Kiedy blondyn wreszcie stamtąd wyszedł, wszyscy zerwali
się jak na rozkaz. Dave przeleciał smutnym wzrokiem po naszych twarzach i
spuścił głowę. Przez kilka sekund nikt się nie odzywał, najwyraźniej bojąc się dostać
odpowiedź na swoje pytanie.
-I... I jak? Jak ci... poszło? – przemógł się w końcu
Chuck. Wszyscy na moment wstrzymaliśmy oddechy, wpatrując się w przyjaciela. On
tylko usiadł, westchnął cicho i schował twarz w dłoniach. Od razu wyczuliśmy,
że coś jest nie tak.
-David, co się dzieje?! – warknął zdenerwowany Seb, nie
potrafiąc już dłużej wytrzymać w tej niepewności.
-No jak to co się dzieje – wydusił z siebie blondyn – Nie
widać po moim nastroju?
-Powiedz wprost: tak czy nie?
On przez chwilę milczał, jakby zastanawiał się nad
odpowiedzią. A tak naprawdę po prostu próbował uspokoić swoje uczucia, burzące
się w jego głowie.
-Nie – odparł cicho, ale z opanowaniem – Nie zdałem.
Znowu zapadła cisza, a my spojrzeliśmy po sobie,
przestraszeni nie na żarty, właściwie to nie wiedząc, co powiedzieć. I tylko
debil Pierre wybuchł głośnym śmiechem. Nawet Dave trochę zdumiony i zirytowany,
uniósł głowę do góry.
-ty żartujesz, prawda? – zapytał roześmiany, wskazując
palcem na blondyna – Naprawdę mógłbyś sobie podarować...
-Pierre, ja nie żartuję! – odparł blondyn trochę
rozdrażniony zachowaniem kumpla – Ja naprawdę zawaliłem ten rok szkolny z
historii. Nie podejdę do matury...
Pierre zbladł lekko, wpatrując się w swojego przyjaciela
szeroko otwartymi oczyma i zwyczajnie mu nie dowierzając. Do jego głowy tak jak
i do naszych, nie chciała wkraść się ta myśl, że on nie zdał. Po prostu nie
mogła.
-Ale zaczekaj... Jak... Przecież ty wszystko umiałeś! –
usiadłam obok niego na ławce i spojrzałam w jego piwne oczyska. Smutek, który
ujrzałam w jego źrenicach, sprawił, że omal nie rozpadłam się z żalu.
-Najwyraźniej nie wszystko – podsumował blondyn.
-David, nie mąć mi jeszcze bardziej w głowie! Powiedz
lepiej, co się stało, sekunda po sekundzie!
-Proste. Zadał mi pięć pytań, odpowiedziałem na cztery.
Miałem osiemdziesiąt procent, czyli według naszego historyka za mało, bym
zasługiwał na dwóję, bo to były „bardzo łatwe pytania” – zacytował – I na sam
koniec dodał, że oblałem. A że przez jakąś minutę stałem i gapiłem się na
niego, to trochę się wkurzył i wywalił mnie stamtąd.
-Zaczekaj... Miałeś osiemdziesiąt procent?! – powtórzył
zdumiony Pierre – Przecież... Rany... Ja sam nie wiem, czy bym odpowiedział
chociaż na te dwadzieścia... Czekajcie, dwadzieścia procent z 5... – brunet zaczął
drapać się po głowie, mamrocząc coś pod nosem, ale nikt nawet nie zwracał na
niego uwagi.
-Nie martw się, Dave – poklepałam go po plecach ze
współczuciem. Właściwie to nie wiedziałam, jak się mam zachować. W końcu to
przeze mnie to wszystko.
-Ja się nie martwię, Kate. Naprawdę się nie martwię –
blondyn uśmiechnął się, a raczej próbował się uśmiechnąć, bo chyba nie za
bardzo mu to wychodziło. Wiedziałam, że on tylko próbuje grać chojraka, ale w
jego sercu króluje rozpacz – Chłopaki, teraz pewnie będę mógł rzadziej się z
wami spotykać. Nawet nie wiem, jak zareagują moi rodzice. To będzie piekło... –
ponownie schował twarz w dłoniach.
-Dave – Jeff dosłownie pojawił się znikąd. Nawet nie
zauważyłam, kiedy zniknął. Ale musiał zniknąć, bo w jego dłoniach pojawiła się
niewielka reklamówka z bananami – Trzymaj – na siłę wsadził mu do ręki owoc.
Desrosiers wciąż ze spuszczoną głową zaczął delikatnie obierać go ze skórki,
jakby chciał uświetnić tę chwilę. Wpatrywaliśmy się w niego, póki nie ugryzł
banana i nie stwierdził, że nawet on w takich sytuacjach smakuje inaczej.
-Przecież to nie może się tak skończyć... – jęknęłam –
Dave, przecież ty nie możesz nie zdać przez to, że uratowałeś mi życie!
Przecież nie możesz nie podejść do matury tylko dlatego, że jesteś szlachetnym
człowiekiem! On nie może cię w taki sposób traktować!
-Więc co zamierzasz zrobić, Kate? – zapytał spokojnie
Seb, gasząc moje ogromne chęci – Zrozum, my nie możemy nic. Jesteśmy tylko
zwykłymi uczniakami, a on to jednak szanowany nauczyciel. Nawet jakbyśmy
powiedzieli prawdę, to prawdopodobnie każdy by tylko prychnął i wszyscy zgodnie
by odparli, że Dave jest leniwy i się nie uczył, a ty specjalnie wszystko
wymyśliłaś.
Kątem oka widziałam, jak Chuck, Jeff i Pierre rzucają sobie
pytające spojrzenia, zastanawiając się nad tym, o czym my właściwie gadamy. To
oznaczało, że ani Seb, ani Dave nie puścili pary z ust. Byłam im za to
wdzięczna, bo to wspomnienie wciąż mnie bolało i wolałabym, by jak najmniej
osób o tym wiedziało. Ale zdawałam sobie sprawę z tego, że teraz jestem im dłużna
wyjaśnienia tego wszystkiego.
-Pierre, Chuck, Jeff, wy tego nie wiecie, ale... On
próbował mnie zgwałcić – wyszeptałam, wskazując głową na drzwi. Nie chciałam
nic więcej na ten temat mówić, a chłopaki nie ciągnęli mnie za język. Zapewne
dlatego, że dla nich to była kolejna szokująca wiadomość dzisiejszego dnia – A
David... David go powstrzymał – dopowiedziałam jeszcze – Dlatego teraz się
mści.
-Cholera... – wstrząśnięty Bouvier usiadł, gapiąc się to
na mnie, to na blondyna – Cholera – powtórzył ponownie – Ale to... cholera –
najwyraźniej inne słowo nie mogło mu przejść przez gardło.
-David, on ci wtedy groził, prawda? – zapytał Chuck,
przykucając przed blondynem i z niepokojem na niego zerkając – Wtedy gdy zabrał
cię do klasy na rozmowę o zeszycie.
Desrosiers ugryzł banana, ale wszyscy domyślili się, że
on chce po prostu uniknąć odpowiedzi na to pytanie. Tym razem mu się nie udało.
Chłopaki nie dali mu tak łatwo spokoju.
-Tak, groził mi – potwierdził w końcu wszystkich przypuszczenia
po pięciu minutach milczenia – Groził mi, że jeśli nie odczepię się od Kate, on
usadzi mnie w maturalnej klasie. I jak widać udało mu się to bez większego
problemu. Cholera, po co ja jeszcze pyskowałem... – mamrotał chyba bardziej do
ściany niż do któregokolwiek z nas. Spojrzeliśmy po sobie zaciekawieni, a potem
znowu utkwiliśmy wzrok w blondynie.
-I co mu powiedziałeś?
-Prawdę – odparł blondyn zaciskając pięści – Powiedziałem
mu prosto w oczy, że jest gwałcicielem i inne takie...
-To jakaś komedia – wyszeptał zaszokowany Chuck –
Powiedzcie, że to „Mamy cię”.
-Niestety Chuck. To jest życie – wychrypiałam.
-Nie.... Nie, tego już za wiele... – Pierre zaczął
niebezpiecznie zbliżać się w stronę klasy, wkurzony – Najpierw Kate, teraz Dave.
Nie, ten gość już przesadził. Trzeba nauczyć go porządku – brunet podwinął
rękawy i zacisnął pięści – Zamorduję gnoja – wysyczał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz