piątek, 11 maja 2012

CZĘŚĆ I PART IV


Być może tak naprawdę nie trwało to długo, ale dla mnie była to wieczność. W końcu jednak ktoś się zjawił. On nie zauważył niespodziewanego gościa, dopóki nie oberwał w policzek. Upadł na podłogę, a ja zasłoniłam sobie usta dłoniami, by nie wybuchnąć płaczem. Ten ktoś nie tracił czasu. Nim nauczyciel zdołał chociażby kiwnąć palcem, on już pozbawiał go przytomności. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to Dave. Blondyn, widząc, że historyk już się nie porusza, szybko znalazł się przy mnie, chwycił moją drżącą dłoń i krzyknął:
-Szybciej Kate, musimy stąd wiać!
Dopiero wtedy ta blokada gdzieś zniknęła. Mogłam wreszcie się ruszyć. Ale nie poświęciłam zbyt wiele czasu na radość z tego powodu. Zaczęłam pędzić za David’em. Zdawałam sobie sprawę z ogromnego niebezpieczeństwa, jakie na siebie ściągnęliśmy. Mój strach wzrósł kilkakrotnie, o ile to w ogóle możliwe. Serce waliło mi niczym młot. Nie mogłam uspokoić natłoku napływających myśli, wszystko mi się ze sobą zlewało. Nie mogłam się na niczym skupić. Teraz tylko pragnęłam biec dalej, byle jak najdalej od tej klasy, od tego miejsca, od tego nauczyciela. Potknęłam się. Nie zdołałam złapać równowagi i upadłam.
-Kate! – usłyszałam przerażony głos Davida. Uniosłam głowę do góry. Dopiero wtedy dotarło do mnie wszystko, co się wydarzyło. I zdałam sobie sprawę z tego, że tego już nigdy nie pozbędę się ze swojej głowy, że w mojej psychice na zawsze pozostanie bolesny ślad.
-Nic ci się nie stało? – blondyn wyraźnie przestraszony przykucnął przede mną. Spojrzałam przez przypadek w jego brązowe oczy i wybuchłam głośnym niepohamowanym płaczem. On nawet się nie odezwał. Pomógł mi wstać i delikatnie objął mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, zaskakując nawet siebie. Powoli gdzieś mnie prowadził, nawet sama nie wiedziałam, gdzie. Mówił do mnie ze spokojem i opanowaniem. Ufałam mu. Ufałam mu całkowicie. A być może nie powinnam. Przecież jest dla mnie zupełnie obcy. Ale coś w głębi serca mówiło mi, że akurat on należy do sprawiedliwych.
Zresztą teraz nawet nie byłam w stanie o tym myśleć. Liczyło się dla mnie jedynie to, że ktoś przy mnie był, że komuś mogłam się wyżalić.
-Boję się... – wyszlochałam – Boję się, że on się tu zaraz zjawi... Że znowu będzie chciał... – przełknęłam głośno ślinę i pociągnęłam nosem. Usiedliśmy gdzieś na jakiejś ławce. Bałam się unieść głowę i rozejrzeć się. Bałam się odkleić głowę od jego bluzy.
-No już spokojnie... Jestem przy tobie... Nie dam zrobić tobie krzywdy... – szeptał przez cały czas, wciąż przytulając mnie. Słyszałam jego nierówny oddech. Pewnie jeszcze nie odpoczął po poprzednim biegu. Ja zresztą też byłam zmęczona, ale jakoś o tym nie myślałam,  w ogóle tego nie czułam. I tak duszę miałam zajętą czymś innym.
Ciągle to do mnie wracało. Wciąż miałam to przed oczami, to jak do mnie podchodził, jak się zbliżał. Pragnęłam zapomnieć, pragnęłam, by to zniknęło. Ale się nie dało. I dobrze o tym wiedziałam. Czułam się okropnie. Nie potrafiłam poradzić sobie z tym wszystkim. Na szczęście wraz ze mną był Dave. Pomagał mi. Pomagał mi jak nikt inny. Tylko... Skąd on wiedział? Skąd on w ogóle tam się wziął? Spadł mi jak z nieba...
-David... David, ty nikomu nie powiesz, prawda? – pociągnęłam nosem i spojrzałam na niego z nadzieją. On patrzył na mnie trochę jakby z troską – Nikomu, Dave, proszę cię...
-Kate, przecież nie możemy milczeć... On chciał cię zgwałcić... Musisz... Komukolwiek...
-David... Błagam cię... Ja... Nie zniosę takiej hańby... Oni wszyscy będą mnie pokazywać palcami...Wszyscy będą się gapić... – po raz drugi na niego spojrzałam, tym razem z rozpaczą – Błagam cię, chcę, żeby to zostało między nami...
-No... – blondyn przez chwilę się zawahał, na pewno niezbyt przekonany moimi argumentami, ale najwyraźniej przekonałam go swoim wyrazem twarzy – Jeśli tak bardzo chcesz... Proszę bardzo, nikomu nie powiem.
-Dzięki – odparłam z ulgą – Dzięki za wszystko... Uratowałeś mnie, siedzisz tu ze mną... Dzięki...
On tylko westchnął cicho, a ja, wciąż jeszcze łkając, jeszcze bardziej wtuliłam się w jego klatę. Wyczułam, że jego serce jeszcze mocniej zaczęło bić. Wiedziałam, że on mnie nie skrzywdzi, ani nie da mnie skrzywdzić, chociaż właściwie prawie się nie znamy. Wiec dlaczego ja mu ufam? Znowu popełniam ten sam błąd. Za wcześnie go polubiłam, zbyt wcześnie się przed nim otwieram. Co jeśli to się powtórzy? Co jeśli on wykorzysta to przeciwko mnie? Być może znowu się zawiodę. Ale coś mi mówiło, że on taki nie jest, że jego nie muszę się bać. 

1 komentarz:

  1. Akcja rozwija się :). Wyłania się uczuciowa strona Dave'a <3. MC

    OdpowiedzUsuń