Planowałam dzisiejszy dzień poświęcić na zdobycie lewego
zwolnienia z zajęć do końca roku. Znowu udawałam przed mamą złe samopoczucie.
Biedaczka już sama nie wiedziała, co ma robić. Zapewne pomyślała, że wczoraj za
długo balowałam z chłopakami. W sumie to ma prawo tak sądzić, wróciłam do domu
dopiero koło dziewiątej, roześmiana i rozchichotana. Znowu pozwoliła mi nie
pójść do szkoły, pod warunkiem, że to ostatni raz i jutro już pójdę.
Taaa... Tyle że Dave i jego paczka musieli popsuć mój
genialny, misternie układany przez całą noc plan dnia. Przyszli po mnie punktualnie
o 8.00. Musieli się domyślić, że dzisiaj znowu nie będę miała odwagi wyjść z
domu. Ponownie poprosili moją mamę o zaprowadzenie siebie do mojego pokoju i
palnęli mi kazanie, wrzeszcząc jeden przez drugiego o zaletach szkoły i innych
głupotach. Na koniec Seb oznajmił, że jeśli dobrowolnie nie pójdę, to będą
zmuszeni zrobić to samo, co wczoraj. A jednak nie chciałam, by Dave przez całą
drogę niósł mnie na rękach. Zrezygnowana westchnęłam i kazałam im zaczekać na
zewnątrz, by się przygotować do wyjścia.
Na szczęście dzisiaj mieliśmy dopiero na dziewiątą, więc
do szkoły dotarliśmy równo z dzwonkiem. Ciągle łaziłam z chłopakami, bo
zwyczajnie bałam się odstąpić ich na krok. Jego także dzisiaj widziałam,
wysyłał mi zawistne spojrzenia, na które starałam się nie reagować. Ale nie
podszedł. Najwyraźniej przestraszył się piątki chłopaków z liceum. Ale
najgorsze dopiero było przed nami. Ósma godzina lekcyjna – historia.
Z ogromnym strachem w głębi serca usiadłam w ostatniej
ławce. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Mojej koleżanki jeszcze nie
było, zjawiła się jak zwykle minutę po dzwonku z najnowszymi plotkami. Ględziła
i ględziła, a ja nawet przez sekundę nie pomyślałam o tym, by jej słuchać. Moje
myśli uciekały gdzieś daleko, a właściwie do tego poprzedniego wieczoru. Wróciłam
dopiero, gdy usłyszałam, że drzwi klasy się otwierają. Przełknęłam głośno
ślinę. Chłopaki siedzieli daleko ode mnie, ale i tak wiedziałam, że nie dadzą
zrobić mi krzywdy.
Dzisiejszego dnia wpatrywał się w dziennik o wiele dłużej
niż zwykle. Zapewne zastanawiał się, komu ma wystawić proponowane zagrożenie,
bo już niedługo trzeba było wystawiać oceny.
-Cabot, jesteś zagrożona, masz siedem pał z rzędu.
McDill, ty też się lepiej pilnuj. Jeszcze jedna lufa i będziesz workiem
treningowym dla swojego ojca. Desrosiers... – mężczyzna spojrzał zza dziennika
na blondyna z szyderczym uśmiechem – Do odpowiedzi.
Wszyscy zamilkli i skierowali przestraszone oczy ku
nauczycielowi. Zaskoczony blondyn otworzył szeroko buzię. Przecież na historii
nigdy nie chodziło się do odpowiedzi. On nigdy nie pytał. Czasami tylko
kartkówki robił, ale wszystkie zapowiedziane. Nigdy nie było sytuacji, w której
uczeń nie wiedział, że może zostać zapytany i dlatego się nie przygotował.
-Desrosiers, głuchy jesteś?! Do odpowiedzi!
-Ja... Ja... – jąkał się blondyn – Ja jestem
nieprzygotowany – wydusił.
Historyk znowu się szyderczo uśmiechnął i z podejrzaną
satysfakcją w oczach zapisał coś w dzienniku.
-W takim razie zeszyt poproszę – oznajmił, prostując się
w fotelu.
Dave przełknął cicho ślinę, chwycił swój zeszyt i ruszył
ku biurkowi nauczyciela. Ten wyrwał mu trzydziestodwukartkowca , rzucając
zawistne spojrzenie blondynowi, którego chyba i tak nikt oprócz mnie nie
zauważył. Skomentował już okładkę, mamrocząc o jakichś dziwnych niekształtnych
stworach. Następnie skrytykował wszystko, co tylko dostrzegło jego czujne oko.
Niechlujne pismo, skreślenia, rysunki na ostatniej stronie, pomazane marginesy,
brak podkreślonych tematów i zapisanych dat, a nawet liczył kleksy. Najdłużej
jednak mówił o jednej nieuzupełnionej notatce, o której Dave najwyraźniej
zapomniał.
-Oj Desrosiers, Desrosiers... – wzdychał ciężko historyk
– Takiego zeszytu jeszcze w swojej karierze nie widziałem – w to kłamstwo chyba
nikt z klasy nie uwierzył – Masz mi dostarczyć na nowo przepisany zeszyt do
następnej lekcji. Jeśli zobaczę jakąkolwiek niedoskonałość, siedzisz w trzeciej
klasie kolejny rok. A tak możesz jeszcze wyślizgnąć się z zagrożenia...
-Zagrożenia!? – zerwał się Pierre, wrzeszcząc na całą
klasę – Jakiego zagrożenia?! Dave spokojnie zasługuje na tróję! Pan naprawdę
chce mu wystawić zagrożenie?!
Cała klasa zaszumiała, stawiając się za brunetem.
Nauczyciel powoli odwrócił głowę w stronę zbulwersowanego bruneta, częstując go
chłodnym spojrzeniem. Ale ten w ogóle się go nie przestraszył.
-Bouvier, chyba to ja uczę w tej szkole historii i ja
wiem, na jaką ocenę zasługują moi uczniowie. Ty się lepiej nie odzywaj, bo jak
sprawdzę twój zeszyt, dwója może się nie utrzymać. Więc radzę ci trzymać język
za zębami. Ktoś jeszcze chce coś powiedzieć? – rozejrzał się po klasie, która
momentalnie ucichła – Nikt? To świetnie. A ty Desrosiers, co tak stoisz? Wracaj
do ławki. Zapiszcie sobie temat
dzisiejszej lekcji...
Blondyn smutny, a jednocześnie wściekły, ruszył w stronę
swojego miejsca. Nie odezwał się ani słowem, wiedział, że to mogłoby tylko
zadziałać na jego niekorzyść. Usiadł w ławce i spuścił głowę. Nagle poczułam
niemiłe ukłucie w sercu. Moje sumienie się odezwało. Poczucie winy. To wszystko
przeze mnie. To przeze mnie on teraz przeżywa ten dramat z historią. To przez
to, że on wtedy zjawił się w klasie i ratował mnie.
Ale to był dopiero początek koszmaru. Blondyna teraz już
nie tylko pilnował historyk, ale także inni nauczyciele. Przyczepiali się do
jakiś szczegółów, na które normalnie nie zwróciliby uwagi. On naprawdę musiał
opowiedzieć im stek bzdur, bo całe grono pedagogiczne spoglądało na blondyna
chłodno, choć przed całą tą sytuacją z gwałtem zdecydowana większość lubiła
tego nierozgarniętego i trochę fajtłapowatego blondyna latającego jak mucha po
korytarzu i przemykało oko na jego swego rodzaju dowcipy. Na szczęście miał
przyjaciół, którzy podnosili go na duchu. Ja od razu zaoferowałam się z pomocą,
bo po tej feralnej lekcji David miał zostać w klasie i dowiedzieć się, co ma
zrobić na dwóję. Wyszedł dosłownie załamany.
-Kazał mi wykuć cały podręcznik! – jęknął, chowając twarz
w dłoniach.
-Nie martw się... Dasz radę... – pocieszał go Pierre,
klepiąc ze współczuciem przyjaciela po plecach.
-Przecież ci pomogę – odezwałam się nieśmiało,
spoglądając na blondyna.
-To nic nie da. Zawalę cały rok. I kolejny też, bo on
wciąż będzie tu uczył. Nigdy nie skończę tego liceum... – ględził bez przerwy –
A moi rodzice?! Zamordują mnie! Nie będę miał perkusji, basu... Ja tego nie przeżyję...
-Dave! – warknął Seb, zrywając się, podchodząc do
blondyna i zwyczajnie go policzkując. Otworzyłam usta ze zdziwienia, ale zanim
zdążyłam cokolwiek powiedzieć, błękitnooki wrzasnął – Przestań, debilu! Nic
jeszcze nie jest stracone! My w ciebie wierzymy! Kate ci pomoże i dasz sobie
radę! Tylko musisz ruszyć dupę i wziąć książkę do ręki! Kilka dni popracujecie
i wszystko ładnie przerobicie! Rozumiesz?!
-Ale...
-Nie ma żadnego ale! Masz zdać choćbyś miał umrzeć z
przemęczenia! Dasz radę, my to wiemy! My, twoi przyjaciele!
-Dzięki... – wymamrotał Dave, wciąż jednak nie wierzył,
że to może mieć szczęśliwy koniec. Spojrzeliśmy po sobie i westchnęliśmy cicho.
Wiedzieliśmy, że teraz nawet ogromny banan nie dałby rady pocieszyć blondyna.
-Kate, chciałbym z tobą porozmawiać – usłyszałam nad
swoim uchem głos, który natychmiast rozpoznałam. Głos mojego nauczyciela od
historii.
Mam nadzieję, że ten nauczyciel historii zostanie zwolniony :-). MC
OdpowiedzUsuń