-Kate, chciałbym z tobą porozmawiać – usłyszałam nad
swoim uchem głos, który natychmiast rozpoznałam. Głos mojego nauczyciela od
historii.
-Proszę mówić tutaj – odparłam pewnie. Przy chłopakach
się go w ogóle nie bałam. Kątem oka zauważyłam, jak Seb nas obserwuje. Historyk
przez chwilę na mnie patrzył, jakby chciał zmusić mnie do zmiany decyzji. Nie
uległam. Już dawno przestałam słuchać jego poleceń. Przynajmniej tych
niedotyczących szkoły. A on nie mógł nic na to poradzić. Więc tylko wzruszył
obojętnie ramionami.
-Jestem gotowy, by pomóc ci w przygotowaniach do konkursu
– oznajmił, a ja jęknęłam w duchu. Konkurs... Zupełnie wyleciało mi to z głowy.
Zapomniałam, że on miał mi pomagać. Naprawdę zależało mi na wygranej, a bez
jego pomocy to jest prawie niemożliwe. Nie wiedziałam, co robić. Właściwie to
nie chciałam pogodzić się ze swoją decyzją. Ale przecież, gdybym została z nim
sam na sam. Mógłby... Mógłby zechcieć dokończyć...
-Ja... Nie jestem zainteresowana – odparłam trochę z
nieukrywanym żalem w głosie.
-Jak to?! – zapytał zaskoczony historyk - Dziewczyno, ty
wiesz, z czego rezygnujesz? Masz naprawdę ogromną szansę na zwycięstwo! Chcesz
ją w tak głupi sposób zaprzepaścić?!
-Nie chcę. Będę się uczyć indywidualnie.
-Indywidualnie? – prychnął z wyraźną pogardą – A ile ty
chcesz osiągnąć w taki sposób?! Beze mnie nie dasz sobie rady! Mogę ci pomóc...
-Niech pan najpierw powie, za jaką cenę – wysyczałam tak,
by nikt tego nie usłyszał. On rozejrzał się nerwowo, a ja poczułam, jak gotuje
się we mnie złość. Czy on naprawdę myśli, że jest niezastąpiony? Jeśli tak to
się myli. Bez niego przygotuje się jeszcze lepiej niż z nim. I pokażę, że on
nie jest mi do niczego potrzebny.
-Dzieciątko, nie zapędzasz się czasem? – wyszeptał niemal
bezgłośnie – Zobacz, do czego doprowadziłem Desrosiersa, ciebie na razie
oszczędzam, więc lepiej, złotko, nie podskakuj.
-Ja się nie boję.
-Żebyś się nie przejechała na tej pewności – wysyczał
przez zaciśnięte zęby, po czym odwrócił się i odszedł dumnym krokiem. Zamknęłam
na chwilę oczy i odetchnęłam głęboko trzy razy. Jakoś wciąż nie mogłam
poukładać sobie tego wszystkiego w głowie. Wciąż nie docierało do mnie to, że
on śmiał jeszcze do mnie podejść i namawiać mnie do spotkań z nim. Nagle
poczułam, jak ktoś poklepuje mnie po ramieniu. Odwróciłam się i napotkałam
błękitne oczy Seb’a. Uśmiechnął się do mnie, nie odzywając się, jednak ja
wiedziałam, co chce powiedzieć. Że on nie da mnie skrzywdzić. Ani on, ani żaden
z chłopaków.
***
-No to po raz ostatni – żegnałam w progu David’a – Kiedy
wybuchła II wojna światowa?
-1 września 1939 roku – odparł wykończony już blondyn.
Wiedziałam, że jest już zmęczony tym słuchaniem i ciągłym kuciem moich
wykładów. Przez ostatnie dni zjawiał się u mnie codziennie i po kilka godzin
słuchał z pilną uwagą mojego zrzędzenia. No i jeśliby wierzyć mu na słowo, a ja
akurat mu wierzę, to jeszcze dodatkowo uczył się w domu. Naprawdę zależało mu
na tym, by zdać.
-Gdzie?
-Westerplatte, 4.00. Hitler atakuje Polskę, bo ta nie
przystała na jego warunki. Trzeciego września wojnę III Rzeszy wypowiada
Anglia...
-Wielka Brytania – poprawiłam.
-... i Francja, ale jest to tak zwana zimna wojna, czyli
wojna tylko na papierze. Polakom nie pomógł nikt, a mimo to walczyli przez cały
wrzesień. Kiedy zaczynali przegrywać, polski rząd postanowił uciec do swoich
sprzymierzeńców, Rumunów, którzy jednak przeszli na stronę Hitlera. Porwali
prezydenta i premiera...
-Świetnie – przerwałam mu – Myślę, że coś z mojego
przynudzania o Europie zapamiętasz.
-Wątpię – posmutniał blondyn. Każdego wieczoru tak mówił,
a mi za każdym razem robiło się go żal. Nie poznawałam w nim Davida, który
kilka dni temu próbował zastrzelić mnie bananem.
-Dave, trochę wiary we własne możliwości! – poklepałam
Desrosiersa po plecach, by dodać mu otuchy. Ale chyba mi się nie udało.
-Jakby to miało coś mi dać...
-Może coś dać, może dużo dać. Dlatego musisz pamiętać: ty
umiesz tę historię, a on nie ma prawa postawić ci jedynki. Dave, walcz o swoje.
-Kate, ty nic nie rozumiesz. On może ot tak zostawić mnie
w tej klasie, jeśli tylko się zająknę. On mnie nienawidzi, a prawda jest taka,
że ja gówno mogę mu zrobić. Za to on zniszczy mi życie.
-Nie uda mu się, Dave – spojrzałam prosto w jego piwne
oczyska. Brakowało w nich błysku, tego czegoś, co z blondyna czyniło właśnie
jego. Desrosiersa. - No rozchmurz się już! Masz już dzisiaj nic nie powtarzać,
połóż się wcześniej spać...
-Wiem, Kate. Dzięki za wszystko. Za to, że mi pomagałaś
i... i za wsparcie. Szczególnie za wsparcie – blondyn niespodziewanie rzucił
się na mnie, chcąc się przytulić. Przez moment zachwiałam się, ale zdołałam
utrzymać równowagę. Nie powiem, zaskoczyło mnie to, ale mile. Niepewnie objęłam
go rękoma, uśmiechając się do siebie. Wtedy już wiedziałam, na czym polega
przyjaźń. Wtedy wiedziałam, że my na zawsze zostaliśmy przyjaciółmi.
-Nie ma za co, Dave – wybąkałam, czując się trochę
niezręcznie, ale naprawdę przyjemnie.
-Jest za co, Katie! Przesiedziałaś ze mną kilka dobrych
godzin, nawet więcej niż kilka. A wiem, że to dla ciebie była męczarnia.
-Przestań! – fuknęłam – Żadna męczarnia!
-Ale dla mnie to zrobiłaś. Dziękuję. Nieważnie, czy zdam,
czy nie, zawsze będę o tym pamiętał. Naprawdę nie wiem, jak ja ci się
odwdzięczę.
-Proszę cię, David – wyszeptałam zarumieniona,
spuszczając wzrok. Nie lubiłam, gdy ktoś mnie chwalił. Czułam się wtedy bardzo
niezręcznie – W porównaniu z tym, co ty dla mnie zrobiłeś...
-Daj spokój, Kate – blondyn odsunął się ode mnie –
Zapomnij o przeszłości, skup się na teraźniejszości i przyszłości. Dobra, nie
będę dłużej zawracał ci głowy. To do zobaczenia jutro – blondyn otworzył drzwi
i wyszedł, znikając wśród osłony ciemności.
-Cześć – odparłam, stojąc w progu i odprowadzając go
wzrokiem. Jeszcze przez jakiś czas wpatrywałam się w czerń, myśląc intensywnie.
Myśląc o nim. Wiedziałam, że mu się uda. Musiał zdać. Przecież tyle
poświęciliśmy czasu, by się przygotować. On nie mógł przegrać tej walki. Nie z
nim.
Poczułam jak zimno napiera na mnie z trzech różnych
stron. Zadrżałam. Gęsia skóra pokryła moje ciało, od stóp do głów, w ciągu ułamka
sekundy. Postanowiłam schować się w domu, wiedząc, że on już odszedł i
przypominając sobie o feralnym konkursie, w którym musiałam wziąć udział.
Wtedy go nie dostrzegłam. A on wciąż stał przed moim
domem, wpatrując się we mnie i zastanawiając się, co do jasnej cholery dzieje
się w jego głowie i w jego sercu.
Czekałam na ten moment, gdy Kate i David przytulą się do siebie :-). Jakie to romantyczne: "A on wciąż stał przed moim domem, wpatrując się we mnie i zastanawiając się, co do jasnej cholery dzieje się w jego głowie i w jego sercu". MC
OdpowiedzUsuń