czwartek, 17 maja 2012

CZĘŚĆ I PART VII


-Kate, chciałbym z tobą porozmawiać – usłyszałam nad swoim uchem głos, który natychmiast rozpoznałam. Głos mojego nauczyciela od historii.
-Proszę mówić tutaj – odparłam pewnie. Przy chłopakach się go w ogóle nie bałam. Kątem oka zauważyłam, jak Seb nas obserwuje. Historyk przez chwilę na mnie patrzył, jakby chciał zmusić mnie do zmiany decyzji. Nie uległam. Już dawno przestałam słuchać jego poleceń. Przynajmniej tych niedotyczących szkoły. A on nie mógł nic na to poradzić. Więc tylko wzruszył obojętnie ramionami.
-Jestem gotowy, by pomóc ci w przygotowaniach do konkursu – oznajmił, a ja jęknęłam w duchu. Konkurs... Zupełnie wyleciało mi to z głowy. Zapomniałam, że on miał mi pomagać. Naprawdę zależało mi na wygranej, a bez jego pomocy to jest prawie niemożliwe. Nie wiedziałam, co robić. Właściwie to nie chciałam pogodzić się ze swoją decyzją. Ale przecież, gdybym została z nim sam na sam. Mógłby... Mógłby zechcieć dokończyć...
-Ja... Nie jestem zainteresowana – odparłam trochę z nieukrywanym żalem w głosie.
-Jak to?! – zapytał zaskoczony historyk - Dziewczyno, ty wiesz, z czego rezygnujesz? Masz naprawdę ogromną szansę na zwycięstwo! Chcesz ją w tak głupi sposób zaprzepaścić?!
-Nie chcę. Będę się uczyć indywidualnie.
-Indywidualnie? – prychnął z wyraźną pogardą – A ile ty chcesz osiągnąć w taki sposób?! Beze mnie nie dasz sobie rady! Mogę ci pomóc...
-Niech pan najpierw powie, za jaką cenę – wysyczałam tak, by nikt tego nie usłyszał. On rozejrzał się nerwowo, a ja poczułam, jak gotuje się we mnie złość. Czy on naprawdę myśli, że jest niezastąpiony? Jeśli tak to się myli. Bez niego przygotuje się jeszcze lepiej niż z nim. I pokażę, że on nie jest mi do niczego potrzebny.
-Dzieciątko, nie zapędzasz się czasem? – wyszeptał niemal bezgłośnie – Zobacz, do czego doprowadziłem Desrosiersa, ciebie na razie oszczędzam, więc lepiej, złotko, nie podskakuj.
-Ja się nie boję.
-Żebyś się nie przejechała na tej pewności – wysyczał przez zaciśnięte zęby, po czym odwrócił się i odszedł dumnym krokiem. Zamknęłam na chwilę oczy i odetchnęłam głęboko trzy razy. Jakoś wciąż nie mogłam poukładać sobie tego wszystkiego w głowie. Wciąż nie docierało do mnie to, że on śmiał jeszcze do mnie podejść i namawiać mnie do spotkań z nim. Nagle poczułam, jak ktoś poklepuje mnie po ramieniu. Odwróciłam się i napotkałam błękitne oczy Seb’a. Uśmiechnął się do mnie, nie odzywając się, jednak ja wiedziałam, co chce powiedzieć. Że on nie da mnie skrzywdzić. Ani on, ani żaden z chłopaków.
***
-No to po raz ostatni – żegnałam w progu David’a – Kiedy wybuchła II wojna światowa?
-1 września 1939 roku – odparł wykończony już blondyn. Wiedziałam, że jest już zmęczony tym słuchaniem i ciągłym kuciem moich wykładów. Przez ostatnie dni zjawiał się u mnie codziennie i po kilka godzin słuchał z pilną uwagą mojego zrzędzenia. No i jeśliby wierzyć mu na słowo, a ja akurat mu wierzę, to jeszcze dodatkowo uczył się w domu. Naprawdę zależało mu na tym, by zdać.
-Gdzie?
-Westerplatte, 4.00. Hitler atakuje Polskę, bo ta nie przystała na jego warunki. Trzeciego września wojnę III Rzeszy wypowiada Anglia...
-Wielka Brytania – poprawiłam.
-... i Francja, ale jest to tak zwana zimna wojna, czyli wojna tylko na papierze. Polakom nie pomógł nikt, a mimo to walczyli przez cały wrzesień. Kiedy zaczynali przegrywać, polski rząd postanowił uciec do swoich sprzymierzeńców, Rumunów, którzy jednak przeszli na stronę Hitlera. Porwali prezydenta i premiera...
-Świetnie – przerwałam mu – Myślę, że coś z mojego przynudzania o Europie zapamiętasz.
-Wątpię – posmutniał blondyn. Każdego wieczoru tak mówił, a mi za każdym razem robiło się go żal. Nie poznawałam w nim Davida, który kilka dni temu próbował zastrzelić mnie bananem.
-Dave, trochę wiary we własne możliwości! – poklepałam Desrosiersa po plecach, by dodać mu otuchy. Ale chyba mi się nie udało.
-Jakby to miało coś mi dać...
-Może coś dać, może dużo dać. Dlatego musisz pamiętać: ty umiesz tę historię, a on nie ma prawa postawić ci jedynki. Dave, walcz o swoje.
-Kate, ty nic nie rozumiesz. On może ot tak zostawić mnie w tej klasie, jeśli tylko się zająknę. On mnie nienawidzi, a prawda jest taka, że ja gówno mogę mu zrobić. Za to on zniszczy mi życie.
-Nie uda mu się, Dave – spojrzałam prosto w jego piwne oczyska. Brakowało w nich błysku, tego czegoś, co z blondyna czyniło właśnie jego. Desrosiersa. - No rozchmurz się już! Masz już dzisiaj nic nie powtarzać, połóż się wcześniej spać...
-Wiem, Kate. Dzięki za wszystko. Za to, że mi pomagałaś i... i za wsparcie. Szczególnie za wsparcie – blondyn niespodziewanie rzucił się na mnie, chcąc się przytulić. Przez moment zachwiałam się, ale zdołałam utrzymać równowagę. Nie powiem, zaskoczyło mnie to, ale mile. Niepewnie objęłam go rękoma, uśmiechając się do siebie. Wtedy już wiedziałam, na czym polega przyjaźń. Wtedy wiedziałam, że my na zawsze zostaliśmy przyjaciółmi.
-Nie ma za co, Dave – wybąkałam, czując się trochę niezręcznie, ale naprawdę przyjemnie.
-Jest za co, Katie! Przesiedziałaś ze mną kilka dobrych godzin, nawet więcej niż kilka. A wiem, że to dla ciebie była męczarnia.
-Przestań! – fuknęłam – Żadna męczarnia!
-Ale dla mnie to zrobiłaś. Dziękuję. Nieważnie, czy zdam, czy nie, zawsze będę o tym pamiętał. Naprawdę nie wiem, jak ja ci się odwdzięczę.
-Proszę cię, David – wyszeptałam zarumieniona, spuszczając wzrok. Nie lubiłam, gdy ktoś mnie chwalił. Czułam się wtedy bardzo niezręcznie – W porównaniu z tym, co ty dla mnie zrobiłeś...
-Daj spokój, Kate – blondyn odsunął się ode mnie – Zapomnij o przeszłości, skup się na teraźniejszości i przyszłości. Dobra, nie będę dłużej zawracał ci głowy. To do zobaczenia jutro – blondyn otworzył drzwi i wyszedł, znikając wśród osłony ciemności.
-Cześć – odparłam, stojąc w progu i odprowadzając go wzrokiem. Jeszcze przez jakiś czas wpatrywałam się w czerń, myśląc intensywnie. Myśląc o nim. Wiedziałam, że mu się uda. Musiał zdać. Przecież tyle poświęciliśmy czasu, by się przygotować. On nie mógł przegrać tej walki. Nie z nim.
Poczułam jak zimno napiera na mnie z trzech różnych stron. Zadrżałam. Gęsia skóra pokryła moje ciało, od stóp do głów, w ciągu ułamka sekundy. Postanowiłam schować się w domu, wiedząc, że on już odszedł i przypominając sobie o feralnym konkursie, w którym musiałam wziąć udział.
Wtedy go nie dostrzegłam. A on wciąż stał przed moim domem, wpatrując się we mnie i zastanawiając się, co do jasnej cholery dzieje się w jego głowie i w jego sercu. 

1 komentarz:

  1. Czekałam na ten moment, gdy Kate i David przytulą się do siebie :-). Jakie to romantyczne: "A on wciąż stał przed moim domem, wpatrując się we mnie i zastanawiając się, co do jasnej cholery dzieje się w jego głowie i w jego sercu". MC

    OdpowiedzUsuń