wtorek, 22 maja 2012

CZĘŚĆ I PART X


-Nie.... Nie, tego już za wiele... – Pierre zaczął niebezpiecznie zbliżać się w stronę klasy, wkurzony – Najpierw Kate, teraz Dave. Nie, ten gość już przesadził. Trzeba nauczyć go porządku – brunet podwinął rękawy i zacisnął pięści – Zamorduję gnoja – wysyczał.
Nikt nie brał słów Pierre’a na poważnie. Wszyscy byli zbyt zajęci sobą i swoimi myślami, by zwracać uwagę jeszcze na niego. Jednak z Pierre’em tak było, że jak już wbił sobie coś do głowy, to trzymał się już tego. Najgorsze jest to, że nawet Seb, który zauważył, że Bouvier zniknął w czeluściach klasy, nie zdążył już powstrzymać go przed zadaniem ciosu nauczycielowi. My wszyscy, wbiegłszy tuż za błękitnookim, widzieliśmy, jak jego zaciśnięta pięść ląduje na policzku historyka. W brunecie wrzała tak ogromna złość, że nawet sam Seb nie mógł dać mu rady. Na szczęście Jeff i Chuck szybko się ogarnęli i pomogli błękitnookiemu. Ja i Dave staliśmy wciąż zaszokowani tym, co widzieliśmy. Pierre chyba jeszcze nigdy się tak nie wkurzył. A przynajmniej ja nie zauważyłam, by kiedyś tak agresywnie reagował.
-Wie pan co? – zapytał wpieniony, próbując wyszarpać się z objęć kumpli i wpatrując się spod brwi w podnoszącego się na nogi nauczyciela – Jest pan największą świnią, jak zdą... – reszta słów została zagłuszona przez dłoń jak zawsze roztropnego błękitnookiego.
Historyk zaśmiał się cicho i powoli podszedł do Pierre’a. Seb, Jeff i Chuck nie mogli się ruszyć, nawet cofnąć, bo brunet cały czas się wiercił. Ale trzymali go na tyle mocno, że nie dał rady im się wyswobodzić, chociaż z całej piątki to on był najsilniejszy.
-Bouvier... Jaki ty jesteś przygłupi... – mówiąc to uważnie wycelował w bruneta pięścią. I zanim ktokolwiek zdążył chociażby kiwnąć palcem, David już leciał w jego stronę. Jeff jęknął cicho i rzucił się w stronę kumpla.
-A tobie Desrosiers co, nie dostało się ostatnio? Za mało?! Jeszcze chcesz?! – roześmiał się szyderczo.
-Nikt nie będzie na moich oczach krzywdził moich przyjaciół! – warknął Dave – Ze mną może pan robić, co chce, ale nie z moimi przyjaciółmi!
-Wiecie co? – zapytał on z szyderstwem w głosie – Zniszczę was. Zniszczę was wszystkich! Całą waszą piątkę! To co dotąd pokazałem to tylko namiastka mojej siły. Zobaczycie, jeszcze będziecie błagać mnie o łaskę! A ty, Kate... Nie myśl, że twoje szczęście będzie trwać wiecznie. W końcu i ciebie dostanę! – powiedział powoli się do mnie zbliżając. Cofnęłam się o krok, nie ukrywając strachu. Jeff, Seb i Chuck, niewiele myśląc nad tym, co robią, puścili Pierre’a i Dave’a, którzy w mig zjawili się przy mnie.
-Ch... chodźmy stąd, chłopaki – delikatnie położyłam dłonie na ich ramionach. Nie chciałam, by zaczęli się bić, nie chciałam, by komukolwiek stała się krzywda. Oni spojrzeli po sobie, wzruszając ramionami i niezbyt chętnie ruszyli za mną. Seb, Jeff i Chuck najwyraźniej także stwierdzili, że nic tu po nich.
-Idziemy do dyrektora – stwierdził Comeau – Być może i on nic w tej sprawie nie zrobi, ale ja nie widzę innego wyjścia. Musimy chociaż spróbować. Tak dalej na pewno nie może być.
-I co dalej, Chuck? Nam też zaczął grozić, a widziałeś na własne oczy, co się stało z Dave’em. I powiem ci więcej, on nie ma zwyczaju rzucania słów na wiatr.
-Więc mamy siedzieć i patrzeć, jak nasz oczernia? Nic z tym nie zrobimy? Chłopaki!
Zamilkliśmy, Chuck po prawdzie miał sporo racji. Nic nierobienie nie ma żadnego sensu, bo on może nas zniszczyć. A ja... Cóż... Muszę... Muszę o wszystkim komuś opowiedzieć. Ten jeden raz muszę się przemóc.
-Kate, wszystko zależy od ciebie. Jeśli... Jeśli dasz radę... Możesz nam pomóc. Nie chcemy naciskać, wiemy, że to ból... – usłyszałam z ust któregoś z chłopaków. Westchnęłam cicho. No właśnie, czy ja dam radę? Przecież muszę. Muszę, bo to przeze mnie Dave tyle cierpiał. Muszę, bo przeze mnie chłopaki mogą oberwać. A ja już nie chce krzywdzić. Nie chcę sprawiać im problemów.
-Dam radę – odparłam pewnie, zrywając się – I chcę. Chcę, żebyśmy wszyscy mieli święty spokój.
-Nie wiem, czy to wciąż jest możliwe – wyszeptał Seb.
***
Wraz z Dave’em siedziałam na korytarzu przed gabinetem dyrektora. Było już po wszystkim, choć ja wciąż to przeżywałam. Ręce mi drżały, a w oczach miałam łzy. Dave przytulał mnie do swojej piersi i powtarzał, że już po wszystkim, że teraz będziemy bezpieczni. Nie wiedziałam, czy mówił prawdę. Tego nikt jeszcze nie wiedział.
Ale odważyłam się. Opowiedziałam o wszystkim, ze szczegółami. Przy dyrektorze. Przy chłopakach. Już wtedy się rozklejałam, choć przyrzekałam sobie, że nie będę płakać. Dopiero gdy skończyłam o tym mówić, poprosiłam, by kontynuowano beze mnie. Dyrektor pokiwał głową, zgadzając się, bym opuściła jego gabinet. Poprosił jednak Seb’a, by wyszedł ze mną. Siedziałam z błękitnookim, łkając i usiłując powstrzymać spływające łzy. Dopiero po jakimś czasie przypomniałam sobie o dyktafonie. Wyszarpałam go z kieszeni,  błękitnooki spojrzał ciekawie, ale nie pytał o nic.
-S... Seb – wychlipałam – Seb... Weź to... weź i wróć tam... – wcisnęłam mu urządzonko do dłoni. On spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony. Bez zbędnych pytań włączył to i wsłuchiwał się w dźwięki wydobywające się z dyktafonu. Poklepał mnie po plecach i wstał. Wciąż milcząc, zapukał do gabinetu dyrektora. Chwilę później znowu zostałam sama. I znowu ten obraz zaczął kształtować się w mojej głowie. Koszmar powracał.
Wtedy poczułam, jak ktoś mnie przytula. Otworzyłam nieufnie oczy i ujrzałam Dave’a. Blondyn nawet się do mnie nie odezwał. Nie musiał nic mówić. Wiedziałam. I wtedy się rozkleiłam. A on znowu wiedział, czego ja potrzebuję. Wiedział, jak zareagować. Właściwie to on wiedział o mnie wszystko. Zdawał sobie sprawę z tego, że potrzebuję spokoju. Spokoju i bliskości.
-Kate! – nagle usłyszeliśmy  tak bardzo dobrze mi znany głos. Moja mama. Moja przewrażliwiona mama jak zwykle się o mnie martwi. Teraz już wiem, dlaczego. Ona po prostu nie chciała, bym to przeżywała. A i tak nie zdołałam tego uniknąć – Kate, kochanie... dlaczego mi nic nie powiedziałaś?! – brutalnie odkleiła mnie od piersi Dave’a  i przyciągnęła do swojej. Kątem oka zauważyłam, jak Dave odsuwa się od nas. Chyba chciał nam zapewnić chwilę prywatności.
-Przepraszam, mamuś, ja... Nie chciałam, byś się tym martwiła... – wyszeptałam, znowu czując, jak łzy napływają mi do oczu. Zaufałam właściwie obcemu człowiekowi, a nie potrafiłam zaufać własnej matce.
-skarbie, przecież wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko... Pragnę tylko twojego dobra, pamiętaj... takie piekło, a ja nic nie zauważyłam... Co ze mnie za matka...
-Przestań się obwiniać, to nie twoja wina... – wydukałam szeptem. 

1 komentarz:

  1. Dodałaś możliwość aby dodać komentarz jako anonim, więc komentuje. Przeczytałam rozdziały i powiem ci, że bardzo mi się to spodobało. Kate jest dziewczyną, która nie ma łatwo w życiu, ale ma przyjaciół, na których zawsze może liczyć - co widać w tym w w poprzednich rozdziałach. Nie mogę z tego nauczyciela!Co za gnój...oczernia/ kłamie/ prowokuje każdego, jak on może spojrzeć im w oczy? Przez niego są same kłopoty, mam nadzieje, że sprawiedliwości nadejdzie czas. Co do twojego stylu pisania, nie jestem ekspertem , ale wiem jedno - potrafisz pisać, a to jak to robisz, jest wyjątkowe, że człowiek chce czytać więcej! Mam więc prośbę - jak dodasz nowy rozdział, poinformuj mnie na tt . (forevergirlxd) Pozdrawiam i życzę weny ;* [broken-inside.blog.onet.pl )

    OdpowiedzUsuń