piątek, 25 maja 2012

CZĘŚĆ I PART XI


Wszystko skończyło się tak, jak miało się skończyć. Nauczyciel został bezzwłocznie wyrzucony z pracy. David będzie mógł jeszcze raz zaliczać z historii, chłopaki znowu zaczęli świrować na przerwach, a ja w końcu przestałam bać się szkoły. Wszystko zaczęło układać się jak bajka. A do szczęścia brakowało nam tylko jednego...
Wyjaśniło się to tydzień później. Siedziałam z chłopakami na placu zabaw. Pierre usiłował wdrapać się na szczyt dziecięcych drabinek, co szło mu naprawdę ślamazarnie. Jeff zjeżdżał na niewielkiej zjeżdżalni, która miała nie więcej niż dwa metry. Zdenerwowany Chuck rozmawiał z jakimś dzieckiem, które omal się nie rozpłakało, a Seb biegał od jednego do drugiego, Bóg jeden wie, po co. I chyba tylko ja wciąż z niepokojem czekałam na wyrok.
Gdy ujrzałam biegnącego w moją stronę Dave’a z szerokim bananem na twarzy, poczułam naprawdę ogromną ulgę. Rzuciłam się w jego kierunku, pytając nerwowo o wynik, by się upewnić. Ale to nie było potrzebne.
-Zdałem! – wrzeszczał blondyn, skacząc wokół mnie – Udało mi się! Zdałem! Zdałem aż na tróję!  - jeszcze szerzej się uśmiechnęłam, wpatrując się w jego radość. Cieszyłam się, widząc go szczęśliwego i pełnego wiary we własne możliwości oraz pełnego nadziei. Cieszyłam się, widząc Dave’a, którego poznałam.
-To świetnie! – krzyknęłam, przybijając z nim piątkę. Rzuciliśmy się sobie w ramiona.
Wszystko zaczęło się nagle, tak nagle, że chyba nawet sam Dave nie wiedział, co robi. Ja chciałam mu tylko pogratulować. A blondyn musiał zrozumieć to inaczej. Spoważniał nagle, co mnie trochę zaskoczyło. Zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Czy już wtedy wiedziałam, o co może mu chodzić? Tak, chyba podświadomie czułam, że wiem, co chce zrobić. Ale próbowałam się oszukać, że jednak do tego nie dojdzie. Mimo wszystko ja tego nie przerwałam, gdy poczułam na swoich ustach smak jego warg. Milion różnych myśli przeleciało przez moją głowę, świat wewnętrzny jakby rozpłynął się. Przyjemne ciepło przez moment nas oplotło. Przez krótka chwilę liczyliśmy się tylko my. Ja i on.
Właściwie wszystko trwało zaledwie ułamek sekundy, ale ta chwila była dla mnie tak bardzo magiczna, że zapamiętałam ją do końca życia.  Chyba nawet podświadomie chciałam, by to trwało dłużej. Nagle dotarło do mnie, że to nie może się tak skończyć, że on nie może mnie tak całować. Przez moją głowę z prędkością światła przebiegły te trudne pytania: co ja do jasnej cholery wyprawiam i dlaczego jeszcze tego nie przerwałam?
Odskoczyłam od niego jak poparzona.
-Co ty robisz?! – zapytałam nerwowo, nie patrząc mu w oczy. Blondyn wyraźnie się przestraszył, wyczułam to w jego głosie.
-Ja... Ja myślałem... Że ty... Że ci się podoba... – tłumaczył się gęsto biedak, ale dla mnie nie miało to żadnego znaczenia.
-To lepiej więcej już nie myśl – warknęłam chłodno. David westchnął cicho ze smutkiem.
-Przepraszam – wyszeptał, spuszczając głowę.
-Twoje przeprosiny są dla mnie niewiele warte – rzuciłam wściekła. David milczał, wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć. Albo nie odezwał się, bo zauważył, że zbliżają się chłopaki.
-Wszystko widzieliśmy! – wyszczerzył się Pierre, niemal podskakując z radości – Wszyściuteńko! Nawet nie zaprzeczajcie. My o wszystkim wiemy!
-Zamknij się! – przerwałam mu tę głupią paplaninę. Brunet spojrzał na mnie zdumiony i zdruzgotany. Reszta także milczała zaskoczona moim wybuchowym temperamentem. Ale ja byłam tak wściekła, że nawet nie zwracałam na to uwagi. Obróciłam się na pięcie i ruszyłam ku bramie wyjściowej z parku.
-Zaczekaj, Kate! – Dave  usiłował zatrzymać mnie przez położenie dłoni na moim ramieniu. Nawet się nie odwracając, ponownie warknęłam:
-Zostaw mnie!
Blondyn chyba nie chciał ode mnie jeszcze bardziej oberwać, bo rzeczywiście posłuchał mojego rozkazu. Mogłam w spokoju odejść, usiłując ostudzić nerwy i poukładać w głowie myśli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz