Wszystko skończyło się tak, jak miało się skończyć.
Nauczyciel został bezzwłocznie wyrzucony z pracy. David będzie mógł jeszcze raz
zaliczać z historii, chłopaki znowu zaczęli świrować na przerwach, a ja w końcu
przestałam bać się szkoły. Wszystko zaczęło układać się jak bajka. A do
szczęścia brakowało nam tylko jednego...
Wyjaśniło się to tydzień później. Siedziałam z chłopakami
na placu zabaw. Pierre usiłował wdrapać się na szczyt dziecięcych drabinek, co
szło mu naprawdę ślamazarnie. Jeff zjeżdżał na niewielkiej zjeżdżalni, która
miała nie więcej niż dwa metry. Zdenerwowany Chuck rozmawiał z jakimś
dzieckiem, które omal się nie rozpłakało, a Seb biegał od jednego do drugiego,
Bóg jeden wie, po co. I chyba tylko ja wciąż z niepokojem czekałam na wyrok.
Gdy ujrzałam biegnącego w moją stronę Dave’a z szerokim
bananem na twarzy, poczułam naprawdę ogromną ulgę. Rzuciłam się w jego
kierunku, pytając nerwowo o wynik, by się upewnić. Ale to nie było potrzebne.
-Zdałem! – wrzeszczał blondyn, skacząc wokół mnie – Udało
mi się! Zdałem! Zdałem aż na tróję! -
jeszcze szerzej się uśmiechnęłam, wpatrując się w jego radość. Cieszyłam się, widząc
go szczęśliwego i pełnego wiary we własne możliwości oraz pełnego nadziei.
Cieszyłam się, widząc Dave’a, którego poznałam.
-To świetnie! – krzyknęłam, przybijając z nim piątkę.
Rzuciliśmy się sobie w ramiona.
Wszystko zaczęło się nagle, tak nagle, że chyba nawet sam
Dave nie wiedział, co robi. Ja chciałam mu tylko pogratulować. A blondyn musiał
zrozumieć to inaczej. Spoważniał nagle, co mnie trochę zaskoczyło. Zaczął
zbliżać swoją twarz do mojej. Czy już wtedy wiedziałam, o co może mu chodzić?
Tak, chyba podświadomie czułam, że wiem, co chce zrobić. Ale próbowałam się
oszukać, że jednak do tego nie dojdzie. Mimo wszystko ja tego nie przerwałam,
gdy poczułam na swoich ustach smak jego warg. Milion różnych myśli przeleciało
przez moją głowę, świat wewnętrzny jakby rozpłynął się. Przyjemne ciepło przez
moment nas oplotło. Przez krótka chwilę liczyliśmy się tylko my. Ja i on.
Właściwie wszystko trwało zaledwie ułamek sekundy, ale ta
chwila była dla mnie tak bardzo magiczna, że zapamiętałam ją do końca życia. Chyba nawet podświadomie chciałam, by to
trwało dłużej. Nagle dotarło do mnie, że to nie może się tak skończyć, że on
nie może mnie tak całować. Przez moją głowę z prędkością światła przebiegły te
trudne pytania: co ja do jasnej cholery wyprawiam i dlaczego jeszcze tego nie
przerwałam?
Odskoczyłam od niego jak poparzona.
-Co ty robisz?! – zapytałam nerwowo, nie patrząc mu w
oczy. Blondyn wyraźnie się przestraszył, wyczułam to w jego głosie.
-Ja... Ja myślałem... Że ty... Że ci się podoba... –
tłumaczył się gęsto biedak, ale dla mnie nie miało to żadnego znaczenia.
-To lepiej więcej już nie myśl – warknęłam chłodno. David
westchnął cicho ze smutkiem.
-Przepraszam – wyszeptał, spuszczając głowę.
-Twoje przeprosiny są dla mnie niewiele warte – rzuciłam
wściekła. David milczał, wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć. Albo nie odezwał
się, bo zauważył, że zbliżają się chłopaki.
-Wszystko widzieliśmy! – wyszczerzył się Pierre, niemal
podskakując z radości – Wszyściuteńko! Nawet nie zaprzeczajcie. My o wszystkim
wiemy!
-Zamknij się! – przerwałam mu tę głupią paplaninę. Brunet
spojrzał na mnie zdumiony i zdruzgotany. Reszta także milczała zaskoczona moim
wybuchowym temperamentem. Ale ja byłam tak wściekła, że nawet nie zwracałam na
to uwagi. Obróciłam się na pięcie i ruszyłam ku bramie wyjściowej z parku.
-Zaczekaj, Kate! – Dave
usiłował zatrzymać mnie przez położenie dłoni na moim ramieniu. Nawet
się nie odwracając, ponownie warknęłam:
-Zostaw mnie!
Blondyn chyba nie chciał ode mnie jeszcze bardziej
oberwać, bo rzeczywiście posłuchał mojego rozkazu. Mogłam w spokoju odejść,
usiłując ostudzić nerwy i poukładać w głowie myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz