Być może tak naprawdę nie trwało to długo, ale dla mnie była
to wieczność. W końcu jednak ktoś się zjawił. On nie zauważył niespodziewanego
gościa, dopóki nie oberwał w policzek. Upadł na podłogę, a ja zasłoniłam sobie
usta dłoniami, by nie wybuchnąć płaczem. Ten ktoś nie tracił czasu. Nim
nauczyciel zdołał chociażby kiwnąć palcem, on już pozbawiał go przytomności.
Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to Dave. Blondyn, widząc, że historyk już się
nie porusza, szybko znalazł się przy mnie, chwycił moją drżącą dłoń i krzyknął:
-Szybciej Kate, musimy stąd wiać!
Dopiero wtedy ta blokada gdzieś zniknęła. Mogłam wreszcie
się ruszyć. Ale nie poświęciłam zbyt wiele czasu na radość z tego powodu.
Zaczęłam pędzić za David’em. Zdawałam sobie sprawę z ogromnego
niebezpieczeństwa, jakie na siebie ściągnęliśmy. Mój strach wzrósł
kilkakrotnie, o ile to w ogóle możliwe. Serce waliło mi niczym młot. Nie mogłam
uspokoić natłoku napływających myśli, wszystko mi się ze sobą zlewało. Nie
mogłam się na niczym skupić. Teraz tylko pragnęłam biec dalej, byle jak
najdalej od tej klasy, od tego miejsca, od tego nauczyciela. Potknęłam się. Nie
zdołałam złapać równowagi i upadłam.
-Kate! – usłyszałam przerażony głos Davida. Uniosłam
głowę do góry. Dopiero wtedy dotarło do mnie wszystko, co się wydarzyło. I
zdałam sobie sprawę z tego, że tego już nigdy nie pozbędę się ze swojej głowy,
że w mojej psychice na zawsze pozostanie bolesny ślad.
-Nic ci się nie stało? – blondyn wyraźnie przestraszony
przykucnął przede mną. Spojrzałam przez przypadek w jego brązowe oczy i
wybuchłam głośnym niepohamowanym płaczem. On nawet się nie odezwał. Pomógł mi
wstać i delikatnie objął mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w jego klatkę
piersiową, zaskakując nawet siebie. Powoli gdzieś mnie prowadził, nawet sama
nie wiedziałam, gdzie. Mówił do mnie ze spokojem i opanowaniem. Ufałam mu.
Ufałam mu całkowicie. A być może nie powinnam. Przecież jest dla mnie zupełnie
obcy. Ale coś w głębi serca mówiło mi, że akurat on należy do sprawiedliwych.
Zresztą teraz nawet nie byłam w stanie o tym myśleć.
Liczyło się dla mnie jedynie to, że ktoś przy mnie był, że komuś mogłam się
wyżalić.
-Boję się... – wyszlochałam – Boję się, że on się tu
zaraz zjawi... Że znowu będzie chciał... – przełknęłam głośno ślinę i pociągnęłam
nosem. Usiedliśmy gdzieś na jakiejś ławce. Bałam się unieść głowę i rozejrzeć
się. Bałam się odkleić głowę od jego bluzy.
-No już spokojnie... Jestem przy tobie... Nie dam zrobić
tobie krzywdy... – szeptał przez cały czas, wciąż przytulając mnie. Słyszałam
jego nierówny oddech. Pewnie jeszcze nie odpoczął po poprzednim biegu. Ja
zresztą też byłam zmęczona, ale jakoś o tym nie myślałam, w ogóle tego nie czułam. I tak duszę miałam
zajętą czymś innym.
Ciągle to do mnie wracało. Wciąż miałam to przed oczami,
to jak do mnie podchodził, jak się zbliżał. Pragnęłam zapomnieć, pragnęłam, by
to zniknęło. Ale się nie dało. I dobrze o tym wiedziałam. Czułam się okropnie.
Nie potrafiłam poradzić sobie z tym wszystkim. Na szczęście wraz ze mną był
Dave. Pomagał mi. Pomagał mi jak nikt inny. Tylko... Skąd on wiedział? Skąd on
w ogóle tam się wziął? Spadł mi jak z nieba...
-David... David, ty nikomu nie powiesz, prawda? –
pociągnęłam nosem i spojrzałam na niego z nadzieją. On patrzył na mnie trochę
jakby z troską – Nikomu, Dave, proszę cię...
-Kate, przecież nie możemy milczeć... On chciał cię
zgwałcić... Musisz... Komukolwiek...
-David... Błagam cię... Ja... Nie zniosę takiej hańby...
Oni wszyscy będą mnie pokazywać palcami...Wszyscy będą się gapić... – po raz drugi
na niego spojrzałam, tym razem z rozpaczą – Błagam cię, chcę, żeby to zostało
między nami...
-No... – blondyn przez chwilę się zawahał, na pewno
niezbyt przekonany moimi argumentami, ale najwyraźniej przekonałam go swoim
wyrazem twarzy – Jeśli tak bardzo chcesz... Proszę bardzo, nikomu nie powiem.
-Dzięki – odparłam z ulgą – Dzięki za wszystko...
Uratowałeś mnie, siedzisz tu ze mną... Dzięki...
On tylko westchnął cicho, a ja, wciąż jeszcze łkając,
jeszcze bardziej wtuliłam się w jego klatę. Wyczułam, że jego serce jeszcze
mocniej zaczęło bić. Wiedziałam, że on mnie nie skrzywdzi, ani nie da mnie
skrzywdzić, chociaż właściwie prawie się nie znamy. Wiec dlaczego ja mu ufam?
Znowu popełniam ten sam błąd. Za wcześnie go polubiłam, zbyt wcześnie się przed
nim otwieram. Co jeśli to się powtórzy? Co jeśli on wykorzysta to przeciwko
mnie? Być może znowu się zawiodę. Ale coś mi mówiło, że on taki nie jest, że
jego nie muszę się bać.
Akcja rozwija się :). Wyłania się uczuciowa strona Dave'a <3. MC
OdpowiedzUsuń