środa, 16 maja 2012

CZĘŚĆ I PART VI


Planowałam dzisiejszy dzień poświęcić na zdobycie lewego zwolnienia z zajęć do końca roku. Znowu udawałam przed mamą złe samopoczucie. Biedaczka już sama nie wiedziała, co ma robić. Zapewne pomyślała, że wczoraj za długo balowałam z chłopakami. W sumie to ma prawo tak sądzić, wróciłam do domu dopiero koło dziewiątej, roześmiana i rozchichotana. Znowu pozwoliła mi nie pójść do szkoły, pod warunkiem, że to ostatni raz i jutro już pójdę.
Taaa... Tyle że Dave i jego paczka musieli popsuć mój genialny, misternie układany przez całą noc plan dnia. Przyszli po mnie punktualnie o 8.00. Musieli się domyślić, że dzisiaj znowu nie będę miała odwagi wyjść z domu. Ponownie poprosili moją mamę o zaprowadzenie siebie do mojego pokoju i palnęli mi kazanie, wrzeszcząc jeden przez drugiego o zaletach szkoły i innych głupotach. Na koniec Seb oznajmił, że jeśli dobrowolnie nie pójdę, to będą zmuszeni zrobić to samo, co wczoraj. A jednak nie chciałam, by Dave przez całą drogę niósł mnie na rękach. Zrezygnowana westchnęłam i kazałam im zaczekać na zewnątrz, by się przygotować do wyjścia.
Na szczęście dzisiaj mieliśmy dopiero na dziewiątą, więc do szkoły dotarliśmy równo z dzwonkiem. Ciągle łaziłam z chłopakami, bo zwyczajnie bałam się odstąpić ich na krok. Jego także dzisiaj widziałam, wysyłał mi zawistne spojrzenia, na które starałam się nie reagować. Ale nie podszedł. Najwyraźniej przestraszył się piątki chłopaków z liceum. Ale najgorsze dopiero było przed nami. Ósma godzina lekcyjna – historia.
Z ogromnym strachem w głębi serca usiadłam w ostatniej ławce. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Mojej koleżanki jeszcze nie było, zjawiła się jak zwykle minutę po dzwonku z najnowszymi plotkami. Ględziła i ględziła, a ja nawet przez sekundę nie pomyślałam o tym, by jej słuchać. Moje myśli uciekały gdzieś daleko, a właściwie do tego poprzedniego wieczoru. Wróciłam dopiero, gdy usłyszałam, że drzwi klasy się otwierają. Przełknęłam głośno ślinę. Chłopaki siedzieli daleko ode mnie, ale i tak wiedziałam, że nie dadzą zrobić mi krzywdy.
Dzisiejszego dnia wpatrywał się w dziennik o wiele dłużej niż zwykle. Zapewne zastanawiał się, komu ma wystawić proponowane zagrożenie, bo już niedługo trzeba było wystawiać oceny.
-Cabot, jesteś zagrożona, masz siedem pał z rzędu. McDill, ty też się lepiej pilnuj. Jeszcze jedna lufa i będziesz workiem treningowym dla swojego ojca. Desrosiers... – mężczyzna spojrzał zza dziennika na blondyna z szyderczym uśmiechem – Do odpowiedzi.
Wszyscy zamilkli i skierowali przestraszone oczy ku nauczycielowi. Zaskoczony blondyn otworzył szeroko buzię. Przecież na historii nigdy nie chodziło się do odpowiedzi. On nigdy nie pytał. Czasami tylko kartkówki robił, ale wszystkie zapowiedziane. Nigdy nie było sytuacji, w której uczeń nie wiedział, że może zostać zapytany i dlatego się nie przygotował.
-Desrosiers, głuchy jesteś?! Do odpowiedzi!
-Ja... Ja... – jąkał się blondyn – Ja jestem nieprzygotowany – wydusił.
Historyk znowu się szyderczo uśmiechnął i z podejrzaną satysfakcją w oczach zapisał coś w dzienniku.
-W takim razie zeszyt poproszę – oznajmił, prostując się w fotelu.
Dave przełknął cicho ślinę, chwycił swój zeszyt i ruszył ku biurkowi nauczyciela. Ten wyrwał mu trzydziestodwukartkowca , rzucając zawistne spojrzenie blondynowi, którego chyba i tak nikt oprócz mnie nie zauważył. Skomentował już okładkę, mamrocząc o jakichś dziwnych niekształtnych stworach. Następnie skrytykował wszystko, co tylko dostrzegło jego czujne oko. Niechlujne pismo, skreślenia, rysunki na ostatniej stronie, pomazane marginesy, brak podkreślonych tematów i zapisanych dat, a nawet liczył kleksy. Najdłużej jednak mówił o jednej nieuzupełnionej notatce, o której Dave najwyraźniej zapomniał.
-Oj Desrosiers, Desrosiers... – wzdychał ciężko historyk – Takiego zeszytu jeszcze w swojej karierze nie widziałem – w to kłamstwo chyba nikt z klasy nie uwierzył – Masz mi dostarczyć na nowo przepisany zeszyt do następnej lekcji. Jeśli zobaczę jakąkolwiek niedoskonałość, siedzisz w trzeciej klasie kolejny rok. A tak możesz jeszcze wyślizgnąć się z zagrożenia...
-Zagrożenia!? – zerwał się Pierre, wrzeszcząc na całą klasę – Jakiego zagrożenia?! Dave spokojnie zasługuje na tróję! Pan naprawdę chce mu wystawić zagrożenie?!
Cała klasa zaszumiała, stawiając się za brunetem. Nauczyciel powoli odwrócił głowę w stronę zbulwersowanego bruneta, częstując go chłodnym spojrzeniem. Ale ten w ogóle się go nie przestraszył.
-Bouvier, chyba to ja uczę w tej szkole historii i ja wiem, na jaką ocenę zasługują moi uczniowie. Ty się lepiej nie odzywaj, bo jak sprawdzę twój zeszyt, dwója może się nie utrzymać. Więc radzę ci trzymać język za zębami. Ktoś jeszcze chce coś powiedzieć? – rozejrzał się po klasie, która momentalnie ucichła – Nikt? To świetnie. A ty Desrosiers, co tak stoisz? Wracaj do ławki.  Zapiszcie sobie temat dzisiejszej lekcji...
Blondyn smutny, a jednocześnie wściekły, ruszył w stronę swojego miejsca. Nie odezwał się ani słowem, wiedział, że to mogłoby tylko zadziałać na jego niekorzyść. Usiadł w ławce i spuścił głowę. Nagle poczułam niemiłe ukłucie w sercu. Moje sumienie się odezwało. Poczucie winy. To wszystko przeze mnie. To przeze mnie on teraz przeżywa ten dramat z historią. To przez to, że on wtedy zjawił się w klasie i ratował mnie.
Ale to był dopiero początek koszmaru. Blondyna teraz już nie tylko pilnował historyk, ale także inni nauczyciele. Przyczepiali się do jakiś szczegółów, na które normalnie nie zwróciliby uwagi. On naprawdę musiał opowiedzieć im stek bzdur, bo całe grono pedagogiczne spoglądało na blondyna chłodno, choć przed całą tą sytuacją z gwałtem zdecydowana większość lubiła tego nierozgarniętego i trochę fajtłapowatego blondyna latającego jak mucha po korytarzu i przemykało oko na jego swego rodzaju dowcipy. Na szczęście miał przyjaciół, którzy podnosili go na duchu. Ja od razu zaoferowałam się z pomocą, bo po tej feralnej lekcji David miał zostać w klasie i dowiedzieć się, co ma zrobić na dwóję. Wyszedł dosłownie załamany.
-Kazał mi wykuć cały podręcznik! – jęknął, chowając twarz w dłoniach.
-Nie martw się... Dasz radę... – pocieszał go Pierre, klepiąc ze współczuciem przyjaciela po plecach.
-Przecież ci pomogę – odezwałam się nieśmiało, spoglądając na blondyna.
-To nic nie da. Zawalę cały rok. I kolejny też, bo on wciąż będzie tu uczył. Nigdy nie skończę tego liceum... – ględził bez przerwy – A moi rodzice?! Zamordują mnie! Nie będę miał perkusji, basu... Ja tego nie przeżyję...
-Dave! – warknął Seb, zrywając się, podchodząc do blondyna i zwyczajnie go policzkując. Otworzyłam usta ze zdziwienia, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, błękitnooki wrzasnął – Przestań, debilu! Nic jeszcze nie jest stracone! My w ciebie wierzymy! Kate ci pomoże i dasz sobie radę! Tylko musisz ruszyć dupę i wziąć książkę do ręki! Kilka dni popracujecie i wszystko ładnie przerobicie! Rozumiesz?!
-Ale...
-Nie ma żadnego ale! Masz zdać choćbyś miał umrzeć z przemęczenia! Dasz radę, my to wiemy! My, twoi przyjaciele!
-Dzięki... – wymamrotał Dave, wciąż jednak nie wierzył, że to może mieć szczęśliwy koniec. Spojrzeliśmy po sobie i westchnęliśmy cicho. Wiedzieliśmy, że teraz nawet ogromny banan nie dałby rady pocieszyć blondyna.
-Kate, chciałbym z tobą porozmawiać – usłyszałam nad swoim uchem głos, który natychmiast rozpoznałam. Głos mojego nauczyciela od historii.

1 komentarz:

  1. Mam nadzieję, że ten nauczyciel historii zostanie zwolniony :-). MC

    OdpowiedzUsuń