poniedziałek, 21 maja 2012

CZĘŚĆ I PART IX


Kiedy blondyn wreszcie stamtąd wyszedł, wszyscy zerwali się jak na rozkaz. Dave przeleciał smutnym wzrokiem po naszych twarzach i spuścił głowę. Przez kilka sekund nikt się nie odzywał, najwyraźniej bojąc się dostać odpowiedź na swoje pytanie.
-I... I jak? Jak ci... poszło? – przemógł się w końcu Chuck. Wszyscy na moment wstrzymaliśmy oddechy, wpatrując się w przyjaciela. On tylko usiadł, westchnął cicho i schował twarz w dłoniach. Od razu wyczuliśmy, że coś jest nie tak.
-David, co się dzieje?! – warknął zdenerwowany Seb, nie potrafiąc już dłużej wytrzymać w tej niepewności.
-No jak to co się dzieje – wydusił z siebie blondyn – Nie widać po moim nastroju?
-Powiedz wprost: tak czy nie?
On przez chwilę milczał, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. A tak naprawdę po prostu próbował uspokoić swoje uczucia, burzące się w jego głowie.
-Nie – odparł cicho, ale z opanowaniem – Nie zdałem.
Znowu zapadła cisza, a my spojrzeliśmy po sobie, przestraszeni nie na żarty, właściwie to nie wiedząc, co powiedzieć. I tylko debil Pierre wybuchł głośnym śmiechem. Nawet Dave trochę zdumiony i zirytowany, uniósł głowę do góry.
-ty żartujesz, prawda? – zapytał roześmiany, wskazując palcem na blondyna – Naprawdę mógłbyś sobie podarować...
-Pierre, ja nie żartuję! – odparł blondyn trochę rozdrażniony zachowaniem kumpla – Ja naprawdę zawaliłem ten rok szkolny z historii. Nie podejdę do matury...
Pierre zbladł lekko, wpatrując się w swojego przyjaciela szeroko otwartymi oczyma i zwyczajnie mu nie dowierzając. Do jego głowy tak jak i do naszych, nie chciała wkraść się ta myśl, że on nie zdał. Po prostu nie mogła.
-Ale zaczekaj... Jak... Przecież ty wszystko umiałeś! – usiadłam obok niego na ławce i spojrzałam w jego piwne oczyska. Smutek, który ujrzałam w jego źrenicach, sprawił, że omal nie rozpadłam się z żalu.
-Najwyraźniej nie wszystko – podsumował blondyn.
-David, nie mąć mi jeszcze bardziej w głowie! Powiedz lepiej, co się stało, sekunda po sekundzie!
-Proste. Zadał mi pięć pytań, odpowiedziałem na cztery. Miałem osiemdziesiąt procent, czyli według naszego historyka za mało, bym zasługiwał na dwóję, bo to były „bardzo łatwe pytania” – zacytował – I na sam koniec dodał, że oblałem. A że przez jakąś minutę stałem i gapiłem się na niego, to trochę się wkurzył i wywalił mnie stamtąd.
-Zaczekaj... Miałeś osiemdziesiąt procent?! – powtórzył zdumiony Pierre – Przecież... Rany... Ja sam nie wiem, czy bym odpowiedział chociaż na te dwadzieścia... Czekajcie, dwadzieścia procent z 5... – brunet zaczął drapać się po głowie, mamrocząc coś pod nosem, ale nikt nawet nie zwracał na niego uwagi.
-Nie martw się, Dave – poklepałam go po plecach ze współczuciem. Właściwie to nie wiedziałam, jak się mam zachować. W końcu to przeze mnie to wszystko.
-Ja się nie martwię, Kate. Naprawdę się nie martwię – blondyn uśmiechnął się, a raczej próbował się uśmiechnąć, bo chyba nie za bardzo mu to wychodziło. Wiedziałam, że on tylko próbuje grać chojraka, ale w jego sercu króluje rozpacz – Chłopaki, teraz pewnie będę mógł rzadziej się z wami spotykać. Nawet nie wiem, jak zareagują moi rodzice. To będzie piekło... – ponownie schował twarz w dłoniach.
-Dave – Jeff dosłownie pojawił się znikąd. Nawet nie zauważyłam, kiedy zniknął. Ale musiał zniknąć, bo w jego dłoniach pojawiła się niewielka reklamówka z bananami – Trzymaj – na siłę wsadził mu do ręki owoc. Desrosiers wciąż ze spuszczoną głową zaczął delikatnie obierać go ze skórki, jakby chciał uświetnić tę chwilę. Wpatrywaliśmy się w niego, póki nie ugryzł banana i nie stwierdził, że nawet on w takich sytuacjach smakuje inaczej.
-Przecież to nie może się tak skończyć... – jęknęłam – Dave, przecież ty nie możesz nie zdać przez to, że uratowałeś mi życie! Przecież nie możesz nie podejść do matury tylko dlatego, że jesteś szlachetnym człowiekiem! On nie może cię w taki sposób traktować!
-Więc co zamierzasz zrobić, Kate? – zapytał spokojnie Seb, gasząc moje ogromne chęci – Zrozum, my nie możemy nic. Jesteśmy tylko zwykłymi uczniakami, a on to jednak szanowany nauczyciel. Nawet jakbyśmy powiedzieli prawdę, to prawdopodobnie każdy by tylko prychnął i wszyscy zgodnie by odparli, że Dave jest leniwy i się nie uczył, a ty specjalnie wszystko wymyśliłaś.
Kątem oka widziałam, jak Chuck, Jeff i Pierre rzucają sobie pytające spojrzenia, zastanawiając się nad tym, o czym my właściwie gadamy. To oznaczało, że ani Seb, ani Dave nie puścili pary z ust. Byłam im za to wdzięczna, bo to wspomnienie wciąż mnie bolało i wolałabym, by jak najmniej osób o tym wiedziało. Ale zdawałam sobie sprawę z tego, że teraz jestem im dłużna wyjaśnienia tego wszystkiego.
-Pierre, Chuck, Jeff, wy tego nie wiecie, ale... On próbował mnie zgwałcić – wyszeptałam, wskazując głową na drzwi. Nie chciałam nic więcej na ten temat mówić, a chłopaki nie ciągnęli mnie za język. Zapewne dlatego, że dla nich to była kolejna szokująca wiadomość dzisiejszego dnia – A David... David go powstrzymał – dopowiedziałam jeszcze – Dlatego teraz się mści.
-Cholera... – wstrząśnięty Bouvier usiadł, gapiąc się to na mnie, to na blondyna – Cholera – powtórzył ponownie – Ale to... cholera – najwyraźniej inne słowo nie mogło mu przejść przez gardło.
-David, on ci wtedy groził, prawda? – zapytał Chuck, przykucając przed blondynem i z niepokojem na niego zerkając – Wtedy gdy zabrał cię do klasy na rozmowę o zeszycie.
Desrosiers ugryzł banana, ale wszyscy domyślili się, że on chce po prostu uniknąć odpowiedzi na to pytanie. Tym razem mu się nie udało. Chłopaki nie dali mu tak łatwo spokoju.
-Tak, groził mi – potwierdził w końcu wszystkich przypuszczenia po pięciu minutach milczenia – Groził mi, że jeśli nie odczepię się od Kate, on usadzi mnie w maturalnej klasie. I jak widać udało mu się to bez większego problemu. Cholera, po co ja jeszcze pyskowałem... – mamrotał chyba bardziej do ściany niż do któregokolwiek z nas. Spojrzeliśmy po sobie zaciekawieni, a potem znowu utkwiliśmy wzrok w blondynie.
-I co mu powiedziałeś?
-Prawdę – odparł blondyn zaciskając pięści – Powiedziałem mu prosto w oczy, że jest gwałcicielem i inne takie...
-To jakaś komedia – wyszeptał zaszokowany Chuck – Powiedzcie, że to „Mamy cię”.
-Niestety Chuck. To jest życie – wychrypiałam.
-Nie.... Nie, tego już za wiele... – Pierre zaczął niebezpiecznie zbliżać się w stronę klasy, wkurzony – Najpierw Kate, teraz Dave. Nie, ten gość już przesadził. Trzeba nauczyć go porządku – brunet podwinął rękawy i zacisnął pięści – Zamorduję gnoja – wysyczał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz