbawić, nawet tylko swoim milczeniem.
-Dave, przestań się wygłupiać! – zachichotałam – To ja powinnam cię przepraszać, za to, że tak wybuchłam – przyjęłam od blondyna bukiet i powąchałam go. Pachniał wręcz niebiańsko.
-Piękne kwiaty!
-Prosto z ogródka sąsiadki mojej babki! – pochwalił się blondyn – trochę na mnie wrzeszczała i groziła, że zgłosi to na policję. Jakby nie wiedziała, że ja policji się nie boję...
Zachichotałam cicho. No tak, po Dave’ie mogłam się czegoś takiego spodziewać.
 – Wejdź. Pogadamy – otworzyłam szeroko drzwi i zaprosiłam go gestem do środka. Nie musiałam go jakoś szczególnie zachęcać – już po kilku sekundach siedział przy stole, patrząc, jak napełniam wysoką szklankę wodą i wsadzam do niej kwiaty.
-Musimy coś sobie wyjaśnić – obróciłam się na pięcie, by nie odczuł, że traktuję go jak powietrze. On patrzył na mnie swoimi piwnymi oczyma. Ale nie mogłam dać się nabrać na to jego spojrzenie, dla naszego wspólnego dobra – Dave, jesteśmy przyjaciółmi. Bardzo dobrymi, ale tylko przyjaciółmi. Nie chcę, byś sądził, że między nami może być coś więcej. Zrozum, Dave, z tego nie będzie nic. Nie mogę pozwolić, byś miał jakąkolwiek nadzieję. Jesteśmy przyjaciółmi i pragnę, by wszystko między nami było jasne. Nie lubię krętactwa ani nic z tych rzeczy. Zależy mi na szczerości, dlatego teraz o to cię proszę. O szczerość. Nie chcę, byśmy mieli przed sobą jakiekolwiek tajemnice. Wiesz, o co mi chodzi, prawda?
Blondyn trochę z żalem pokiwał głową. Odetchnęłam z ulgą. On otworzył usta jakby chciał mi o czymś powiedzieć, ale po chwili zrezygnował i zamknął buzię. Przez ułamek sekundy trwała cisza. Potem on jednak postanowił się przemóc.
-Kate, pójdziesz ze mną na bal maturalny? – zapytał na jednym tchu – Oczywiście nie jako para tylko jako przyjaciele – wytłumaczył od razu. Spojrzał na mnie z nadzieją w oczach. Westchnęłam ciężko.
-Dobrze wiesz, że nie interesują mnie takie rzeczy i nie lubię łazić na jakieś bale.
-Kate, bardzo mi zależy na tym, żebyś tam ze mną poszła. Czy ty kiedykolwiek byłaś na jakiejkolwiek dyskotece? - Zamilkł na moment, czekając na odpowiedź. Nie doczekał się jej – No właśnie, więc musisz pójść i przekonać się, jak tam jest naprawdę.
-Nie, Dave – odparłam uparcie – Nie pójdę na żaden...
-No proszę cię – blondyn chwycił mnie za dłoń. Poczułam jak przyjemne ciepło rozchodzi się po całym moim ciele. Chciałam ponownie odmówić, ale coś kazało mi zaczekać, coś kazało mi dalej milczeć. Być może on miał rację. Nigdy nie byłam na żadnej z imprez, a historie znałam tylko z opowieści koleżanek. Być może warto byłoby się choć raz wybrać, chociażby ze zwykłej ciekawości.
-No okej. Pójdę z tobą na ten bal. Ale robię to tylko ze względu na ciebie! No i trochę z ciekawości... 

1 komentarz:

  1. Doczekałam się ! Rozdział zajebisty, ale niestety króciótki. ;/ Ale wybaczam, bo mam nadzieje, że przyszły będzie szybciej ;) No do Kate - dobrze, że się zgodziła odrobina rozrywki nikomu nie zaszkodziła, a poza tym idą tam jako przyjaciele ^^ Czekam na nowy <33 Pozdrawiam. [broken-inside.]

    OdpowiedzUsuń